W pokoju znajdowała się para ludzi stojąca przy łóżeczku. Kobieta była niezbyt wysoka, miała brązowe oczy i kaskadę blond włosów.Ubrana w dżinsy i niebieski sweterek,była piękna z twarzą w kształcie serca i z dwoma dołeczkami w policzkach,widocznymi gdy tylko uśmiechnęła się do osoby stojącej obok niej. Mężczyzna miał czarne włosy i niebieskie oczy.Był ubrany w sprane dżinsy i niebieską koszulę z kołnierzem. Wysoki i umięśniony przyglądał się dziecku śpiącemu w kołysce.
Mężczyzna przytulił żonę i pocałował ją w czoło, gdy nagle do pokoju wtargnęli mężczyźni w czarnych,okrutnych maskach ubrani na w tem sam kolor. W rękach mieli różdżki, które wycelowali w parę. Rozbłysło czerwone światło i dwoje ludzi przytulonych do siebie, leżało na ziemi bez życia.
Momentalnie oderwałam się od szyi chłopaka. Obydwoje ciężko oddychaliśmy patrząc na siebie rozszerzonymi źrenicami. Jacob wydawał się tak samo zdziwiony i przerażony jak ja.
-Co widziałaś?-jego głos był cichy i zachrypnięty.
-Pokój z niebieskimi ścianami. Twój pokój z dzieciństwa.I chyba twoich rodziców. A ty?-nie chciałam mówić mu nic więcej. Nie teraz.
-To co ci robił ojciec, gdy byłaś mała. A ty tylko chciałaś chronić brata...Tak mi przykro Ally..
Odwróciłam wzrok od tych brązowych tęczówek. Nie miałam siły w nie dłużej patrzeć.
-Nie chcę o tym rozmawiać.
-Ale...
-NIE Jacob!- podniosłam głos niezdolna już dłużej hamować emocji.
Chłopak tylko popatrzył na mnie, pokiwał głową i mocno do siebie przytulił.
-Nie jesteś już sama-wyszeptał mi do ucha.
A ja.. rozsypałam się. Cała ta sytuacja z Przemianą,ponowną zmianą szkoły, opuszczeniem ludzi, których kocham...
To było dla mnie za wiele. Rozpłakałam się. Łzy zlatywały mi z policzków i brody na koszulę Jacoba,mocząc ją, ale on się tym nie przejmował. Tulił mnie do siebie i głaskał po włosach. Wdychałam jego zapach, nawet nie próbując powstrzymać łez.
W końcu po kilku minutach, uspokoiłam się, przestałam płakać i spojrzałam zaczerwionymi oczyma na chłopaka.Ten uśmiechnął się krzywo i powiedział:
-Wyglądasz strasznie.
-Dzięki,potrzebowałam właśnie takich komplementów .
-Wiedziałem.
-Mógłbyś mnie zostawić? Chciałabym jeszcze odpocząć.
-Jasne. Zawołaj mnie gdy tylko będziesz czegoś potrzebowała.
Skinęłam głową bez słowa i chłopak wyszedł.
Wypuściłam powietrze z płuc. Czułam się, jakbym przetrzymywała je tam od dwunastego roku życia. Poczułam ulgę, która zrzuciła kamień z mojego serca i duszy.
Usiadłam przy biurku, wyciągnęłam kartkę i długopis i zaczęłam pisać.
Każdy krzyk mój zagłuszony w Tobie,
Każdy list spalony w Twojej głowie,
A Twój wzrok wciąż mnie prześladujący,
Niewarty, ani jednej łzy.
Każda chwila spędzona z Tobą,
od tego czasu była torturą.
Moje serce co zawiłą nocą,
nie znaczy już nic, w duszy ból.
Każdy gest jest skierowany obok,
Każdy śmiech, ucieka inna drogą,
a Twój głos, który był moją bronią,
teraz tylko przynosi mi ból..
Nasza przestrzeń się zmieniła ponoć,
skrzywdziłeś mnie,nie wybaczę Ci tego,
Zniszczyłeś nasz, następny świt.
Już nie patrze na te zdjęcia w ramce,
Mogę udawać uśmiech
Mogę zmusić się do śmiechu
Mogę tańczyć i odgrywać rolę
Potrafię się odpowiednio nastawić
Być dobrą maszyną
Jestem w stanie dźwigać cały ciężar świata
Lecz jestem tylko człowiekiem
I krwawię, gdy upadam
Jestem tylko człowiekiem
Rozbijam się, łamię
Twoje słowa w mojej głowie, noże w moim sercu
Staram się, wyczyścić własną pamięć,
Odejdź, nie chce widzieć Cię już.
Tak,właśnie tego potrzebowałam. Schowałam kartkę pod poduszkę i położyłam się na łóżku.Zaraz potem, zapadłam w sen.
-Ally wstawaj, czas na śniadanie.
Otworzyłam oczy i ujrzałam Arię stojącą nad moim łóżkiem. Podniosłam się powoli do pozycji siedzącej i spojrzałam na swoją współlokatrokę. Była już ubrana w przepisowy mundurek i była już delikatnie umalowana. Zmrużyłam oczy i rzuciłam w nią poduszką, na której jeszcze przed chwilą spoczywała moja głowa. Zaskoczona dziewczyna oberwała prosto w twarz. 1:0 Dla mnie pomyślałam uśmiechając się z satysfakcją.
-A ja myślałam,że ty jesteś z tych grzecznych.- burknęła do mnie odrzucając poduszkę,którą zręcznie złapałam i położyłam na jej miejsce.
-Nie wtedy gdy się mnie budzi.
-Mhm. Teraz wstawaj i idź się umyć i ubrać. Zaraz będzie śniadanie.
Podniosłam się niechętnie, zabrałam swój mundurek i ruszyłam do łazienki. Gdy spojrzałam w lustro, zdziwiłam się. Powinnam mieć czerwone i zapuchnięte oczy po wczorajszym płakaniu. A tu nic. Wyglądałam...Dobrze. Duże,jasne oczy okalane gęstymi czarnymi rzęsami,odwzajemniły moje spojrzenie, różowe pełne usta rozciągnęły się w mimowolnym uśmiechu. Wzięłam szybki prysznic,ubrałam mundurek, pomalowałam usta moim ulubionym arbuzowym błyszczykiem i wyszłam z łazienki. Wzięłam swoją torbę i skinęłam na przyjaciółkę. Wyszłyśmy z pokoju i zeszłyśmy na parter. Byłam wdzięczna Arii, że nagabywała mnie o wczoraj. Po prostu udawałyśmy, że nic się nie stało.Gdy stanęłyśmy przed drzwiami stołówki, popatrzyłam na lokatą z rozbawieniem.
-Przedstawienie?-zapytałam.
-Jak najbardziej.-odpowiedziała również rozbawiona sytuacją.
Otworzyłyśmy drzwi stołówki. Tak samo jak wczoraj, wszystkie głowy obróciły się w naszym kierunku. Uśmiechnęłyśmy się do siebie coraz bardziej rozbawione. Dopiero gdy usiadłyśmy ze swoim śniadaniem przy wolnym stoliku, odwrócili od nas twarze. Lokata pokręciła głową śmiejąc się. Gdy nabrałam do buzi sporą porcję płatków czekoladowych z mlekiem, przysiadły się do nas dwie osoby. Dwóch chłopaków, których nigdy wcześniej nie widziałam. Jeden miał burzę jasnych loczków na głowie i zielone oczy, drugi brązowe włosy i oczy w kolorze złota. Obaj byli postawni i wysportowani.I obaj się do nas uśmiechali.
-Jestem Josh- przedstawił się złotooki.
-A ja Sam- dopowiedział blondyn.
-Ally, to moi walnięci koledzy.-powiedziała Aria.
-Walnięci?!-oburzył się Sam.
-Koledzy?!- zawołał w tym samym czasie Josh.
-Tak. A to bałwany jest moja współlokatorka Alyssa
Podałam każdemu z nich rękę, którą obydwaj uścisnęli i ucałowali.
Rozbawiona spojrzałam na przyjaciółkę. Uśmiechnęła się do mnie i wyjaśniła.
-Nie zwracaj na nich uwagi. To szkolne błazny.
-My?! Błazny?!- wrzasnęli chłopcy na całą salę. Każda osoba w pomieszzceniu spojrzała na nasz stolik.
-Nie, błazenki.-mruknęłam sarkastycznie.
-Przestańcie się drzeć.
-To nas nie przezywaj.-burknął Josh
-Nie przezywam, stwierdzam fakt.- odpowiedziała mu Aria, a potem zwróciła się do mnie- Josh jest czarodziejem a Sam wampirem. Sprawiają w szkole same kłopoty. Ciągle robią komuś kawały i dowcipy.
-Przynajmniej jest śmiesznie-stwierdził Sam.
Zauważyłam, że Josh ciągle wlepia swoje oczy w Arię, z którą teraz zawzięcie o czymś dyskutował.
-Założysz się, że do końca tego dnia, się pocałują?- szepnęłam do Sama.
-Mowy nie ma. Aria go nie lubi w ten sposób.
-To zakładasz się?
-Pewnie. I tak przegrasz.
-Zobaczymy.
-Okej, jeśli ja wygram, to będziesz przez cały jutrzejszy dzień chodzić w samej bieliźnie. Tylko takiej seksownej.-No, chłopak ma wyobraźnię, pomyślałam.
-Ale jeśli Ty przegrasz, to będziesz jutro paradował w różowej czarodziejskiej szacie. Caluśki dzień.
-A skąd ja mam ją wziąść?
-Twój kumpel to czarodziej.
-Ano tak. Okej. Więc zakład stoi.-powiedział chłopak.
Gdy skończyliśmy jeść, razem z chłopakami poszłyśmy do sali 105 na Historię. Profesor Sage była kobietą po pięćdziesiątce z dziwnym upodobaniem do różowego koloru. Naprawdę! Cała ubarna na różowo z włosami spiętymi na szczycie głowy i okrągłymi okularami. Przypominała mi wielgachną, różową ropuchę. Usiadłyśmy razem z Arią w ławce przed chłopakami, gdy zadzwonił dzwonek. W klasie byli także Sebastian i Jacob. Obydwaj uśmiechnęli się do mnie ciepło, gdy tylko weszłam.
Po lekcji z ropuchą, przyszedł czas na Demonologię. Margaret Montgomery była wysoką kobietą o rudych włosach i błękitnych oczach. Miała przyjemny dla ucha głos i od razu zaciekawiła mnie swoim przedmiotem.
Angielskiego uczyła Linsdey Kelly, Literatury Samantha Hale, która od razu przypadła mi do gustu. Była to miła kobieta, która tak strasznie przypominała mi mamę. Przerwę na lunch spędziłam z Arią, Samem i Joshem na kampusie, pod drzewem zaśmiewając się do łez. Chłopcy mieli naprawdę świetne poczucie humoru.
-Hej Sam, czemu nie masz dziewczyny?-zapytałam zaśmiewając się z jego dowcipu.
-Ja w dziewczynach nie gustuję, skarbie.
-Naprawdę? -zapytałam z szeroko otwartymi oczyma.
-Tak.-wyszczerzył się do mnie w uśmiechu.
-Zmienił orientację, gdy wszystkie dziewczyny w tej szkole odrzuciły jego zaloty. -zdradził mi Josh ze śmiechem.
-A ty, gdy Ciebie odrzucili wszyscy chłopcy.-odciął się przyjacielowi Sam.
-Nie, stary. Ty mnie nigdy nie odrzuciłeś. Chociaż, zdradzę Wam, że wolę dziewczyny.-mówiąc ostatnie zdanie, mrugnął do Arii, która zapłonęła rumieńcem.
-Ciebie to nawet Ropucha by nie chciała.
-A Ciebie....No dobra, nie mam na to riposty.
Przerwa się skończyła i zaczęła się łacina, której uczył Oskar Curtis. Był do mężczyzna po trzydziestce z niebieskimi, wodnistymi oczkami. Nie przypadł mi do gustu.
Gdy weszłam do klasy profesor Bonnie Bennet, myślałam, że przeniosłam się do innego wymiaru. Klasa była zaciemniona, i było w niej gorąco i trochę duszno. Ale wynagradzała to nauczycielka. Była to kobieta w wieku około 27 lat. Miała brązowe, kręcone włosy sięgające jej bioder i ciepłe, czekoladowe oczy. Uśmiechała się z czułością do swoich uczniów.
-Kochani, dziś sobie trochę poczarujemy. Proszę każdego obecnego czarodzieja, by dobrał się w parę z innym stworzeniem magicznym, tak by w każdym duecie była czarownica lub czarodziej.
Uśmiechnęłam się z satysfakcją mając już obmyślony w głowie plan.
-Josh!-zawołałam machając do chłopaka.
Kiedy każdy dobrał sobie parę, nauczycielka stanęła pośrodku sali, a my blisko niej.
-Stańcie naprzeciwko siebie. Niech osoba niemagiczna pomyśli jedno swoje życzenie, to ma być dobre życzenie, nie wyrządzające nikomu krzywdy, a czarodziej lub czarownica ma za zadanie je spełnić.
Boże, ja chyba ucałuję tą kobietę przemknęło mi przez głowę, a szeroki uśmiech wypłynął mi na usta.
Josh spojrzał na mnie zdziwiony mruknął, tak, bym tylko ja mogła go usłyszec.
- Ja się chyba Ciebie boję dziewczyno.
Zaśmiałam się. Po chwili oczyściłam swój umysł i pozostawiłam tylko jedną myśl.
Niech oni się dziś pocałują.Niech oni się dziś pocałują.
Powtarzałam te słowa jak mantrę. Po minucie profesor Bennet kazała nam przerwać. Każda para miała coś wyczarowanego. Jedni czerwoną róże, drudzy misia, a inni jak na przykład Aria będąca w parze z Samem wielką, ohydną zieloną ropuchę. Na ten widok wszyscy się roześmiali. Tylko ja i Josh nic nie mieliśmy.
-O czym pomyślałaś?-zapytał cicho mój partner, gdy wychodziliśmy z sali idąc na następną lekcję.
- O zwycięstwie.-odpowiedziałam wesoło, na co chłopak popatrzył na mnie jak na umysłowo chora i tylko pokręcił głową.
-Chyba nie chcę wiedzieć.
-Chcesz. Ale ja ci nie powiem.
Na wychowaniu fizycznym, nie było nauczyciela, nikt nie wiedział dlaczego, więc całą klasą poszliśmy na błonia. W czwórkę, usiedliśmy pod tym samym drzewem, co na przerwie na lunch. Rozmawialiśmy o lekcjach, świecie pozamagicznym i o wszystkim. Chłopcy wygłupiali się rozśmieszając nas do łez. Zauważyłam że Josh usiadł bardzo blisko Arii, a ona szeptała mu coś na ucho. By Sam się nie zorientował o co chodzi, wzięłam go za rękę i poszliśmy na spacer. Chodziliśmy wokół drzew śmiejąc się i rozmawiając. Gdy wróciliśmy do przyjaciół, zastaliśmy bardzo ciekawy widok. Josh siedział oparty plecami o drzewa, Aria mu na kolanach i oboje byli bardzo sobą pochłonięci. Całując się namiętnie, nawet nie zauważyli że wróciliśmy. Rozbawiona tą sytuacją chrząknęłam znacząco. Gołąbeczki natychmiast się od siebie oderwały.Josh uśmiechał się jak głupi, a moja przyjaciółka miała wściekle różowe policzki i usta.
-Nie przeszkadzajcie sobie-powiedziałam.
-Ale...My...No..Ten tego...
-Twoja elokwencja Joshua mnie powala.- stwierdził Sam.
-A ugryź się.
-Nie, to nie smaczne. Wolałbym krew Ally.- powiedział blondyn.
-Ani mi się waż pijawo. To moja współlokatorka,- zawołała Aria.
-Spokojnie ja tylko żartowałem.
-No to my was zostawiamy. Idziemy na lekcję, za minutę dzwonek.-powiedziałam.
-My też idziemy.
Ruszyliśmy z Samem przodem. Gdy dostatecznie oddaliliśmy się od przyjaciół, uśmiechnęłam się do chłopaka szeroko. Ten tylko spojrzał na mnie, pokiwał głową, zamyślił się na chwilę i też szeroko uśmiechnął.
-Załatwione mała.
Zdziwiłam się, że tak łatwo przyjął porażkę, ale nic nie powiedziałam.
Biologii uczył postawny choć wysoki mężczyzna, wyglądający trochę jak Dumbledore. Miał długie, swie włosy i taką samą brodę, jasne wnikliwe oczy i radosny uśmiech. Jego twarz była poorana zmarszczkami. Był ubrany jasnoniebieską szatę w żółte gwiazdki. Wyglądał.. Naprawdę dziwnie i komicznie. Każdy uczeń traktował go z szacunkiem, tak samo jak każdy nauczyciel. Miał miły, pogodny głos i był strasznie życzliwy. Do każdego odnosił się z radosnym uśmiechem. Od razu go polubiłam. Był jak dziadek, którego nigdy nie poznałam. Po lekcji zatrzymał mnie chwilę w swojej klasie.
-Bardzo się cieszę, że do nas trafiłaś Alysso.
-Ja też proszę pana.
-Mam nadzieję, że będziesz się u nas dobrze czuła. A w razie czego, możesz się zwrócić do mnie.
-Dobrze, dziękuję, proszę pana.
W duchu zaczęłam go nazywać Albusem Dumbledorem.Naprawdę mi go przypominał.
Przez to,że profesor zatrzymał mnie w klasie, spóźniłam się na następną lekcję. Weszłam do szatni położonej niedaleko sali gimnastycznej i rozejrzałam się dookoła. Pomieszczenie był duże i wszędzie były szafki z nazwiskami. Znalazłam swoją, z numerem 209 i ją otworzyłam. W środku znajdowały się czarne buty do biegania, czarne którkie spodenki i biała bluzka z krótkim rękawkiem. Prędko dobiegłam do drzwi sali, i oddychając miarowo weszłam do niej. Zaczęły się już zajęcia. Nigdzie nie zobaczyłam nauczyciela więc podeszłam do Arii. Koleżanka była ubrana tak samo jak ja. Bez słowa podała mi gumkę do włosów. Zrobiłam wysokiego kucyka.
-Dzięki.
-Spoko.
-A gdzie jest nauczyciel? -zapytałam.
-Za tobą-odpowiedział mi męski lekko schrypnięty głos.
Posłałam Arii mordercze spojrzenie i powoli odwróciłam się na pięcie.
Za mną stał wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. W pierwszej chwilii wzięłam go za ucznia.Ubrany w białą bluzkę i szare spodnie od dresu.Nie mógł mieć więcej niż 20 lat. I był zabójczo przystojny. Blond włosy kontrastowały z opaloną, wsyportowaną sylwetką. Ale najpiękniejsze były oczy. Szare, w kolorze morza podczas sztormu.
-Dzień dobry.-powiedziałam uśmiechając się niepewnie.
-Jesteś tu nowa, prawda?- zapytał nie przywitawszy się. Już miałam coś na to odpowiedzieć, gdy w porę się opamiętałam. Przecież on był nauczycielem.
-Tak.
-Nie będę Cię traktował ulgowo. Dzisiaj biegamy. Pięć okrążeń wokół Scholi.
I ty myślałeś że się przestraszę? Phii....
Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem i ostatencyjnie odwróciłam się do niego plecami.
No to się zdziwisz.
Aria patrzyła na mnie z niemym szokiem. Wzięła mnie za ramię i odprowadziła na bok.
-Przecież on jest nauczycielem! Powinnaś być..milsza.
-Mowy nie ma.Najpierw niech on zacznie być kulturalny.
Przyjaciółka pokręciła głową z rozbawieniem.
-Z Tobą napewno nie będę się nudzić.
-To akurat wiem.-wyszczerzyłam do niej zęby w uśmiechu.
-Dobra, chodź. Zaczynamy.
Każdy w sali skończył się rociągać, poprawiać buty itp. Ustawliśmy się w linii prostej. Stałam między Arią a Samem.
-Będę liczyć do trzech. Gdy skończę, pobiegniecie.-powiedział Pan Zły i Straszny.- Jeden..Dwa...Trzy!!!
Ruszyliśmy. na początku tzrymałam się blisko przyjaciół. A potem... Coś we mnie wstąpiło. Wyprzedzałam każdą kolejną osobę. Z każdym oddechem stawałam się coraz szybsza. I wcale się nie męczyłam. Biegłam tak, jakbym chciała uciec. Uciec od rzeczywistości. Czułam wiatr we włosach i miły zapach świeżo skoszonej trawy. Czułam się świetnie. Biegłam kilka minut. W końcu zorientowałam się, że nikogo nie ma. Ani za mną, ani przede mną. Zdziwiona wróciłam do sali. Wszyscy już tam byli, czerwoni na twarzy i z trudem łapiąc oddech. I patrzyli się na mnie...Dziwnie patrzyli. Podeszłam więc do czwórki przyjaciół.
-Czemu się tak na mnie gapią? I czemu wy się gapicie?
-Skarbie, podczas gdy my wszyscy przebiegliśmy z trudem pięć okrążeń, Ty zrobiłaś.... Piętnaście, nawet się nie męcząc.-powiedział Sam patrząc na mnie z podziwem.
Piętnaście?
-Zgubiłam rachubę.
Przyjaciele tylko pokręcili głowami uśmiechając się do mnie. Po zajęciach, poszłyśmy z Arią i resztą dziewczyn do naszej szatni. Każda wyrażała swój podziw względem mojej kondycji i wszystkie chciały wiedzieć, jak to zrboiłam. Ja tylko wzruszałam ramionami i odpowiadałam, że lubię biegać.
Po kolacji, umyte i ubrane w piżamy, leżałyśmy już z Arią w łóżkach. Dziewczyna opowiadała mi szeptem, że już od dawna była zakochana w Joshu i że ten ich pierwszy pocałunek był cudowny. Cieszyłam się ze szczęścia lokatej. Gdy zasnęłam, miałam miłe sny. Tylko para pięknych, szarych oczu ciągle mnie prześladowała.
Rano wstałam bez pomocy przyjaciółki, wzięłam prysznic, pomalowałam rzęsy i usta, ubrałam mundurek i wróciłam do pokoju. Lokata właśnie wstawała z łóżka i zbierała się do łazienki ziewając.
-Sama wstałaś.-wyraziła swe zaskoczenie blondynka.
Uśmiechnęłam się tylko do niej. Gdy wyszła z łazienki, ubrana i już do reszty wybudzona, wzięłyśmy swoje torby i ruszyłyśmy na śniadanie. Dziś zrezygnowałam z płatek i wzięłam sobie dwie kanapki z dżemem truskawkowym. W stołówce było gwarno, każdy stolik i siedzenie zajęte oprócz naszego Josh już siedział przy nim, ale bez Sama.Za to z Jacobem. Posłałam czarodziejowi zaskoczone spojrzenie a ten ledwo dostrzegalnie wzruszył ramionami.
-Hej.- powiedziałyśmy z Arią jednocześnie siadając przy stoliku. Lokata i Josh od razu zaczęli nas ignorować i zajęli się sobą.
-Jak się czujesz?-spytał mnie Jacob.
-Dobrze.Dzięki, ze pytasz.I za tamto.-posłałam mu słodki uśmiech.
-Nie ma za co. Właśnie. Chciałem Cię zapytać czy byś....-nie dokończył.
Bowiem w sali pojawił się ktoś, kto z całą pewnością nie wyglądał dziś normalnie.
-------
Mam nadzieję, że się podoba. Spóźniony, ale za to długi ;) :D
środa, 14 października 2015
wtorek, 13 października 2015
To znowu Jaa
Tak wiem, miałam pisać nowy rozdział. Obiecuję,że napiszę go w tym miesiącu. Ale mam pytanko. Będzie ktoś z Was w tym roku na Targach PGA w Poznaniu? 16-18 października. Bo ja będę. Strasznie się tym jaram i wgl. Fajnie byłoby spotkać kogoś z Was na tej imprezie. Jeśli ktoś będzie, to proszę pisać w komentarzach poniżej.
I wgl moglibyście napisać w komentarzach, np. jakieś swoje życzenia o następnym rozdziale, co byście chcieli w nim przeczytać itp. Tak wiem, pisze bez sensu :D No ale to cała ja. Jestem najgorszą bloggerką na świecie i pewnie już nikt nie wchodzi na tego bloga, ale co mi tam :)
Tak więc, już kończę.
Do następnego rozdziału,
Pozdrawiam,
Wasza najmniej lubiana bloggerka Xd :)
I wgl moglibyście napisać w komentarzach, np. jakieś swoje życzenia o następnym rozdziale, co byście chcieli w nim przeczytać itp. Tak wiem, pisze bez sensu :D No ale to cała ja. Jestem najgorszą bloggerką na świecie i pewnie już nikt nie wchodzi na tego bloga, ale co mi tam :)
Tak więc, już kończę.
Do następnego rozdziału,
Pozdrawiam,
Wasza najmniej lubiana bloggerka Xd :)
niedziela, 11 października 2015
Od autorki
Okej. Będę kontynuować tego bloga. Wiem, ciągle zaslaniam się szkołą, ale to prawda. Jestem już w klasie 1 Technikum i mimo iż to fopiero początek roku, już mnie zawalili pracami domowymi i sprawdzianami. Ale będę się starać, obiecuję!!!
Ale przydałyby się Wasze komentarze. Bardzo. :(
Pozdrawiam :)
Ale przydałyby się Wasze komentarze. Bardzo. :(
Pozdrawiam :)
poniedziałek, 14 września 2015
Od autorki.
Wiem, jesteście na mnie źli ale musicie mi to wybaczyć. Szkoła i te sprawy... Mam pytanie. Chcecie zebym kontynuowała tego bloga? Jeśli tak, prosze wpisywac sie w komentarzach pod postem... Bardzo mi na tym zależy, więc. :)
sobota, 22 sierpnia 2015
Rozdział VII
-Chyba się budzi.
Usłyszałam czyjś głos.Jakiejś dziewczyny. Arii. Otworzyłam oczy. Leżałam na łóżku w moim nowym pokoju a nade mna pochylała się moja współlokatorka, dyrektorka szkoły, bodajże pielęgniarka i co ciekawe Sebastian i Jacob. Usiadłam szybko i się skrzywiłam. Głowa zaczęła mnie niemiłosiernie boleć.
-Uważaj złotko, nie powinnaś tak szybko wstawać-głos pielęgniarki był chropowaty i niemiły dla ucha.
Kiwnęłam delikatnie głową na znak zgody i rozejrzałam się po twarzach zebranych w pokoju.
-Co się stało?
-Zemdlałaś w stołówce.-usłyszałam odpowiedź z ust dyrektorki.
-Tak, nieźle mnie wystraszyłaś, myślałam że zawału dostanę.-powiedziała Aria i spojrzała na mnie karcąco.
-Ale dlaczego? Ja jeszcze nigdy nie straciłam od tak sobie przytomności.
-Nie wiemy, może to przez to, że to dla ciebie zmiana, nowe otoczenie, nowa szkoła, nowi znajomi....-powiedziała pielęgniarka.
-Albo może przez to że była głodna.-po raz pierwszy głos zabrał Jacob.
Spojrzałam na niego zdziwiona.Dyrektorka zauważyła mój wzrok więc zapytała.
-Alysso, kiedy było ostatnie karmienie?
-Jakie karmienie, przecież jeszcze nie zdążyłam zjeść swoich płatków.
-Chodzi nam o to, kiedy ostatnio piłaś krew.
Spojrzałam na nią osłupiała.
-Eee...Nigdy?.
Wszyscy zebrani w pokoju popatrzyli po sobie zaskoczeni.
-Więc dlatego zemdlałaś. Ally, myślę że powinnaś jak najszybciej napić się krwi.-powiedziała Aria.
-Niestety, nasze zapasy się skończyły, dostawa będzie tu dopiero za jakieś dwie godziny.-wyjaśniła przepraszającym tonem pielęgniarka i wyszła z pokoju.
-Ale do tego czasu, ona może albo umrzeć z pragnienia, albo nas wszystkich zaatakować.-głos Sebastiana był pełen niepokoju.
-Wiem, ale nie możemy nic zrobić. Dostawa będzie dopiero za dwie godziny.-dyrektorka wydawała się zasmucona.
-Nie możemy czekać.-Aria wydawała się coraz bardziej przerażona.
-Nie musimy.-odezwał się cicho Jacob.
-Słucham?-spytała zaskoczona dyrektorka.
-Powiedziałem, że nie musimy czekać. -powtórzył dobitnie.
-Więc co zrobimy?-zapytał mój przyjaciel.
-My nic. Ja muszę. Dam jej swoją krew.
-Nie ma mowy!-Sebastian był oburzony.
-Ty jako wampir, na niewiele się jej teraz zdasz, krew Arii jest niewystarczająca i niebiezpieczna, ponieważ jest wiedźmą, a pani dyrektor jest nosferatu,więc też odpada. Tylko moja krew, jako odpowiednik ludzkiej krwi, może jej pomóc.
-Nie chcę tego mówić, ale pan Glass ma rację. -odezwała się po minucie ciszy dyrektorka.
-To prawda. Zapewnijmy im trochę prywatności.-stwierdziła moja koleżanka i wyprowadziła za rękę z pokoju oburzonego i zdenerwowanego Drake'a. Dyrektorka wyszła za nimi i zamknęła drzwi. Popatrzyłam na chłopaka wielkimi oczyma.
-Wcale nie musisz niczego robić,nie chcę pić krwi, czyjejkolwiek krwi.
-Właśnie że musisz. I wypijesz moją.
Jacob usiadł na łóżku, podniósł mnie jakbym nic nie ważyła i posadził sobie na kolanach. Oparł się plecami o ścianę. Wpatrywałam się w niego zaskoczona i oburzona jednocześnie.
-Nie musiałeś sadzać mnie sobie na kolanach.
-Wiem, ale tak będzie łatwiej.
Przybliżył swoją twarz do mojej. Już myślałam że mnie pocałuje, jednak zatrzymał swoje usta zaledwie kilka milimetrów od moich warg.
-Twoja kolej maleńka.- powiedział lekko zachrypniętym głosem.
Nie wiedziałam co mam robić, patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana.On jednak uśmiechnął się łobuzersko i odsłonił przede mną swoją szyję.Niebieskie żyły pulsowały pod delikatną śniadą skórą.Chwilę wpatrywałam się w ten widok zaczarowana a potem go ugryzłam.
Nawet nie poczułam jak wysuwają się kły i wbijają w cienką skórę.Do moich ust wlała się ciepła i słodka krew chłopaka. Była upajająca. Wreszcie czułam że żyję. Jego energia życiowa krążyła w moich żyłach, nasze serca złapały ten sam rytm. Byliśmy jednością.Cieszyłam się jak małe dziecko.Byłam szczęśliwa. Lecz zaraz przestałam.
W mojej głowie pojawiły się obrazy. Pędziły jak kalejdoskop rozmazując kolory.
Poczułam zapach świeżo skoszonej trawy, ciasteczek czekoladowych i czyichś perfum. Kobiecych. I naraz wszystko stanęło, ustało. Byłam w czyimś domu, małym ale przytulnym. Paliło się w kominku a na dworze było ciemno.Pokój był dziecięcy z niebieskimi ścianami,łóżeczkiem i różnymi zabawkami. Na ścianie, nad łóżeczkiem były przyklejone złote litery. JACOB.
Rozdział krótki, wiem, ale obiecuję, że następny będzie dłuższy i lepszy. Przepraszam za długą nieobecność, postaram się to naprawić :) Mam nadzieję, że mi wybaczycie :) :*
Usłyszałam czyjś głos.Jakiejś dziewczyny. Arii. Otworzyłam oczy. Leżałam na łóżku w moim nowym pokoju a nade mna pochylała się moja współlokatorka, dyrektorka szkoły, bodajże pielęgniarka i co ciekawe Sebastian i Jacob. Usiadłam szybko i się skrzywiłam. Głowa zaczęła mnie niemiłosiernie boleć.
-Uważaj złotko, nie powinnaś tak szybko wstawać-głos pielęgniarki był chropowaty i niemiły dla ucha.
Kiwnęłam delikatnie głową na znak zgody i rozejrzałam się po twarzach zebranych w pokoju.
-Co się stało?
-Zemdlałaś w stołówce.-usłyszałam odpowiedź z ust dyrektorki.
-Tak, nieźle mnie wystraszyłaś, myślałam że zawału dostanę.-powiedziała Aria i spojrzała na mnie karcąco.
-Ale dlaczego? Ja jeszcze nigdy nie straciłam od tak sobie przytomności.
-Nie wiemy, może to przez to, że to dla ciebie zmiana, nowe otoczenie, nowa szkoła, nowi znajomi....-powiedziała pielęgniarka.
-Albo może przez to że była głodna.-po raz pierwszy głos zabrał Jacob.
Spojrzałam na niego zdziwiona.Dyrektorka zauważyła mój wzrok więc zapytała.
-Alysso, kiedy było ostatnie karmienie?
-Jakie karmienie, przecież jeszcze nie zdążyłam zjeść swoich płatków.
-Chodzi nam o to, kiedy ostatnio piłaś krew.
Spojrzałam na nią osłupiała.
-Eee...Nigdy?.
Wszyscy zebrani w pokoju popatrzyli po sobie zaskoczeni.
-Więc dlatego zemdlałaś. Ally, myślę że powinnaś jak najszybciej napić się krwi.-powiedziała Aria.
-Niestety, nasze zapasy się skończyły, dostawa będzie tu dopiero za jakieś dwie godziny.-wyjaśniła przepraszającym tonem pielęgniarka i wyszła z pokoju.
-Ale do tego czasu, ona może albo umrzeć z pragnienia, albo nas wszystkich zaatakować.-głos Sebastiana był pełen niepokoju.
-Wiem, ale nie możemy nic zrobić. Dostawa będzie dopiero za dwie godziny.-dyrektorka wydawała się zasmucona.
-Nie możemy czekać.-Aria wydawała się coraz bardziej przerażona.
-Nie musimy.-odezwał się cicho Jacob.
-Słucham?-spytała zaskoczona dyrektorka.
-Powiedziałem, że nie musimy czekać. -powtórzył dobitnie.
-Więc co zrobimy?-zapytał mój przyjaciel.
-My nic. Ja muszę. Dam jej swoją krew.
-Nie ma mowy!-Sebastian był oburzony.
-Ty jako wampir, na niewiele się jej teraz zdasz, krew Arii jest niewystarczająca i niebiezpieczna, ponieważ jest wiedźmą, a pani dyrektor jest nosferatu,więc też odpada. Tylko moja krew, jako odpowiednik ludzkiej krwi, może jej pomóc.
-Nie chcę tego mówić, ale pan Glass ma rację. -odezwała się po minucie ciszy dyrektorka.
-To prawda. Zapewnijmy im trochę prywatności.-stwierdziła moja koleżanka i wyprowadziła za rękę z pokoju oburzonego i zdenerwowanego Drake'a. Dyrektorka wyszła za nimi i zamknęła drzwi. Popatrzyłam na chłopaka wielkimi oczyma.
-Wcale nie musisz niczego robić,nie chcę pić krwi, czyjejkolwiek krwi.
-Właśnie że musisz. I wypijesz moją.
Jacob usiadł na łóżku, podniósł mnie jakbym nic nie ważyła i posadził sobie na kolanach. Oparł się plecami o ścianę. Wpatrywałam się w niego zaskoczona i oburzona jednocześnie.
-Nie musiałeś sadzać mnie sobie na kolanach.
-Wiem, ale tak będzie łatwiej.
Przybliżył swoją twarz do mojej. Już myślałam że mnie pocałuje, jednak zatrzymał swoje usta zaledwie kilka milimetrów od moich warg.
-Twoja kolej maleńka.- powiedział lekko zachrypniętym głosem.
Nie wiedziałam co mam robić, patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana.On jednak uśmiechnął się łobuzersko i odsłonił przede mną swoją szyję.Niebieskie żyły pulsowały pod delikatną śniadą skórą.Chwilę wpatrywałam się w ten widok zaczarowana a potem go ugryzłam.
Nawet nie poczułam jak wysuwają się kły i wbijają w cienką skórę.Do moich ust wlała się ciepła i słodka krew chłopaka. Była upajająca. Wreszcie czułam że żyję. Jego energia życiowa krążyła w moich żyłach, nasze serca złapały ten sam rytm. Byliśmy jednością.Cieszyłam się jak małe dziecko.Byłam szczęśliwa. Lecz zaraz przestałam.
W mojej głowie pojawiły się obrazy. Pędziły jak kalejdoskop rozmazując kolory.
Poczułam zapach świeżo skoszonej trawy, ciasteczek czekoladowych i czyichś perfum. Kobiecych. I naraz wszystko stanęło, ustało. Byłam w czyimś domu, małym ale przytulnym. Paliło się w kominku a na dworze było ciemno.Pokój był dziecięcy z niebieskimi ścianami,łóżeczkiem i różnymi zabawkami. Na ścianie, nad łóżeczkiem były przyklejone złote litery. JACOB.
Rozdział krótki, wiem, ale obiecuję, że następny będzie dłuższy i lepszy. Przepraszam za długą nieobecność, postaram się to naprawić :) Mam nadzieję, że mi wybaczycie :) :*
środa, 15 lipca 2015
Rozdział VI
-A więc jak się tu znalazłaś?-zapytała mnie moja współlokatorka, zaraz po tym, jak usiadła koło mnie na moim łóżku.
-Przyjechałam samochodem.?
-Nie głupku. Chodziło mi o to, czym jesteś.
Zamyśliłam się chwile.
-Pół wampir, pół wilkołak.
-Ooo... Jestes hybrydą. Oczywiście, jest tu kilka hybryd, ale nie ma takich jak ty.
Żebyś tylko wiedziała...pomyślałam, ale szybko odsunęłam od siebie tę myśl.
-A ty?
-Stuprocentowa czarownica.
Moje brwi podjechały do góry.
-Nie patrz tak na mnie. Magia jest w mojej rodzinie dziedziczona z pokolenia na pokolenie.
-Mhm-mruknęłam.
-Okej, lekcje się już skończyły, ale jak chcesz, mogę ci się pomóc rozpakować, a potem oprowadzę Cię po szkole.
Kiwnęłam głową i wzięłyśmy się do pracy. Rozpakowałyśmy moje walizki, pochowałyśmy ciuchy i buty do szafy i komody, moje książki rozłożyłam na biurku i zdjęcie rodzinne przedstawiające mnie, mamę i Aleca roześmianych i beztroskich.Pamiętam tamten dzień,rok temu, byliśmy na wycieczce w zoo, Alec ciągle mnie rozśmieszał i robił głupie miny do zwierząt, a mama latała dookoła nas z aparatem. To były jedne z naszych najszczęśliwszych chwil po odejściu ojca. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Arii.
-Prawie bym zapomniała. Tu masz swój plan lekcji.Jesteśmy w tej samej klasie.-uśmiechnęła się do mnie wesoło.
-Super. Będziesz mogła mi pomomóc odrobić zaległości.. A książki?
-Są w twoim biurku- powiedziała, po czym podała mi mój nowy plan lekcji.
Codzienny plan zajęć: Alyssa Collins poziom 6:
0. 7.30-8.00 - Śniadanie, stołówka
1. 8.00-9.00 - Historia sala 105, prof. R.Sage
2. 9.00-10.00 - Demonologia sala 108, prof. M.Montgomery
3. 10.00-11.00 -Angielski sala 103, prof. L.Kelly
4. 11.00-12.00 - Literatura sala 112, prof. S.Hale
5. 12.00-12.30 - Przerwa na lunch, stołówka
6. 12.30-13.30 - Łacina sala 101, prof. O.Curtis
7. 13.30-14.30 - Magia sala 100,prof. B.Bennet
8. 14.30-15.30 - Wychowanie fiz. sala gimnastyczna,prof. D.Harvey
9. 15.30-16.30 - Nasza biologia sala 104, prof. P. Parker
10. 16.30-17.30 - Trening sala gimnastyczna, prof. D.Harvey
11. 17.30-18.00 - Kolacja, stołówka
Było już dawno po kolacji, więc Aria stwierdziła, że powinnyśmy iść spać, ponieważ cisza nocna zaczynała się o godzinie 21. Byłam mega zaskoczona, więc dziewczyna wyjaśniła mi, panujące tu zasady. Była cisza nocna, nie mogliśmy wchodzić na piętro nauczycielskie, do klas po lekcjach też nie mieliśmy wstępu, na korytarzach nie mogliśmy latać, czarować,gryźć,drapać,bić się i tym podobne. Nie mogliśmy bez wyraźnego powodu atakować innych uczniów i wrazie kłopotów powinniśmy iść z tym do profesorów. Na kampus mogliśmy wychodzić tylko w czasie przerwy na lunch, lub po lekcjach.
Gdy skończyła mi wyjaśniać zasady, zaczęła wchodzić w bardziej interesujące tematy. Kto jest największym ciachem w szkole? Kto największą wiedźmą,poniżającą innych? Najładniejsza para w szkole, najmniej lubiane osoby, itp. Aria powiedziała mi także, że jestem gwiazdą tego tygodnia, bo jak mi wyjaśniła, nie dość że pojawiłam się w środku roku szkolnego, to też jestem jeszcze hybrydą. Nie bardzo interesowało mnie, co ludzie mają do powiedzenia na mój temat.
Aria nie wypytywała mnie dlaczego zostałam hybrydą i byłam jej za to wdzięczna. Sama zaczęła mi opowiadać o tym, że w jej rodzinie magia jest rzeczą normalną i że jej rodzice i dziadkowie też chodzili to tej szkoły. Aria jest jedynaczką.
Jej rodzice nie są zbyt bogaci, mimo to, dziewczynie to nie przeszkadzało. Dowiedziałam si.ę także, że pochodzi z Londynu.
-A twoja rodzina?-zapytała po pewnym czasie, gdy już obie byłyśmy po prysznicu i w piżamach, i siedziałyśmy na swoich łóżkach.
-Ten chłopak, z którym tu przyjechałam, to mój brat bliźniak, Alec. Jakieś dwa miesiące temu, przeprowadziliśmy się z Los Angeles do Londynu, ponieważ moja mama znalazła bardzo dobrą ofertę pracy. Mam trzech najlepszych przyjaciół, z którymi śpiewam i gram koncerty. Scotta, Matta i Sebastiana. Sebastian jest wampirem i z tego co wiem, chodzi tu do szkoły. Alec jest moim bratem. On jeden, jedyny wie co się ze mną stało. Dlaczego stałam się opryskliwa, nieufna i samodzielna. Rozumiał mnie i kochał jak nikt inny. Ale zabroniłam mu mówić komukolwiek o tym co nas spotkało. Nie chciałam być wytykana palcami. Mój ojciec, który gwałcił mnie latami,a przed innymi udawał idealnego męża i ojca, odszedł od nas trzy lata temu. Właściwie to ja go zaszantażowałam, że pójdę na policję, jeśli od nas nie odejdzie. Wystraszył się i uciekł. Tchórz. Dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej? Ponieważ wiedziałam, że jeśli mu się przeciwstawię, to będzie to samo co ze mną, robił z Aleckiem. Chroniłam brata.
Sama nie wiem, czemu jej to powiedziałam. Nigdy nikomu nie wspominałam o ojcu, nikt nie wiedział prawdy. A teraz powiedziałam ją prawie obcej osobie. Ale czułam, że mogę jej zaufać.
Aria popatrzyła na mnie oczyma pełnymi łez. Wstała, przyklękła przy mnie i powiedziała:
-Bardzo, bardzo mi przykro że musiało Cię to spotkać. To piękne, że chroniłaś brata. Ale ten potwór, który zrobił z twojego życia piekło, powinien za to zapłacić. Obiecuję Ci, że pewnego dnia tak się stanie.
Teraz ja patrzyłam na nią szklistym wzrokiem.
-Dziękuję.-tylko tyle udało mi się wykrztusić.
Aria zrozumiała.Nie odwróciła się ode mnie, nie wyśmiała mnie. Po prostu mi współczuła. i byłam jej za to wdzięczna. Uścisnęła moja rekę. Spojrzałam na nią ze smutnym uśmiechem i ją przytuliłam. Zaśmiała się cicho i delikatnie odsunęła ode mnie.
- Na dziś koniec tych pogaduszek. Pewnie jesteś zmęczona całym dniem podróży.
Kiwnęłam twierdząco głową. Aria położyła się w swoim łóżku i już po paru minutach usłyszałam jej miarowy oddech i delikatne chrapanie.
Choć był lipiec, w nocy panował tu chłód. Wpełzłam pod kołdrę i położyłam głowę na poduszce. Rozmyślałam o tym, jak moje życie w tak krótkim tempie się zmieniło. Przeprowadziliśmy się, zmieniliśmy szkołę, umarłam, zostałam hybrydą, musiałam się wyprowadzić z domu i zamieszkać w szkole przypominającej Hogwart. I dowiedziałam się o istnieniu nadnaturalnego świata. W ciągu niecałych dwóch miesięcy, moje życie przewróciło się do góry nogami.
Zasnęłam śniąc o jednorożcach i krasnoludkach.
-Ally wstawaj!!
-Nie Alec, jeszcze nie.- wymamrotałam.
-Nie Alec, tylko Aria.
Podniosłam głowę i faktycznie. Aria kucała przed moim łóżkiem próbując mnie obudzić.
-No już wstaję.
-Ty idź do łazienki, masz już tam mundurek, a ja Cię spakuję.
-Mhm.
Łazienką było średniej wielkości pomieszczenie, które dzieliłyśmy tylko we dwie. Wystarczyło otworzyć drzwi, które znajdowały się niedaleko szafy Arii.
Zamknęłam za sobą drzwi, umyłam zęby, rozczesałam włosy i ubrałam się w mundurek, który obowiązywał każdego ucznia w szkole. Składał się z czarnej, prostej spódnicy przed kolano, białej koronkowej bluzki na ramiączka i czarnej marynarki. Do tego rajstopy i moje czarne baleriny i prezentowałam się całkiem nieźle. Podmalowałam usta truskawkowym błyszczykiem i wyszłam z łazienki.
Aria była ubrana tak samo jak ja, chociaż miała na sobie beżowe mokasyny.Wzięłyśmy swoje torby i wyszłyśmy z pokoju.
- A tak właściwie, która godzina?-spytałam lokatą gdy szłyśmy korytarzem.
-7.40.
Gdy stałyśmy przed drzwiami prowadzącymi do stołówki, szatynka zatrzymała się, spojrzała mi w oczy i z rozbawioną miną powiedziała.
-Przygotuj się na przedstawienie.
-Jakie przedsta...- nie dane mi było dokończyć, bo w tym momencie lokata otworzyła drzwi.
Wszystkie głowy jednocześnie obróciły się w naszą stronę. Przy każdym stoliku siedziało po cztery, sześć osób, w różnym wieku. I każda osoba wpatrywała się we mnie. Niektórzy z zaciekawieniem, inni z zazdrością(?), jeszcze inni z zaskoczeniem. A ja stałam tam z Arią osłupiała. Dziewczyna zachichotała, wzięła mnie za rękę i zaczęła prowadzić w stronę lady z jedzeniem. Po chwili otrząsnęłam się z osłupienia, wzięłam niebieską plastikową tackę, leżącą na końcu kolejki i podeszłam do jedzenia. Było tam mnóstwo rzeczy. Ja wzięłam sobie płatki czekoladowe z mlekiem, czyli to samo co Aria i ruszyłyśmy przez środek stołówki do stolika. Właśnie miałam usiąść na krześle, kiedy przed oczami zrobiło mi się ciemno i upadłam. Zdążyłam zobaczyć zaskoczone i przerażone spojrzenie Arii, znaim zemdlałam.
---------
Kochani! Rozdział krótki, i za to przepraszam. Jadę na dwa tygodnie na wakacje, więc w tym czasie nie dodam postu.. Mam nadzieję, że podoba Wam się mój blog.
Miłych wakacji :*
-Przyjechałam samochodem.?
-Nie głupku. Chodziło mi o to, czym jesteś.
Zamyśliłam się chwile.
-Pół wampir, pół wilkołak.
-Ooo... Jestes hybrydą. Oczywiście, jest tu kilka hybryd, ale nie ma takich jak ty.
Żebyś tylko wiedziała...pomyślałam, ale szybko odsunęłam od siebie tę myśl.
-A ty?
-Stuprocentowa czarownica.
Moje brwi podjechały do góry.
-Nie patrz tak na mnie. Magia jest w mojej rodzinie dziedziczona z pokolenia na pokolenie.
-Mhm-mruknęłam.
-Okej, lekcje się już skończyły, ale jak chcesz, mogę ci się pomóc rozpakować, a potem oprowadzę Cię po szkole.
Kiwnęłam głową i wzięłyśmy się do pracy. Rozpakowałyśmy moje walizki, pochowałyśmy ciuchy i buty do szafy i komody, moje książki rozłożyłam na biurku i zdjęcie rodzinne przedstawiające mnie, mamę i Aleca roześmianych i beztroskich.Pamiętam tamten dzień,rok temu, byliśmy na wycieczce w zoo, Alec ciągle mnie rozśmieszał i robił głupie miny do zwierząt, a mama latała dookoła nas z aparatem. To były jedne z naszych najszczęśliwszych chwil po odejściu ojca. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Arii.
-Prawie bym zapomniała. Tu masz swój plan lekcji.Jesteśmy w tej samej klasie.-uśmiechnęła się do mnie wesoło.
-Super. Będziesz mogła mi pomomóc odrobić zaległości.. A książki?
-Są w twoim biurku- powiedziała, po czym podała mi mój nowy plan lekcji.
Codzienny plan zajęć: Alyssa Collins poziom 6:
0. 7.30-8.00 - Śniadanie, stołówka
1. 8.00-9.00 - Historia sala 105, prof. R.Sage
2. 9.00-10.00 - Demonologia sala 108, prof. M.Montgomery
3. 10.00-11.00 -Angielski sala 103, prof. L.Kelly
4. 11.00-12.00 - Literatura sala 112, prof. S.Hale
5. 12.00-12.30 - Przerwa na lunch, stołówka
6. 12.30-13.30 - Łacina sala 101, prof. O.Curtis
7. 13.30-14.30 - Magia sala 100,prof. B.Bennet
8. 14.30-15.30 - Wychowanie fiz. sala gimnastyczna,prof. D.Harvey
9. 15.30-16.30 - Nasza biologia sala 104, prof. P. Parker
10. 16.30-17.30 - Trening sala gimnastyczna, prof. D.Harvey
11. 17.30-18.00 - Kolacja, stołówka
Było już dawno po kolacji, więc Aria stwierdziła, że powinnyśmy iść spać, ponieważ cisza nocna zaczynała się o godzinie 21. Byłam mega zaskoczona, więc dziewczyna wyjaśniła mi, panujące tu zasady. Była cisza nocna, nie mogliśmy wchodzić na piętro nauczycielskie, do klas po lekcjach też nie mieliśmy wstępu, na korytarzach nie mogliśmy latać, czarować,gryźć,drapać,bić się i tym podobne. Nie mogliśmy bez wyraźnego powodu atakować innych uczniów i wrazie kłopotów powinniśmy iść z tym do profesorów. Na kampus mogliśmy wychodzić tylko w czasie przerwy na lunch, lub po lekcjach.
Gdy skończyła mi wyjaśniać zasady, zaczęła wchodzić w bardziej interesujące tematy. Kto jest największym ciachem w szkole? Kto największą wiedźmą,poniżającą innych? Najładniejsza para w szkole, najmniej lubiane osoby, itp. Aria powiedziała mi także, że jestem gwiazdą tego tygodnia, bo jak mi wyjaśniła, nie dość że pojawiłam się w środku roku szkolnego, to też jestem jeszcze hybrydą. Nie bardzo interesowało mnie, co ludzie mają do powiedzenia na mój temat.
Aria nie wypytywała mnie dlaczego zostałam hybrydą i byłam jej za to wdzięczna. Sama zaczęła mi opowiadać o tym, że w jej rodzinie magia jest rzeczą normalną i że jej rodzice i dziadkowie też chodzili to tej szkoły. Aria jest jedynaczką.
Jej rodzice nie są zbyt bogaci, mimo to, dziewczynie to nie przeszkadzało. Dowiedziałam si.ę także, że pochodzi z Londynu.
-A twoja rodzina?-zapytała po pewnym czasie, gdy już obie byłyśmy po prysznicu i w piżamach, i siedziałyśmy na swoich łóżkach.
-Ten chłopak, z którym tu przyjechałam, to mój brat bliźniak, Alec. Jakieś dwa miesiące temu, przeprowadziliśmy się z Los Angeles do Londynu, ponieważ moja mama znalazła bardzo dobrą ofertę pracy. Mam trzech najlepszych przyjaciół, z którymi śpiewam i gram koncerty. Scotta, Matta i Sebastiana. Sebastian jest wampirem i z tego co wiem, chodzi tu do szkoły. Alec jest moim bratem. On jeden, jedyny wie co się ze mną stało. Dlaczego stałam się opryskliwa, nieufna i samodzielna. Rozumiał mnie i kochał jak nikt inny. Ale zabroniłam mu mówić komukolwiek o tym co nas spotkało. Nie chciałam być wytykana palcami. Mój ojciec, który gwałcił mnie latami,a przed innymi udawał idealnego męża i ojca, odszedł od nas trzy lata temu. Właściwie to ja go zaszantażowałam, że pójdę na policję, jeśli od nas nie odejdzie. Wystraszył się i uciekł. Tchórz. Dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej? Ponieważ wiedziałam, że jeśli mu się przeciwstawię, to będzie to samo co ze mną, robił z Aleckiem. Chroniłam brata.
Sama nie wiem, czemu jej to powiedziałam. Nigdy nikomu nie wspominałam o ojcu, nikt nie wiedział prawdy. A teraz powiedziałam ją prawie obcej osobie. Ale czułam, że mogę jej zaufać.
Aria popatrzyła na mnie oczyma pełnymi łez. Wstała, przyklękła przy mnie i powiedziała:
-Bardzo, bardzo mi przykro że musiało Cię to spotkać. To piękne, że chroniłaś brata. Ale ten potwór, który zrobił z twojego życia piekło, powinien za to zapłacić. Obiecuję Ci, że pewnego dnia tak się stanie.
Teraz ja patrzyłam na nią szklistym wzrokiem.
-Dziękuję.-tylko tyle udało mi się wykrztusić.
Aria zrozumiała.Nie odwróciła się ode mnie, nie wyśmiała mnie. Po prostu mi współczuła. i byłam jej za to wdzięczna. Uścisnęła moja rekę. Spojrzałam na nią ze smutnym uśmiechem i ją przytuliłam. Zaśmiała się cicho i delikatnie odsunęła ode mnie.
- Na dziś koniec tych pogaduszek. Pewnie jesteś zmęczona całym dniem podróży.
Kiwnęłam twierdząco głową. Aria położyła się w swoim łóżku i już po paru minutach usłyszałam jej miarowy oddech i delikatne chrapanie.
Choć był lipiec, w nocy panował tu chłód. Wpełzłam pod kołdrę i położyłam głowę na poduszce. Rozmyślałam o tym, jak moje życie w tak krótkim tempie się zmieniło. Przeprowadziliśmy się, zmieniliśmy szkołę, umarłam, zostałam hybrydą, musiałam się wyprowadzić z domu i zamieszkać w szkole przypominającej Hogwart. I dowiedziałam się o istnieniu nadnaturalnego świata. W ciągu niecałych dwóch miesięcy, moje życie przewróciło się do góry nogami.
Zasnęłam śniąc o jednorożcach i krasnoludkach.
-Ally wstawaj!!
-Nie Alec, jeszcze nie.- wymamrotałam.
-Nie Alec, tylko Aria.
Podniosłam głowę i faktycznie. Aria kucała przed moim łóżkiem próbując mnie obudzić.
-No już wstaję.
-Ty idź do łazienki, masz już tam mundurek, a ja Cię spakuję.
-Mhm.
Łazienką było średniej wielkości pomieszczenie, które dzieliłyśmy tylko we dwie. Wystarczyło otworzyć drzwi, które znajdowały się niedaleko szafy Arii.
Zamknęłam za sobą drzwi, umyłam zęby, rozczesałam włosy i ubrałam się w mundurek, który obowiązywał każdego ucznia w szkole. Składał się z czarnej, prostej spódnicy przed kolano, białej koronkowej bluzki na ramiączka i czarnej marynarki. Do tego rajstopy i moje czarne baleriny i prezentowałam się całkiem nieźle. Podmalowałam usta truskawkowym błyszczykiem i wyszłam z łazienki.
Aria była ubrana tak samo jak ja, chociaż miała na sobie beżowe mokasyny.Wzięłyśmy swoje torby i wyszłyśmy z pokoju.
- A tak właściwie, która godzina?-spytałam lokatą gdy szłyśmy korytarzem.
-7.40.
Gdy stałyśmy przed drzwiami prowadzącymi do stołówki, szatynka zatrzymała się, spojrzała mi w oczy i z rozbawioną miną powiedziała.
-Przygotuj się na przedstawienie.
-Jakie przedsta...- nie dane mi było dokończyć, bo w tym momencie lokata otworzyła drzwi.
Wszystkie głowy jednocześnie obróciły się w naszą stronę. Przy każdym stoliku siedziało po cztery, sześć osób, w różnym wieku. I każda osoba wpatrywała się we mnie. Niektórzy z zaciekawieniem, inni z zazdrością(?), jeszcze inni z zaskoczeniem. A ja stałam tam z Arią osłupiała. Dziewczyna zachichotała, wzięła mnie za rękę i zaczęła prowadzić w stronę lady z jedzeniem. Po chwili otrząsnęłam się z osłupienia, wzięłam niebieską plastikową tackę, leżącą na końcu kolejki i podeszłam do jedzenia. Było tam mnóstwo rzeczy. Ja wzięłam sobie płatki czekoladowe z mlekiem, czyli to samo co Aria i ruszyłyśmy przez środek stołówki do stolika. Właśnie miałam usiąść na krześle, kiedy przed oczami zrobiło mi się ciemno i upadłam. Zdążyłam zobaczyć zaskoczone i przerażone spojrzenie Arii, znaim zemdlałam.
---------
Kochani! Rozdział krótki, i za to przepraszam. Jadę na dwa tygodnie na wakacje, więc w tym czasie nie dodam postu.. Mam nadzieję, że podoba Wam się mój blog.
Miłych wakacji :*
niedziela, 5 lipca 2015
Rozdział V
Minęło kilka dni od mojego powrotu ze szpitala. Matt, Sebastian i Scott wyjechali wczoraj. Sebastian podał mi dokładne współrzędne szkoły i porosił, bym nikomu nie mówiła o tym że jestem hybrydą a on wampirem. Ani o tym czym dokładnie jest ta szkoła.
Mama i Alec wiedzieli tylko że muszę jak najszybciej tam pojechać. Było mi strasznie przykro z tego powodu. Nienawidziłam ich okłamywać i byłam wkurzona tym, że musiałam ich zostawić. Ale wiedziałam, że muszę tak postąpić. Powoli zaczynałam czuć głód, głód, którego nie mogłam niczym zaspokoić. Sebastian przed wyjazdem powiedział mi, że to normalne. Od teraz miałam pragnąć krwi. Ludzkiej i zwierzęcej.
Uważałam że to ohydne i obiecałam sobie, że tak długo, jak długo wytrzymam, nie wypiję krwi. Sebastian wiedział tylko że jestem w jakiejś części wampirem i wilkołakiem. Nic nie wiedział o kitsune i aniele. Nie mogłam mu powiedzieć. Nikt nie mógł wiedzieć.
Mama nie chciała wypuścić mnie z łóżka i przynosiła mi posiłki do łóżka. Tłumaczyłam jej, że czuję się znakomicie, ale ona nie słuchała. Po drugim dniu, się poddałam. Alec chodził do szkoły i przynosił mi prace domowe żebym się nie nudziła.Wieczorami leżeliśmy w moim łóżku oglądając filmy i wcinając chipsy i żelki.
Brat i mama starali się nie wspominać o moim wypadku i pobycie w szpitalu. Tak jakby to zdarzenie nigdy nie miało miejsca.
Obudziłam się późnym rankiem. Sięgnęłam po telefon. 11.05. Był wtorek siódmego lipca. Za oknem słońce świeciło i ptaszki śpiewały. Zapowiadał się piękny dzień. Wyskoczyłam z łóżka i popędziłam do łazienki. Wzięłam gorący prysznic, wysuszyłam się i już ubrana, spojrzałam w lustro.
Od czasu mojego wybudzenia się ze śpiączki, miałam długie, złoto blond włosy sięgające pasa. Były proste i delikatniejsze w dotyku. Duże, niebieskie oczy, mały nosek, wydatne kości policzkowe i pełne usta się nie zmieniły. Tylko włosy. Sama do tej pory nie wiem dlaczego.
Ubrana byłam w czarną sukienkę z rękawkami, sięgająca kolan. Była prosta, z koronką na wierzchu. Do tego dołożyłam czarne baleriny i zeszłam na dół.
Alec nie poszedł dziś do szkoły, ponieważ obiecał,że odwiezie mnie do mojej nowej szkoły, mama musiała iść do pracy, więc pożegnałam się z nią już wczoraj.
Po płakaniu, zapewnianiu że przyjadę w pażdzierniku na ferie jesienne, wkońcu mnie puściła.
Alec siedział przy stole w kuchni w krótkich dżinsowych spodenkach i czerwonej koszulce bez ramion z białym napisem Silence.Uśmiechnął się do mnie i pocałował w policzek. Od czasu mojego wypadku stał się wobec mnie bardzo opiekuńczy. Podtrzymywał zakaz mamy i nie pozwalał mi wstawać z łóżka. Ale dziś było inaczej.
Otworzyłam lodówkę, wyjęłam mleko, nasypałam sobie do miski moich ulubionych miodowych krążków i wlałam mleko. Usiadłam obok brata i zaczęłam jeść. Mimo iż byłam wampirem, to część wilkołaka pozwalała mi jeść normalne jedzenie, którego również potrzebowałam. Gdy skończyłam, włożyłam miseczkę do umywalki, umyłam i odłożyłam ją na suszarkę. Alec podniósł się z krzesła, wziął dwie moje walizki, które wczoraj wspólnie z mamą spakowałam i wyszedł na zewnątrz. Westchnęłam ciężko i wyszłam za nim zamykając drzwi i żegnając się z domem. Alec spojrzał na moją smutną minę, uśmiechnął się do mnie i powiedział.
-Hej, to nie na zawsze, głowa do góry Ally.
Alec zapakował walizki do bagażnika samochodu naszej mamy i sam wsiadł za kierownicę. Ruszyliśmy śmiejąc. Alec opowiadał mi o incydencie który miał dzisiaj miejsce w szkole.
Jacob i inny chłopak z naszej klasy, pobili się o to, który ma usiąść dziś z moim bratem. Poważnie. Oczywiście Jacob, jako wilkołak zwyciężył, ale o nadnaturalnej postaci naszego kolegi, mój brat nie wiedział. Dopiero gdy Jacob usiadł z Aleckiem i zaczęła się lekcja, dowiedział się o co chodziło. Wypytywał go o mnie i powiedział mu,że to jego ostatni dzień w tej szkole, ponieważ przenosi się do innej. Nie byłam tym zaskoczona.
Szkoła znajdowała się jakieś sześć godziny jazdy od Londynu, niedaleko małego miasta o nazwie Redhill. Włączyliśmy płytę Dear Agony zespołu Breaking Benjamin i śpiewaliśmy razem z wykonawcą. Droga minęła nam zadziwiająco szybko i ani się obejrzeliśmy, już wjeżdżaliśmy na teren szkoły. Widok, jaki przed sobą ujrzeliśmy był niesamowity.
Przed nami rozciągała się krótko przycięta trawa w kolorze soczystej zieleni.Alec zaparkował samochód przed bramą z kutego żelaza wysoką, sięgającą trzech metrów. Zabrał moje walizki i razem ruszyliśmy kamiennym chodnikim prowadzącym do głównego wejścia.
Budynek sprawiał wrażenie dużego zamczyska, z czterema piętrami, wieżyczkami i kolumnami na parterze. Był koloru granatowego z z oknami na każdym poziomie. Dzielił się na trzy skrzydła. Gdy weszliśmy do budynku, powitał nas słodki zapach czekoladowych ciasteczek. Wnętrze zamku było wyłożone białymi kafelkami i ciemnymi ścianami. Na suficie wisiał piękny żyrandol z kryształkami. Naprzeciw nas były szerokie drewniane schody z płyszczącymi poręczami po obu stronach. Już mieliśmy na nie wchodzić, gdy za nami rozległ się kobiecy głos.
-Witam.
Równocześnie się odwróciliśmy. Przed nami stała wysoka, piękna kobieta o długich, kręconych, rudych włosach rozpuszczonych na plecy.Jej oczy o intensywnej barwie zieleni, spoczęły na mnie.Uśmiechnęła się.
-Alyssa Collins jak przypuszczam?- miała bardzo miły głos i wyglądała na około 30 lat.
-Tak. A to mój brat Alec.
-Bardzo miło mi was powitać w naszej Scholi.
-Dziękujemy. A pani jest...?-zapytał uprzejmnie mój brat.
-Victoria Ozera. Dyrektorka tej szkoły. Alysso, może pójdziemy do twojego pokoju? Twoja współlokatorka nie może się już doczekać by Cię poznać.
Zerknęłam na Aleca, skinął głową i poszliśmy w górę na schodach.
-Na parterze w skrzydle wschodnim znajduje się administracja, moje biuro, stołówka i biuro woźnego. W slrzydle zachodnim sala gimnastyczna, pływalnia, biblioteka i szpital. Na pierwszym piętrze są sale lekcyjne, na drugim sypialnie dziewcząt, na trzecim sypialnie chłopców a na czwartym pokoje nauczycieli. Twoja współlokatorka wszystko ci wyjaśni o zasadach panujących w szkole. W pokoju znajdują się twoje nowe podręczniki i wszystkie przyrządy naukowe, które będą ci potrzebne. W naszej szkole znajdują się dzieci od dwunastego roku życia do dziewiętnastego. W razie problemów, możesz przyjść do mnie lub do każdego nauczyciela w Scholi.
Doszliśmy już na drugie piętro a pani Ozera poprowadziła nas po grubym, czerwonym dywanie aż do końca korytarza. Tam pożegnała się z nami i zostawiła nas samych. Spojrzałam na brata z obawą w oczach.Poklepał mnie delikatnie po plecach i wyszeptał.
-Będzie dobrze maleńka.
Skinęłam głową, głęboko odetchnęłam i nacisnęłam klamkę. Nie zdążyłam postawić nogi w pokoju, ponieważ jak tylko otworzyłam drzwi, rzuciła się na mnie dziewczyna. Z zaskoczenia też ją przytuliłam. Była o głowę niższa ode mnie, miała krótkie brązowe,kręcone włosy i błękitne roześmiane oczy. Miała jasną karnację i była prześliczna.
-Ojj przepraszam, ale nie mogłam się doczekać aż Cię poznam!- powiedziała gdy tylko mnie puściła.
Spojrzałam na brata, który dusił się ze śmiechu. Walnęłam go łokciem w żebra. Skrzywił się i wyprostował.
-Ooo... widzę, że już znalazłaś koleżankę.- stwierdził.
Uśmiechnęłam się do dziewczyny.
-Jestem Alyssa a to jest Alec.
-Ja jestem Aria.
-Miło mi Cię poznać.-powiedziałam uśmiechając się do niej.
-Mi Ciebie też.- w jej policzkach ukazały się dołeczki.
Alec odstawił moje walizki obok drzwi.
-No mała, na mnie już czas.
Pokiwałam smutno głową, żałując, że musi odjeżdżać. Przytuliłam się do niego, prawie go miażdżąc w uścisku. Po minucie odsunął mnie od siebie na odległość ramienia. Spojrzał mi poważnie w oczy i powiedział.
- Uważaj na siebie. Gdyby się coś działo, zawsze możesz do mnie zadzwonić.
Pokiwałam głową i pocałowałam go w policzek.Gdy zamknęły się za nim drzwi, dopiero wtedy rozejrzałam się po pokoju. Ściany były pomalowane na kolor nieba, z oknem wychodzącym na ogród i jednym oknem dachowym. Stały w nim dwie duże szafy, dwie komody i dwa biurka a wszystko drewniane. w kolorze mahoniowym.Na każdym biurku była lampka nocna. I dwa łóżka. Wszystko stało po przeciwnych stronach pokoju, pośrodku był gruby, biały perski dywan. Pokój był trochę większy niż mój w domu, ale i tak mi się podobał. Aria wpatrywała się we mnie wielkimi błękitnymi oczami pełnymi podekscytowania.
- I jak?
- Piękny.
Dziewczyna uśmiechnęła się. Lecz po chwili spojrzała na mnie nieśmiało.
- Myślisz że mogłybyśmy zostać przyjaciółkami?
-Jestem pewna, że tak. - odparła z całym przekonaniem, chwilę po tym, Aria znowu rzuciła mi się na szyję i obie zaczęłyśmy się śmiać.
Mama i Alec wiedzieli tylko że muszę jak najszybciej tam pojechać. Było mi strasznie przykro z tego powodu. Nienawidziłam ich okłamywać i byłam wkurzona tym, że musiałam ich zostawić. Ale wiedziałam, że muszę tak postąpić. Powoli zaczynałam czuć głód, głód, którego nie mogłam niczym zaspokoić. Sebastian przed wyjazdem powiedział mi, że to normalne. Od teraz miałam pragnąć krwi. Ludzkiej i zwierzęcej.
Uważałam że to ohydne i obiecałam sobie, że tak długo, jak długo wytrzymam, nie wypiję krwi. Sebastian wiedział tylko że jestem w jakiejś części wampirem i wilkołakiem. Nic nie wiedział o kitsune i aniele. Nie mogłam mu powiedzieć. Nikt nie mógł wiedzieć.
Mama nie chciała wypuścić mnie z łóżka i przynosiła mi posiłki do łóżka. Tłumaczyłam jej, że czuję się znakomicie, ale ona nie słuchała. Po drugim dniu, się poddałam. Alec chodził do szkoły i przynosił mi prace domowe żebym się nie nudziła.Wieczorami leżeliśmy w moim łóżku oglądając filmy i wcinając chipsy i żelki.
Brat i mama starali się nie wspominać o moim wypadku i pobycie w szpitalu. Tak jakby to zdarzenie nigdy nie miało miejsca.
Obudziłam się późnym rankiem. Sięgnęłam po telefon. 11.05. Był wtorek siódmego lipca. Za oknem słońce świeciło i ptaszki śpiewały. Zapowiadał się piękny dzień. Wyskoczyłam z łóżka i popędziłam do łazienki. Wzięłam gorący prysznic, wysuszyłam się i już ubrana, spojrzałam w lustro.
Od czasu mojego wybudzenia się ze śpiączki, miałam długie, złoto blond włosy sięgające pasa. Były proste i delikatniejsze w dotyku. Duże, niebieskie oczy, mały nosek, wydatne kości policzkowe i pełne usta się nie zmieniły. Tylko włosy. Sama do tej pory nie wiem dlaczego.
Ubrana byłam w czarną sukienkę z rękawkami, sięgająca kolan. Była prosta, z koronką na wierzchu. Do tego dołożyłam czarne baleriny i zeszłam na dół.
Alec nie poszedł dziś do szkoły, ponieważ obiecał,że odwiezie mnie do mojej nowej szkoły, mama musiała iść do pracy, więc pożegnałam się z nią już wczoraj.
Po płakaniu, zapewnianiu że przyjadę w pażdzierniku na ferie jesienne, wkońcu mnie puściła.
Alec siedział przy stole w kuchni w krótkich dżinsowych spodenkach i czerwonej koszulce bez ramion z białym napisem Silence.Uśmiechnął się do mnie i pocałował w policzek. Od czasu mojego wypadku stał się wobec mnie bardzo opiekuńczy. Podtrzymywał zakaz mamy i nie pozwalał mi wstawać z łóżka. Ale dziś było inaczej.
Otworzyłam lodówkę, wyjęłam mleko, nasypałam sobie do miski moich ulubionych miodowych krążków i wlałam mleko. Usiadłam obok brata i zaczęłam jeść. Mimo iż byłam wampirem, to część wilkołaka pozwalała mi jeść normalne jedzenie, którego również potrzebowałam. Gdy skończyłam, włożyłam miseczkę do umywalki, umyłam i odłożyłam ją na suszarkę. Alec podniósł się z krzesła, wziął dwie moje walizki, które wczoraj wspólnie z mamą spakowałam i wyszedł na zewnątrz. Westchnęłam ciężko i wyszłam za nim zamykając drzwi i żegnając się z domem. Alec spojrzał na moją smutną minę, uśmiechnął się do mnie i powiedział.
-Hej, to nie na zawsze, głowa do góry Ally.
Alec zapakował walizki do bagażnika samochodu naszej mamy i sam wsiadł za kierownicę. Ruszyliśmy śmiejąc. Alec opowiadał mi o incydencie który miał dzisiaj miejsce w szkole.
Jacob i inny chłopak z naszej klasy, pobili się o to, który ma usiąść dziś z moim bratem. Poważnie. Oczywiście Jacob, jako wilkołak zwyciężył, ale o nadnaturalnej postaci naszego kolegi, mój brat nie wiedział. Dopiero gdy Jacob usiadł z Aleckiem i zaczęła się lekcja, dowiedział się o co chodziło. Wypytywał go o mnie i powiedział mu,że to jego ostatni dzień w tej szkole, ponieważ przenosi się do innej. Nie byłam tym zaskoczona.
Szkoła znajdowała się jakieś sześć godziny jazdy od Londynu, niedaleko małego miasta o nazwie Redhill. Włączyliśmy płytę Dear Agony zespołu Breaking Benjamin i śpiewaliśmy razem z wykonawcą. Droga minęła nam zadziwiająco szybko i ani się obejrzeliśmy, już wjeżdżaliśmy na teren szkoły. Widok, jaki przed sobą ujrzeliśmy był niesamowity.
Przed nami rozciągała się krótko przycięta trawa w kolorze soczystej zieleni.Alec zaparkował samochód przed bramą z kutego żelaza wysoką, sięgającą trzech metrów. Zabrał moje walizki i razem ruszyliśmy kamiennym chodnikim prowadzącym do głównego wejścia.
Budynek sprawiał wrażenie dużego zamczyska, z czterema piętrami, wieżyczkami i kolumnami na parterze. Był koloru granatowego z z oknami na każdym poziomie. Dzielił się na trzy skrzydła. Gdy weszliśmy do budynku, powitał nas słodki zapach czekoladowych ciasteczek. Wnętrze zamku było wyłożone białymi kafelkami i ciemnymi ścianami. Na suficie wisiał piękny żyrandol z kryształkami. Naprzeciw nas były szerokie drewniane schody z płyszczącymi poręczami po obu stronach. Już mieliśmy na nie wchodzić, gdy za nami rozległ się kobiecy głos.
-Witam.
Równocześnie się odwróciliśmy. Przed nami stała wysoka, piękna kobieta o długich, kręconych, rudych włosach rozpuszczonych na plecy.Jej oczy o intensywnej barwie zieleni, spoczęły na mnie.Uśmiechnęła się.
-Alyssa Collins jak przypuszczam?- miała bardzo miły głos i wyglądała na około 30 lat.
-Tak. A to mój brat Alec.
-Bardzo miło mi was powitać w naszej Scholi.
-Dziękujemy. A pani jest...?-zapytał uprzejmnie mój brat.
-Victoria Ozera. Dyrektorka tej szkoły. Alysso, może pójdziemy do twojego pokoju? Twoja współlokatorka nie może się już doczekać by Cię poznać.
Zerknęłam na Aleca, skinął głową i poszliśmy w górę na schodach.
-Na parterze w skrzydle wschodnim znajduje się administracja, moje biuro, stołówka i biuro woźnego. W slrzydle zachodnim sala gimnastyczna, pływalnia, biblioteka i szpital. Na pierwszym piętrze są sale lekcyjne, na drugim sypialnie dziewcząt, na trzecim sypialnie chłopców a na czwartym pokoje nauczycieli. Twoja współlokatorka wszystko ci wyjaśni o zasadach panujących w szkole. W pokoju znajdują się twoje nowe podręczniki i wszystkie przyrządy naukowe, które będą ci potrzebne. W naszej szkole znajdują się dzieci od dwunastego roku życia do dziewiętnastego. W razie problemów, możesz przyjść do mnie lub do każdego nauczyciela w Scholi.
Doszliśmy już na drugie piętro a pani Ozera poprowadziła nas po grubym, czerwonym dywanie aż do końca korytarza. Tam pożegnała się z nami i zostawiła nas samych. Spojrzałam na brata z obawą w oczach.Poklepał mnie delikatnie po plecach i wyszeptał.
-Będzie dobrze maleńka.
Skinęłam głową, głęboko odetchnęłam i nacisnęłam klamkę. Nie zdążyłam postawić nogi w pokoju, ponieważ jak tylko otworzyłam drzwi, rzuciła się na mnie dziewczyna. Z zaskoczenia też ją przytuliłam. Była o głowę niższa ode mnie, miała krótkie brązowe,kręcone włosy i błękitne roześmiane oczy. Miała jasną karnację i była prześliczna.
-Ojj przepraszam, ale nie mogłam się doczekać aż Cię poznam!- powiedziała gdy tylko mnie puściła.
Spojrzałam na brata, który dusił się ze śmiechu. Walnęłam go łokciem w żebra. Skrzywił się i wyprostował.
-Ooo... widzę, że już znalazłaś koleżankę.- stwierdził.
Uśmiechnęłam się do dziewczyny.
-Jestem Alyssa a to jest Alec.
-Ja jestem Aria.
-Miło mi Cię poznać.-powiedziałam uśmiechając się do niej.
-Mi Ciebie też.- w jej policzkach ukazały się dołeczki.
Alec odstawił moje walizki obok drzwi.
-No mała, na mnie już czas.
Pokiwałam smutno głową, żałując, że musi odjeżdżać. Przytuliłam się do niego, prawie go miażdżąc w uścisku. Po minucie odsunął mnie od siebie na odległość ramienia. Spojrzał mi poważnie w oczy i powiedział.
- Uważaj na siebie. Gdyby się coś działo, zawsze możesz do mnie zadzwonić.
Pokiwałam głową i pocałowałam go w policzek.Gdy zamknęły się za nim drzwi, dopiero wtedy rozejrzałam się po pokoju. Ściany były pomalowane na kolor nieba, z oknem wychodzącym na ogród i jednym oknem dachowym. Stały w nim dwie duże szafy, dwie komody i dwa biurka a wszystko drewniane. w kolorze mahoniowym.Na każdym biurku była lampka nocna. I dwa łóżka. Wszystko stało po przeciwnych stronach pokoju, pośrodku był gruby, biały perski dywan. Pokój był trochę większy niż mój w domu, ale i tak mi się podobał. Aria wpatrywała się we mnie wielkimi błękitnymi oczami pełnymi podekscytowania.
- I jak?
- Piękny.
Dziewczyna uśmiechnęła się. Lecz po chwili spojrzała na mnie nieśmiało.
- Myślisz że mogłybyśmy zostać przyjaciółkami?
-Jestem pewna, że tak. - odparła z całym przekonaniem, chwilę po tym, Aria znowu rzuciła mi się na szyję i obie zaczęłyśmy się śmiać.
czwartek, 18 czerwca 2015
Rozdział IV
Ból był wprost niewyobrażalny. Czułam go od cebulek włosów aż po koniuszki palców u stóp. Rozchodził się falami po moim ciele. Mroził mnie, zamrażał moje serce by znów wszystko rozgrzać. Czułam się bezsilna. Nie mogłam otworzyć oczu, krzyknąć czy choćby drgnąć. Nigdy nie przeżywałam takich agonii. Czułam jakbym trafiła na samo dno piekła i poleciała na Antarktydę równocześnie.Nie słyszałam i nie czułam kompletnie nic. Byłam zamknięta w mej katuszy. Nie wiedziałam ile czasu minęło od kiedy umarłam. Bo tego byłam pewna. Umarłam i przeszłam się na tamten świat. Mogło minąć kilka sekund,kilka minut lub kilka godzin. Nie wiedziałam tego.
W pewnej chwilii zamiast głębokiej czerni, w jakiej byłam pogrążona, pojawił się błysk światła. Rósł i rósł aż spowił całą ciemność i ją rozproszył. Przede mną stanęła postać ubrana w srebrny, połyskujący płaszcz sięgający ziemi, głowę miała zakrytą kapturem.Nie mogłam rozpoznać płci przybysza.
- Alysso Katherino Eleno Collins..- ów nieznajoma postać przemówiła głosem, którego nigdy w życiu nie zapomnę. Był piękny jak śpiew słowika o poranku. - Umarłaś. Zostałaś wybrana by być pierwszą i jedyną na świecie taką hybrydą. Będziesz pragnąć krwi jak wampiry, będziesz mieć ich siłę i refleks, szybkość i piękno. Wilkołakiem zmieniającym postać, mającym dobry słuch, węch i wzrok. Kitsune władającym energią.I aniołem, który stawia ponad wszystko dobro oraz jego moce skrzydeł. Od dziś jesteś wyjątkowa i przez to niebezpieczna. Musisz uważać na to co robisz. Zostałaś wybrana do spełnienia bardzo ważnej roli w świecie, o którego istnienia nigdy nie wiedziałaś. Żyją w nim wampiry, wilkołaki, kitsune, elfy, syreny, duchy, czarodzieje i czarodziejki oraz inne magiczne stworzenia. O roli jaką masz odegrać, dowiesz się w swoim czasie.
Wbiłam wzrok w postać, kompletnie oszołomiona. Ja mam być jakąś hybrydą niosącą dobro wszem i wobec? No chyba nie. Już chciałam zaprotestować, gdy nagle wszystko się zaczęło rozmywać. Zdążyłam jeszcze tylko usłyszeć cichy głos dziwnej postaci.
- Strzeż swojego serca.
Strzeż swojego serca. Te słowa tłukły się po mojej głowie, gdy zaczęłam spadać i spadać i spadać w dół.
Powoli zaczęłam otwierać oczy. Choć słońce mocno mnie raziło, zdołałam je otworzyć. Z tego co się zdążyłam zorientować, byłam na sali szpitalnej, w której było pełno jakichś łądnie pachnących kwiatów. Róż. Stały wszędzie, na telewizorze, który stał na stoliku naprzeciwko łóżka, na stoliku nocnym a nawet na podłodze. Były czerwone i no cóż, moje ulubione. Zamrugałam kilka razy i zobaczyłam Aleca, który siedział na krześle przy moim łóżku i wlepiał we mnie wzrok.
-Cześć.- prawie nie poznałam własnego głosu. Brzmiał słodko i jak...dzwoneczki na wietrze,zabawne.
-Hhej- odpowiedział mój brat.
-Czemu się tak we mnie wpatrujesz?
-Ally... Ty.... byłaś w śpiączce przez dwa tygodnie, nie mogliśmy Cię wybudzić, myśleliśmy że już nigdy się nie obudzisz.- Ale mówił to wszystko zdławionym głosem.
-Ale się obudziłam.- powiedziałam beztrosko.
- Lekarze mówili że to prawdziwy cud, że nie umarłaś.
Umarłam pomyślałam kiwając głową. Nagle zauważyłam na niej coś długiego i jasnego. Alec patrzył na mnie jak na małe dziecko, któremu stała się krzywda.
-Alec, braciszku...Powiedz mi co się stało z moimi rudymi włosami?!- krzyknęłam zdenerwowana.
Bo rzeczywiście, moje włosy były teraz koloru jasny blond i były dłuższe, sięgały mi do pasa. Brat nie wiedział co zrobić, wykręcał sobie palce u ręki.
-No ten tego.. jak byłaś w śpiączce to się jakoś tak.... zmieniły kolor?-ostatnie zdanie zabrzmiało niczym pytanie.
Byłam wściekła, więc odetchnęłam głęboko,policzyłam do dziesięciu i dopiero wtedy się odezwałam.
-Okej. Ale gdzie jest mama.? I chłopcy? I skąd te róże.?
-Mama pojechała do domu,siedział przy tobie całą noc, chłopcy też niedawno stąd wyszli i zatrzymali się u nas, by móc Cię codziennie odwiedzać. A róże? No cóż... od chłopaków, od Dylana i Jacoba i od większości naszej klasy.
Okej, te wyjaśnienia mnie zdziwiły, ale się nie odzywałam.
-Zawołaj lekarza.
- Żle się czujesz, coś Cię zabolało.?- Alec mało co na zawał nie zeszedł ze strachu.
-Nie głupiku, chcę iść do domu.
-Nie możesz, dopiero co się obudziłaś.
-Owszem, mogę. Zawołaj go.
-Ale..
-Alec, nie ma żadnego ale. Chcę do domu. Już.
Chłopak spojrzał na mnie jak na wariata, ale mnie usłuchał. Wybiegł z pokoju by po chwili wrócić z młodym mężczyzną po dwudziestce ubranym w biały kitel. Był przystojny i nosił okulary korekcyjne. I był cholernie wysoki.
-Widzę że już się obudziłaś.
Nie wiedziałam kiedy przeszliśmy na Ty, ale zignorowałam to.
-Tak i wracam do domu.
Mężczyzna zamrugał zdezorientowany.
-Nie, nie wracasz, Dopiero się obudziłaś, byłaś w śpiączce przez dwa tygodnie.
-Wiem. ale jestem już zdrowa jak ryba.
-Pozwól, że to ja o tym zdecyduję.
Wzruszyłam ramionami
-Okej.
-Podciągnij bluzkę.
Zrobiłam tak jak kazał. Po chwili poczułam na delikatnej skórze na plecach jak bada stetoskopem mój oddech.
-Rozluźnij się i oddychaj głęboko.
Zbadał jeszcze moją klatkę piersiową. Pokiwał głową i delikatnie odkleił plaster na moim czole, na którego nawet nie zwróciłam uwagi odkąd się obudziłam. Lekarz i Alec głęboko zaczerpnęli powietrza na widok mojego czoła.
-Ale ale.. jak to możliwe... Jeszcze dwa dni temu, miałaś tam głęboką szramę a teraz.. nawet blizny.- lekazr wydawał się być zszokowany.
Uśmiechnęłam się niewinnie i wymruczałam.
-Magia.
Mężczyzna nie miał już podstaw mnie dłużej przetrzymywać, więc wyraził zgodę na mój powrót do domu. Przebrałam się w dżinsy i luźną bluzkę, które mama musiała mi wcześniej przywieźć.
Zabroniłam Alecowi informowania kogokolwiek o tym, że się obudziłam więc zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do domu.
Alec otworzył przede mną drzwi wejściowe, ale spojrzeniem kazałam mu iść przodem. Słyszałam mamę krzątającą się w kuchni, chłopaków z mojej kapeli, którzy zapewne jej pomagali. Alec skierował się w tamtą stronę. Wszedł do kuchni. Gdy mama go ujrzała, zwołała
- Alec, co Ty tu robisz? Powinieneś być ze swoją siostrą.
Alec spojrzał na nią wielkimi oczyma.
-Właściwie ona..
-Właściwie ona jest w domu- dokończyłam i stanęłam obok niego na środku kuchni.
Mamie wyrwał się szloch, po czym rzuciła się na mnie całym ciałem. Nawet nie poczułam jej ciężaru.
-Och, córciu, tak się bałam...- szeptała mi do ucha zdławionym głosem.
Sebastian, Matt i Scott poderwali się z krzeseł, w chwili gdy Alec odsunął ode mnie mamę i wszyscy trzej równocześnie się na mnie rzucili.
-Uważajcie na nią, bo jej coś połamiecie.- krzyknęłam mama przerażona widokiem trzech rosłych chłopaków rzucających się na jej delikatnie wyglądającą córkę. W rzeczywistości byłam silniejsza od nich wszystkich razem wziętych, więc tylko się uśmiechnęłam i przytuliłam całą trójkę.
Matt miał załzawione oczy, Scott śmiał się szczęśliwy jak debil, a Sebastian spoglądał mi spokojnie w oczy. Wycałowałam wszystkich obecnych w pomieszczeniu, szczęśliwa, że już nie muszę być nękana koszmarnym bólem.
Kilka godzin trwało obcałowywanie mnie i zapewnienia że w blondzie mi prześlicznie.
Gdy skończyłam jeść kolację przygotowaną przez mamę, dochodziła dwudziesta pierwsza trzydzieści. Ziewnęłam przeciągle, próbując to ukryć, choć czujne oczy mamy i tak to zauważyły.
-Koniec na dziś. Chłopcy do łóżek. Alysso, ty też już idź spać dobrze?
-Dobrze mamusiu.
Weszłam do swojego pokoju. Pachniał mną, był mój, ale i tak czułam się w nim obco. Weszłam do łazienki, umyłam zęby, ściągnęłam ciuchy i bieliznę i wrzuciłam do kosza na pranie. Założyłam luźną piżamę, zgasiłam światło w łazience i w pokoju i wpakowałam się do łóżka.
Słyszałam każdy oddech ludzi śpiących w tym domu. Czułam przepływającą w ich żyłach świeżą i pyszną krew. Chwila, od kiedy uważam że krew jest "pyszna"? Ta przemiana w hybrydę, czy cokolwiek to było, zmieniło mnie. Jeszcze nie wiem czy na dobrze, czy na źle. Ale chciałam się dowiedzieć.
Usłyszałam ciche kroki pod drzwiami pokoju. Wiedziałam kto to już po samym zapachu. Przesunęłam się by zrobić mu miejsce. Po chwili poczułam jego ciepłe ciało obok mojego. Podparłam się na dłoni i spojrzałam w jego zielone oczy skryte w mroku.
-Wiedziałeś.- wyszeptałam.
-Tak.
-I nic nie mogłeś zrobić?
-Nic.
-Więc, co teraz ze mną będzie?
-Przeniesiesz się do nowej szkoły. Z internatem. Ale o twojej...hmm... zmianie, nikt się nie może dowiedzieć.
-Wiem, ale dlaczego muszę się przenosić.?
Choć znałam odpowiedź na to pytanie, chciałam ją usłyszeć od niego.
-Bo tam są tacy jak Ty. Wyjątkowi.
- I mój kolega z klasy, Jacob też tam będzie.
-Tak, on jest wilkołakiem.
-A Ty, Sebastianie, kim Ty jesteś?- zapytałam.
-Ja? Nikim ważnym
-Dla mnie jesteś bardzo ważny.
Widziałam w ciemności jego szeroki uśmiech.
-Okej. Tylko mnie nie bij. Jestem najstarszym z mojego rodu, z rodu Drake'ów. Alysso, jestem wampirem.
W pewnej chwilii zamiast głębokiej czerni, w jakiej byłam pogrążona, pojawił się błysk światła. Rósł i rósł aż spowił całą ciemność i ją rozproszył. Przede mną stanęła postać ubrana w srebrny, połyskujący płaszcz sięgający ziemi, głowę miała zakrytą kapturem.Nie mogłam rozpoznać płci przybysza.
- Alysso Katherino Eleno Collins..- ów nieznajoma postać przemówiła głosem, którego nigdy w życiu nie zapomnę. Był piękny jak śpiew słowika o poranku. - Umarłaś. Zostałaś wybrana by być pierwszą i jedyną na świecie taką hybrydą. Będziesz pragnąć krwi jak wampiry, będziesz mieć ich siłę i refleks, szybkość i piękno. Wilkołakiem zmieniającym postać, mającym dobry słuch, węch i wzrok. Kitsune władającym energią.I aniołem, który stawia ponad wszystko dobro oraz jego moce skrzydeł. Od dziś jesteś wyjątkowa i przez to niebezpieczna. Musisz uważać na to co robisz. Zostałaś wybrana do spełnienia bardzo ważnej roli w świecie, o którego istnienia nigdy nie wiedziałaś. Żyją w nim wampiry, wilkołaki, kitsune, elfy, syreny, duchy, czarodzieje i czarodziejki oraz inne magiczne stworzenia. O roli jaką masz odegrać, dowiesz się w swoim czasie.
Wbiłam wzrok w postać, kompletnie oszołomiona. Ja mam być jakąś hybrydą niosącą dobro wszem i wobec? No chyba nie. Już chciałam zaprotestować, gdy nagle wszystko się zaczęło rozmywać. Zdążyłam jeszcze tylko usłyszeć cichy głos dziwnej postaci.
- Strzeż swojego serca.
Strzeż swojego serca. Te słowa tłukły się po mojej głowie, gdy zaczęłam spadać i spadać i spadać w dół.
Powoli zaczęłam otwierać oczy. Choć słońce mocno mnie raziło, zdołałam je otworzyć. Z tego co się zdążyłam zorientować, byłam na sali szpitalnej, w której było pełno jakichś łądnie pachnących kwiatów. Róż. Stały wszędzie, na telewizorze, który stał na stoliku naprzeciwko łóżka, na stoliku nocnym a nawet na podłodze. Były czerwone i no cóż, moje ulubione. Zamrugałam kilka razy i zobaczyłam Aleca, który siedział na krześle przy moim łóżku i wlepiał we mnie wzrok.
-Cześć.- prawie nie poznałam własnego głosu. Brzmiał słodko i jak...dzwoneczki na wietrze,zabawne.
-Hhej- odpowiedział mój brat.
-Czemu się tak we mnie wpatrujesz?
-Ally... Ty.... byłaś w śpiączce przez dwa tygodnie, nie mogliśmy Cię wybudzić, myśleliśmy że już nigdy się nie obudzisz.- Ale mówił to wszystko zdławionym głosem.
-Ale się obudziłam.- powiedziałam beztrosko.
- Lekarze mówili że to prawdziwy cud, że nie umarłaś.
Umarłam pomyślałam kiwając głową. Nagle zauważyłam na niej coś długiego i jasnego. Alec patrzył na mnie jak na małe dziecko, któremu stała się krzywda.
-Alec, braciszku...Powiedz mi co się stało z moimi rudymi włosami?!- krzyknęłam zdenerwowana.
Bo rzeczywiście, moje włosy były teraz koloru jasny blond i były dłuższe, sięgały mi do pasa. Brat nie wiedział co zrobić, wykręcał sobie palce u ręki.
-No ten tego.. jak byłaś w śpiączce to się jakoś tak.... zmieniły kolor?-ostatnie zdanie zabrzmiało niczym pytanie.
Byłam wściekła, więc odetchnęłam głęboko,policzyłam do dziesięciu i dopiero wtedy się odezwałam.
-Okej. Ale gdzie jest mama.? I chłopcy? I skąd te róże.?
-Mama pojechała do domu,siedział przy tobie całą noc, chłopcy też niedawno stąd wyszli i zatrzymali się u nas, by móc Cię codziennie odwiedzać. A róże? No cóż... od chłopaków, od Dylana i Jacoba i od większości naszej klasy.
Okej, te wyjaśnienia mnie zdziwiły, ale się nie odzywałam.
-Zawołaj lekarza.
- Żle się czujesz, coś Cię zabolało.?- Alec mało co na zawał nie zeszedł ze strachu.
-Nie głupiku, chcę iść do domu.
-Nie możesz, dopiero co się obudziłaś.
-Owszem, mogę. Zawołaj go.
-Ale..
-Alec, nie ma żadnego ale. Chcę do domu. Już.
Chłopak spojrzał na mnie jak na wariata, ale mnie usłuchał. Wybiegł z pokoju by po chwili wrócić z młodym mężczyzną po dwudziestce ubranym w biały kitel. Był przystojny i nosił okulary korekcyjne. I był cholernie wysoki.
-Widzę że już się obudziłaś.
Nie wiedziałam kiedy przeszliśmy na Ty, ale zignorowałam to.
-Tak i wracam do domu.
Mężczyzna zamrugał zdezorientowany.
-Nie, nie wracasz, Dopiero się obudziłaś, byłaś w śpiączce przez dwa tygodnie.
-Wiem. ale jestem już zdrowa jak ryba.
-Pozwól, że to ja o tym zdecyduję.
Wzruszyłam ramionami
-Okej.
-Podciągnij bluzkę.
Zrobiłam tak jak kazał. Po chwili poczułam na delikatnej skórze na plecach jak bada stetoskopem mój oddech.
-Rozluźnij się i oddychaj głęboko.
Zbadał jeszcze moją klatkę piersiową. Pokiwał głową i delikatnie odkleił plaster na moim czole, na którego nawet nie zwróciłam uwagi odkąd się obudziłam. Lekarz i Alec głęboko zaczerpnęli powietrza na widok mojego czoła.
-Ale ale.. jak to możliwe... Jeszcze dwa dni temu, miałaś tam głęboką szramę a teraz.. nawet blizny.- lekazr wydawał się być zszokowany.
Uśmiechnęłam się niewinnie i wymruczałam.
-Magia.
Mężczyzna nie miał już podstaw mnie dłużej przetrzymywać, więc wyraził zgodę na mój powrót do domu. Przebrałam się w dżinsy i luźną bluzkę, które mama musiała mi wcześniej przywieźć.
Zabroniłam Alecowi informowania kogokolwiek o tym, że się obudziłam więc zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do domu.
Alec otworzył przede mną drzwi wejściowe, ale spojrzeniem kazałam mu iść przodem. Słyszałam mamę krzątającą się w kuchni, chłopaków z mojej kapeli, którzy zapewne jej pomagali. Alec skierował się w tamtą stronę. Wszedł do kuchni. Gdy mama go ujrzała, zwołała
- Alec, co Ty tu robisz? Powinieneś być ze swoją siostrą.
Alec spojrzał na nią wielkimi oczyma.
-Właściwie ona..
-Właściwie ona jest w domu- dokończyłam i stanęłam obok niego na środku kuchni.
Mamie wyrwał się szloch, po czym rzuciła się na mnie całym ciałem. Nawet nie poczułam jej ciężaru.
-Och, córciu, tak się bałam...- szeptała mi do ucha zdławionym głosem.
Sebastian, Matt i Scott poderwali się z krzeseł, w chwili gdy Alec odsunął ode mnie mamę i wszyscy trzej równocześnie się na mnie rzucili.
-Uważajcie na nią, bo jej coś połamiecie.- krzyknęłam mama przerażona widokiem trzech rosłych chłopaków rzucających się na jej delikatnie wyglądającą córkę. W rzeczywistości byłam silniejsza od nich wszystkich razem wziętych, więc tylko się uśmiechnęłam i przytuliłam całą trójkę.
Matt miał załzawione oczy, Scott śmiał się szczęśliwy jak debil, a Sebastian spoglądał mi spokojnie w oczy. Wycałowałam wszystkich obecnych w pomieszczeniu, szczęśliwa, że już nie muszę być nękana koszmarnym bólem.
Kilka godzin trwało obcałowywanie mnie i zapewnienia że w blondzie mi prześlicznie.
Gdy skończyłam jeść kolację przygotowaną przez mamę, dochodziła dwudziesta pierwsza trzydzieści. Ziewnęłam przeciągle, próbując to ukryć, choć czujne oczy mamy i tak to zauważyły.
-Koniec na dziś. Chłopcy do łóżek. Alysso, ty też już idź spać dobrze?
-Dobrze mamusiu.
Weszłam do swojego pokoju. Pachniał mną, był mój, ale i tak czułam się w nim obco. Weszłam do łazienki, umyłam zęby, ściągnęłam ciuchy i bieliznę i wrzuciłam do kosza na pranie. Założyłam luźną piżamę, zgasiłam światło w łazience i w pokoju i wpakowałam się do łóżka.
Słyszałam każdy oddech ludzi śpiących w tym domu. Czułam przepływającą w ich żyłach świeżą i pyszną krew. Chwila, od kiedy uważam że krew jest "pyszna"? Ta przemiana w hybrydę, czy cokolwiek to było, zmieniło mnie. Jeszcze nie wiem czy na dobrze, czy na źle. Ale chciałam się dowiedzieć.
Usłyszałam ciche kroki pod drzwiami pokoju. Wiedziałam kto to już po samym zapachu. Przesunęłam się by zrobić mu miejsce. Po chwili poczułam jego ciepłe ciało obok mojego. Podparłam się na dłoni i spojrzałam w jego zielone oczy skryte w mroku.
-Wiedziałeś.- wyszeptałam.
-Tak.
-I nic nie mogłeś zrobić?
-Nic.
-Więc, co teraz ze mną będzie?
-Przeniesiesz się do nowej szkoły. Z internatem. Ale o twojej...hmm... zmianie, nikt się nie może dowiedzieć.
-Wiem, ale dlaczego muszę się przenosić.?
Choć znałam odpowiedź na to pytanie, chciałam ją usłyszeć od niego.
-Bo tam są tacy jak Ty. Wyjątkowi.
- I mój kolega z klasy, Jacob też tam będzie.
-Tak, on jest wilkołakiem.
-A Ty, Sebastianie, kim Ty jesteś?- zapytałam.
-Ja? Nikim ważnym
-Dla mnie jesteś bardzo ważny.
Widziałam w ciemności jego szeroki uśmiech.
-Okej. Tylko mnie nie bij. Jestem najstarszym z mojego rodu, z rodu Drake'ów. Alysso, jestem wampirem.
sobota, 13 czerwca 2015
Rozdział III
Powoli zeszłam ze sceny, ale jego już nie było. W jednej chwili siedział przy stoliku, w drugiej znikł. Lekko się zdziwiłam, wzruszyłam ramionami i ruszyłam w stronę baru. Gdy stanęłam obok Aleca, ujrzałam najsłodszego chłopaka na świecie. Serio. Miał duże, czekoladowe oczy, brązowe kręcone włosy i różowe usta. Wyglądał jak aniołek, a stał za barem.Przypominał miłęgo chłopca z sąsiedztwa. I gdy patrzył na mojego brata, rumienił się. Szybko zorientowałam się w sytuacji.
Alec wkońcu oderwał spojrzenie od chłopaka i uśmiechnął się do mnie.
- Alysso przedstawiam ci Dylana Corvina. Dylanie, to moja siostra bliźniaczka Alyssa.- przedstawił nas sobie Alec.
-Hej. -uśmiechnęłam się do chłopaka szeroko.
- Cześć.- gdybym miała przy sobie aparat, zrobiłabym mu zdjęcie. Chłopak był po prostu śliczny.
Spojrzałam szybko na chłopców z mojej kapeli i podjęłam decyzję w ułamku sekundy.
- Chłopcy, musimy złożyć sprzęt. Niech Alec i Dylan sobie pogadają.
Odwróciłam się do brata, posłałam mu oczko i z powrotem weszłam na scenę. Pozwijaliśmy kable, pochowaliśmy gitary, mikrofony i perkusję do samochodu Scotta.Zaparkowaliśmy go z tyłu klubu, więc oprócz nas, nikogo tu nie było.
Korzystając z tego, że byliśmy na zewnątrz, Matt i Scott odpalili papierosy i zaciągali się nimi mocno. Ja nie paliłam, a Sebastian właśnie rzucał, więc staliśmy od przyjaciół w pewnym oddaleniu.
Gwiazdy świeciły jasno na tle ciemnego nieba.
Zawsze lubiłam noc, o tej porze czułam się bezpiecznie.
Wpatrywałam się w te jasne punkciki i myśląc o innych ludziach. Każdy człowiek ma swoją własną niepowtarzalną historię. Miłość którą stracił, marzenia, które spełnił. Pod pewnymi względami wszyscy ludzie są tacy sami, pragną szczęścia, chcą kochać i być kochanymi, dożyć starości w gronie rodziny i przyjaciół. Nikt nie chce być samotny. Ale każdy z nas idzie swoją własną drogą, podejmuje własne dezycje i popełnia własne błędy. Jesteśmy istotami obdarzonymi umysłem i wolną wolą. Potrafimy myśleć, szukać i błądzić. Staramy się dążyć do doskonałości, mimo że tak naprawdę już jesteśmy doskonali.
Owszem, popełniamy błędy, czasem niewybaczalne grzechy. Ale pod względem duszy jesteśmy idealni. Lecz czy naprawdę.? Istnieją też ludzie, którzy mają duszę tak mroczną, że nie są w stanie dążyć do zbawienia. Potwory, które bawią się ludzkimi uczuciami i ludzkim życiem. To nie są ludzie. To są demony pod powłoką ludzi.
Głos brata wyrwał mnie z zamyślenia:
-Chodź Ally, jedziemy.
Odrzuciłam ponure myśli potrząsając głową i wsiadłam do samochodu. Sebastian siedzący na miejscu pasażera włączył radio. Ja siedziałam z tyłu, pomiędzy Mattem i Alec'kiem.Na rozmowę o Dylanie bedę musiała poczekać.Wiedziałam, że chłopcy nie mają gdzie przenocować.
- Chcecie u nas dziś zostać.?- zapytałam.
Chłopcy wymienili spojrzenia, po czym chórem stwierdzili że tak.
-Twoja mama nie będzie zła.?- spytał Matt.
-Nie, przecież to i tak nie pierwszy raz.
To prawda, po koncertach chłopcy często u nas zostawali na noc. Ale to było w starym mieście. W starym życiu.
Dojechaliśmy na miejsce, otworzyłam drzwi, ściągnęłam buty, pozapalałam światła i ruszyłam do kuchni.
-Ściągnijcie buty i usiądźcie w salonie.!-krzyknęłam wyciągając z lodówki szynke, majonez, pomidora, dżem truskawkowy, margarynę i ogórka.
Alecowi zrobiłam kanapkę z szynką i pomidorem, sobie z szynką i ogórkiem, Mattowi z ogórkiem, Scottowi z szynką i majonezem <błe> a Sebastianowi z dżemem. Położyłam po dwie kanapki na każdy talerz, rozłożyłam to na tacy i zaniosłam do salonu. Chłopcy właśnie urządzali nasz salon w małe kino domowe. Odsunęli fotele, porozkładali na podłodze koce i poduszki. Położyłam tacę na małym stoliku odsuniętym pod telewizor i poszłam po napoje gazowane.
Wzięłam trzy dwulitrowe butelki i pięć szklanek (znowu na tacę) i położyłam koło kanapek.
Wiedziałam, że mamy nie ma w domu, ale nie chciałam dzwonić, bo było już po północy.
Pewnie spała u swojej koleżanki. Chłopcy już przebrali się w krótkie szorty i koszulki do spania Aleca ( na szczęście wszyscy mieli taki sam rozmiar), więc poszłam na górę, przebrałam się w piżamy składające się z krótki materiałowych spodenek i bawełnianej bluzeczki i moje ulubione skarpetki frotte.
Wiem że każdy normalny człowiek chodzi w nich w zimie, ale ja zakładam je codziennie do snu, niezależnie od pogody. Rozczesałam swoje długie włosy. Zszedł już z nich czerwony ,teraz były płomienno rude. choć czerwony pozostał na końcówkach. Splotłam je w luźnego warkocza i zszedłam na dół.
Chłopcy już na mnie czekali. Znowu usiadłam pośrodku, tym razem pomiędzy Scottem a Sebastianem. Alec położył głowę na moim brzuchu, a Matt na moich kolanach. Na szczęście przedtem okryłam się kocem, więc nawet nie drażniły mnie włosy Matta. Sebastian włączył film, a Scott oparł głowę na moim ramieniu. Ja oparłam się o kanapę, przed którą siedzieliśmy.
Na ekranie telewizora pojawił się tytuł " Oszukać przeznaczenie". Domyśliłam się, że to Sebastian wybierał, ponieważ to był jego ulubiony film.
Scott, który siedział najbliżej stolika, podał każdemu odpowiedni talerz z kanapkami. Jedliśmy w milczeniu od czasu do czasu wykrzykując wyzwiska pod adresem głównych bohaterów.
Gdy zaczęły lecieć napisy końcowe, Matt, Scott i Alec już słodko spali.
W pokoju było ciemno, tylko telewizor dawał mdłe światło.Poruszyłam się lekko, ułożyłam głowę Scotta na kanapie, ponieważ boleśnie wbijał mi się podbródkiem w ramię, oddychając miarowo.
Przekręciłam się lekko i ujrzałam twarz Sebastiana, który wpatrywał się we mnie. Miał dziwny wyraz twarzy, którego zaspana, nie mogłam rozszyfrować.
-Hej, co robisz?-mruknęłam cicho, nie chcąc obudzić reszty przyjaciół.
-Zastanawiam się.-odpowiedział równie cicho.
-Nad czym.?
-Nad tym, kiedy to się stanie.
-Co się stanie?
Uśmiechnął się tylko smutno w odpowiedzi.
-Nie mogę ci powiedzieć.
-Proszę.
-Nie Alysso. Dowiesz się w swoim czasie.
- O czym się dowiem.?- coraz mniej rozumiałam z tej rozmowy.
-O czymś ważnym. Bardzo ważnym. Ale teraz śpij,mała.
Jeszcze raz uśmiechnął się smutno i pocałował mnie ciepłymi wargami w czoło. A ja odpłynęłam...
~~~~~~~~
Zamrugałam oczami gdy do pokoju wdarły się promienie słońca.
-O patrzcie, Śpiąca Królewna wstała.-powiedział ktoś.
Gdy otworzyłam oczy i usiadłam na łóżku, okazało się, że to mówił Scott. Chwila..W łóżku.?
-Jakim cudem ja się tu....-zaczęłam
-...znalazłam?.- dokończył Matt
-Przenieśliśmy Cię-odpowiedział Sebastian.
-Kiedy?
-Jak tylko się obudziliśmy i posprzątaliśmy.
-Posprzątaliście? -no, tego bym się nie spodziewała,
-No tak. Umyliśmy talerze,odłożyliśmy na miejsce koce i poduszki.
-I twojego brata też.- powiedział Matt z błyskiem w oku.
-Przenieśliście Aleca? Z dołu, na górę.?
-Tak, za ciężki to on nie jest.
-No dobra, ale która jest godzina?-zapytałam wciąz skołowana.
Matt spojrzał na zegarek na swoim lewym nadgarstku, po czym odpowiedział: Coś koło siódmej.
-Jasna cholera! - krzyknęłam tak głośno, że Sebastian spadł z mojego łóżka, na którym siedzieli wszyscy trzej.
-Błagam, obudźcie szybko Aleca.- zawołałam, po czym pobiegłam do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic, błyskawicznie wysuszyłam włosy i ubrałam się w dżinsowe spodenki i błękitny top bez ramiączek. Złapałam torbę i zbiegłam do kuchni. A to co tam zastałam, było po prostu genialne.
Sebastian w różowym fartuszku mojej mamy stał przy kuchence i smażył naleśniki sądząc po zapachu, Alec siedział przy stole z wilgotnymi włosami z Mattem, który karmił go jak małe dziecko naleśnikiem, co wyglądało komicznie. A Scott czekał na mnie ze śliniakiem w ręce.
-Chyba żartujesz. Skąd wziąłeś ten śliniaczek?-zapytałam wchodząc do kuchni i krztusząc się ze śmiechu.
Scott przybrał poważny wyraz twarzy i odpowiedział równie poważnym głosem.:
-Byłem w sklepie, pomyślałem, że ci się przyda.
Spojrzałam na niego rozbawiona i wybuchnęłam śmiechem.
W tym samym czasie, w którym Sebastian odwrócił się w moją stronę, ja pstryknęłam mu zdjęcie.
-Heeej! Bez zdjęć.!- zawołał udając oburzenie.
Zignorowałam go i ustawiłam go sobie na tapetę.
Chłopak próbował zabrać mi telefon, ale byłam szybsza, schowałam komórkę do kieszeni i pacnęłam go po rękach.
-Kurde- burknął.
Uśmiechnęłam się do niego niewinnie, zabrałam swoje śniadanie i zaczęłam jeść. Gdy skończyłam przegryzać ostatni kęs, wyrwało mi się:
-Jesteś Boski.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
Gdy został już zjedzony ostatni naleśnik (przeze mnie) zaczęliśmy się zbierać.
-Podrzucicie nas do szkoły?- spytałam Scotta.
-Jasne.
Wpakowaliśmy się do samochodu, tym razem to ja siedziałam koło kierowcy. Kilka minut później zatrzymaliśmy się przed gmachem szkoły. Wiedziałam że nie spotkamy się za szybko, więc kazałam chłopakom wysiąść. Najpierw przytuliłam Matta, później Scotta, a na koniec wpadłam w ramiona Sebastiana. Mocno objął mnie ramionami w talii i wyszeptał cicho do ucha
- Nieważne co się stanie, możesz zawsze do mnie zadzwonić. O każdej porze dnia i nocy. Przyjadę i się tym zajmę.
Pokiwałam głową, a on mnie pocałował. W usta. Ale to nie był żaden romantyczny pocałunek. Według mnie, przypominało to raczej całus pieska preriowego, który całuje się na pożegnanie. I wiedziałam, że Sebastian też to tak odczuwa.
Oderwaliśmy się od siebie. Ja, no cóż, niechętnie, ponieważ to było naprawdę miłe doświadczenie. Dopiero gdy odwróciłam się od Sebastiana, spostrzegłam że mamy widownię. Alec, Matt, Scott jak i również połowa szkoły, wpatrywali się we mnie i Zielonookiego zafascynowani.
Poczułam, że się rumienię, więc cmoknęłam resztę mojej kapeli w policzki i razem z Alec'kiem patrzyłam jak odjeżdżają. Nasza mała widownia się rozeszła i mogliśmy już spokojnie wejść do szkoły. Dopiero po dłuższym czasie Alec się odezwał.
-Wy się całowaliście- powiedział, jakby nie mógł w to uwierzyć.
-Pieski preriowe.- mruknęłam w odpowiedzi i weszłam do klasy.
Codziennie mieliśmy taki sam plan lekcji.
Chemia, Biologia, Literatura, Wos, Wf, Wf, Angielski i Historia.
Usiadłam w naszej ławce, tym razem od okna, chcąc uniknąć rozmowy z bratem. Jacob już siedział na miejscu, pośrodku.
Gdy tylko Wright zaczęła swój monolog, ja się wyłączyłam. Otworzyłam zeszyt do chemii na czystej stronie i zaczęłam szkicować.
Delikatne linie, lekkie wycieniowanie, mocniejsze kontury. To pomagało mi choć trochę uporządkować skołowane myśli. Gdy skończyłam rysować, byłam tak zaabsorbowana przyglądaniem się rysunkowi, że nie zauważyłam, kiedy Jacob nachylił się do mojego ucha.
-Pieski preriowe?-zapytał głębokim głosem.
Drgnęłam zaskoczona i pokiwałam głową. Faktycznie narysowałam dwa całujące się pieski preriowe.
Gdy po lekcjach wychodziliśmy z Alec'kiem ze szkoły, wciąż myślałam o Sebastianie. Nie w żaden romantyczny sposób, co to, to nie. Po prostu dziwiło mnie jego zachowanie.
Nigdy, z żadnym chłopakiem się nie całowałam, tym bardziej nie z żadnym z moich przyjaciół.
To się stało w jednej sekundzie.
W mgnienu oka dostrzegłam, że coś jest nie tak, odepchnęłam Aleca za siebie i przyjęłam uderzenie. Błysk świateł, huk i krzyk.
Upadłam na ulicę. Z głowy leciało mi coś ciepłego i mokrego.
Wiem, że ktoś krzyczał. Ktoś wzywał karetkę. Ktoś płakał. I ktoś trzymał mnie mocno za rękę.
I wtedy zwolnił się oddech. Klatka piersiowa przestała się unosić.Ból był niewyobrażalny. Zamknęłam oczy. Umarłam.
Alec wkońcu oderwał spojrzenie od chłopaka i uśmiechnął się do mnie.
- Alysso przedstawiam ci Dylana Corvina. Dylanie, to moja siostra bliźniaczka Alyssa.- przedstawił nas sobie Alec.
-Hej. -uśmiechnęłam się do chłopaka szeroko.
- Cześć.- gdybym miała przy sobie aparat, zrobiłabym mu zdjęcie. Chłopak był po prostu śliczny.
Spojrzałam szybko na chłopców z mojej kapeli i podjęłam decyzję w ułamku sekundy.
- Chłopcy, musimy złożyć sprzęt. Niech Alec i Dylan sobie pogadają.
Odwróciłam się do brata, posłałam mu oczko i z powrotem weszłam na scenę. Pozwijaliśmy kable, pochowaliśmy gitary, mikrofony i perkusję do samochodu Scotta.Zaparkowaliśmy go z tyłu klubu, więc oprócz nas, nikogo tu nie było.
Korzystając z tego, że byliśmy na zewnątrz, Matt i Scott odpalili papierosy i zaciągali się nimi mocno. Ja nie paliłam, a Sebastian właśnie rzucał, więc staliśmy od przyjaciół w pewnym oddaleniu.
Gwiazdy świeciły jasno na tle ciemnego nieba.
Zawsze lubiłam noc, o tej porze czułam się bezpiecznie.
Wpatrywałam się w te jasne punkciki i myśląc o innych ludziach. Każdy człowiek ma swoją własną niepowtarzalną historię. Miłość którą stracił, marzenia, które spełnił. Pod pewnymi względami wszyscy ludzie są tacy sami, pragną szczęścia, chcą kochać i być kochanymi, dożyć starości w gronie rodziny i przyjaciół. Nikt nie chce być samotny. Ale każdy z nas idzie swoją własną drogą, podejmuje własne dezycje i popełnia własne błędy. Jesteśmy istotami obdarzonymi umysłem i wolną wolą. Potrafimy myśleć, szukać i błądzić. Staramy się dążyć do doskonałości, mimo że tak naprawdę już jesteśmy doskonali.
Owszem, popełniamy błędy, czasem niewybaczalne grzechy. Ale pod względem duszy jesteśmy idealni. Lecz czy naprawdę.? Istnieją też ludzie, którzy mają duszę tak mroczną, że nie są w stanie dążyć do zbawienia. Potwory, które bawią się ludzkimi uczuciami i ludzkim życiem. To nie są ludzie. To są demony pod powłoką ludzi.
Głos brata wyrwał mnie z zamyślenia:
-Chodź Ally, jedziemy.
Odrzuciłam ponure myśli potrząsając głową i wsiadłam do samochodu. Sebastian siedzący na miejscu pasażera włączył radio. Ja siedziałam z tyłu, pomiędzy Mattem i Alec'kiem.Na rozmowę o Dylanie bedę musiała poczekać.Wiedziałam, że chłopcy nie mają gdzie przenocować.
- Chcecie u nas dziś zostać.?- zapytałam.
Chłopcy wymienili spojrzenia, po czym chórem stwierdzili że tak.
-Twoja mama nie będzie zła.?- spytał Matt.
-Nie, przecież to i tak nie pierwszy raz.
To prawda, po koncertach chłopcy często u nas zostawali na noc. Ale to było w starym mieście. W starym życiu.
Dojechaliśmy na miejsce, otworzyłam drzwi, ściągnęłam buty, pozapalałam światła i ruszyłam do kuchni.
-Ściągnijcie buty i usiądźcie w salonie.!-krzyknęłam wyciągając z lodówki szynke, majonez, pomidora, dżem truskawkowy, margarynę i ogórka.
Alecowi zrobiłam kanapkę z szynką i pomidorem, sobie z szynką i ogórkiem, Mattowi z ogórkiem, Scottowi z szynką i majonezem <błe> a Sebastianowi z dżemem. Położyłam po dwie kanapki na każdy talerz, rozłożyłam to na tacy i zaniosłam do salonu. Chłopcy właśnie urządzali nasz salon w małe kino domowe. Odsunęli fotele, porozkładali na podłodze koce i poduszki. Położyłam tacę na małym stoliku odsuniętym pod telewizor i poszłam po napoje gazowane.
Wzięłam trzy dwulitrowe butelki i pięć szklanek (znowu na tacę) i położyłam koło kanapek.
Wiedziałam, że mamy nie ma w domu, ale nie chciałam dzwonić, bo było już po północy.
Pewnie spała u swojej koleżanki. Chłopcy już przebrali się w krótkie szorty i koszulki do spania Aleca ( na szczęście wszyscy mieli taki sam rozmiar), więc poszłam na górę, przebrałam się w piżamy składające się z krótki materiałowych spodenek i bawełnianej bluzeczki i moje ulubione skarpetki frotte.
Wiem że każdy normalny człowiek chodzi w nich w zimie, ale ja zakładam je codziennie do snu, niezależnie od pogody. Rozczesałam swoje długie włosy. Zszedł już z nich czerwony ,teraz były płomienno rude. choć czerwony pozostał na końcówkach. Splotłam je w luźnego warkocza i zszedłam na dół.
Chłopcy już na mnie czekali. Znowu usiadłam pośrodku, tym razem pomiędzy Scottem a Sebastianem. Alec położył głowę na moim brzuchu, a Matt na moich kolanach. Na szczęście przedtem okryłam się kocem, więc nawet nie drażniły mnie włosy Matta. Sebastian włączył film, a Scott oparł głowę na moim ramieniu. Ja oparłam się o kanapę, przed którą siedzieliśmy.
Na ekranie telewizora pojawił się tytuł " Oszukać przeznaczenie". Domyśliłam się, że to Sebastian wybierał, ponieważ to był jego ulubiony film.
Scott, który siedział najbliżej stolika, podał każdemu odpowiedni talerz z kanapkami. Jedliśmy w milczeniu od czasu do czasu wykrzykując wyzwiska pod adresem głównych bohaterów.
Gdy zaczęły lecieć napisy końcowe, Matt, Scott i Alec już słodko spali.
W pokoju było ciemno, tylko telewizor dawał mdłe światło.Poruszyłam się lekko, ułożyłam głowę Scotta na kanapie, ponieważ boleśnie wbijał mi się podbródkiem w ramię, oddychając miarowo.
Przekręciłam się lekko i ujrzałam twarz Sebastiana, który wpatrywał się we mnie. Miał dziwny wyraz twarzy, którego zaspana, nie mogłam rozszyfrować.
-Hej, co robisz?-mruknęłam cicho, nie chcąc obudzić reszty przyjaciół.
-Zastanawiam się.-odpowiedział równie cicho.
-Nad czym.?
-Nad tym, kiedy to się stanie.
-Co się stanie?
Uśmiechnął się tylko smutno w odpowiedzi.
-Nie mogę ci powiedzieć.
-Proszę.
-Nie Alysso. Dowiesz się w swoim czasie.
- O czym się dowiem.?- coraz mniej rozumiałam z tej rozmowy.
-O czymś ważnym. Bardzo ważnym. Ale teraz śpij,mała.
Jeszcze raz uśmiechnął się smutno i pocałował mnie ciepłymi wargami w czoło. A ja odpłynęłam...
~~~~~~~~
Zamrugałam oczami gdy do pokoju wdarły się promienie słońca.
-O patrzcie, Śpiąca Królewna wstała.-powiedział ktoś.
Gdy otworzyłam oczy i usiadłam na łóżku, okazało się, że to mówił Scott. Chwila..W łóżku.?
-Jakim cudem ja się tu....-zaczęłam
-...znalazłam?.- dokończył Matt
-Przenieśliśmy Cię-odpowiedział Sebastian.
-Kiedy?
-Jak tylko się obudziliśmy i posprzątaliśmy.
-Posprzątaliście? -no, tego bym się nie spodziewała,
-No tak. Umyliśmy talerze,odłożyliśmy na miejsce koce i poduszki.
-I twojego brata też.- powiedział Matt z błyskiem w oku.
-Przenieśliście Aleca? Z dołu, na górę.?
-Tak, za ciężki to on nie jest.
-No dobra, ale która jest godzina?-zapytałam wciąz skołowana.
Matt spojrzał na zegarek na swoim lewym nadgarstku, po czym odpowiedział: Coś koło siódmej.
-Jasna cholera! - krzyknęłam tak głośno, że Sebastian spadł z mojego łóżka, na którym siedzieli wszyscy trzej.
-Błagam, obudźcie szybko Aleca.- zawołałam, po czym pobiegłam do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic, błyskawicznie wysuszyłam włosy i ubrałam się w dżinsowe spodenki i błękitny top bez ramiączek. Złapałam torbę i zbiegłam do kuchni. A to co tam zastałam, było po prostu genialne.
Sebastian w różowym fartuszku mojej mamy stał przy kuchence i smażył naleśniki sądząc po zapachu, Alec siedział przy stole z wilgotnymi włosami z Mattem, który karmił go jak małe dziecko naleśnikiem, co wyglądało komicznie. A Scott czekał na mnie ze śliniakiem w ręce.
-Chyba żartujesz. Skąd wziąłeś ten śliniaczek?-zapytałam wchodząc do kuchni i krztusząc się ze śmiechu.
Scott przybrał poważny wyraz twarzy i odpowiedział równie poważnym głosem.:
-Byłem w sklepie, pomyślałem, że ci się przyda.
Spojrzałam na niego rozbawiona i wybuchnęłam śmiechem.
W tym samym czasie, w którym Sebastian odwrócił się w moją stronę, ja pstryknęłam mu zdjęcie.
-Heeej! Bez zdjęć.!- zawołał udając oburzenie.
Zignorowałam go i ustawiłam go sobie na tapetę.
Chłopak próbował zabrać mi telefon, ale byłam szybsza, schowałam komórkę do kieszeni i pacnęłam go po rękach.
-Kurde- burknął.
Uśmiechnęłam się do niego niewinnie, zabrałam swoje śniadanie i zaczęłam jeść. Gdy skończyłam przegryzać ostatni kęs, wyrwało mi się:
-Jesteś Boski.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
Gdy został już zjedzony ostatni naleśnik (przeze mnie) zaczęliśmy się zbierać.
-Podrzucicie nas do szkoły?- spytałam Scotta.
-Jasne.
Wpakowaliśmy się do samochodu, tym razem to ja siedziałam koło kierowcy. Kilka minut później zatrzymaliśmy się przed gmachem szkoły. Wiedziałam że nie spotkamy się za szybko, więc kazałam chłopakom wysiąść. Najpierw przytuliłam Matta, później Scotta, a na koniec wpadłam w ramiona Sebastiana. Mocno objął mnie ramionami w talii i wyszeptał cicho do ucha
- Nieważne co się stanie, możesz zawsze do mnie zadzwonić. O każdej porze dnia i nocy. Przyjadę i się tym zajmę.
Pokiwałam głową, a on mnie pocałował. W usta. Ale to nie był żaden romantyczny pocałunek. Według mnie, przypominało to raczej całus pieska preriowego, który całuje się na pożegnanie. I wiedziałam, że Sebastian też to tak odczuwa.
Oderwaliśmy się od siebie. Ja, no cóż, niechętnie, ponieważ to było naprawdę miłe doświadczenie. Dopiero gdy odwróciłam się od Sebastiana, spostrzegłam że mamy widownię. Alec, Matt, Scott jak i również połowa szkoły, wpatrywali się we mnie i Zielonookiego zafascynowani.
Poczułam, że się rumienię, więc cmoknęłam resztę mojej kapeli w policzki i razem z Alec'kiem patrzyłam jak odjeżdżają. Nasza mała widownia się rozeszła i mogliśmy już spokojnie wejść do szkoły. Dopiero po dłuższym czasie Alec się odezwał.
-Wy się całowaliście- powiedział, jakby nie mógł w to uwierzyć.
-Pieski preriowe.- mruknęłam w odpowiedzi i weszłam do klasy.
Codziennie mieliśmy taki sam plan lekcji.
Chemia, Biologia, Literatura, Wos, Wf, Wf, Angielski i Historia.
Usiadłam w naszej ławce, tym razem od okna, chcąc uniknąć rozmowy z bratem. Jacob już siedział na miejscu, pośrodku.
Gdy tylko Wright zaczęła swój monolog, ja się wyłączyłam. Otworzyłam zeszyt do chemii na czystej stronie i zaczęłam szkicować.
Delikatne linie, lekkie wycieniowanie, mocniejsze kontury. To pomagało mi choć trochę uporządkować skołowane myśli. Gdy skończyłam rysować, byłam tak zaabsorbowana przyglądaniem się rysunkowi, że nie zauważyłam, kiedy Jacob nachylił się do mojego ucha.
-Pieski preriowe?-zapytał głębokim głosem.
Drgnęłam zaskoczona i pokiwałam głową. Faktycznie narysowałam dwa całujące się pieski preriowe.
Gdy po lekcjach wychodziliśmy z Alec'kiem ze szkoły, wciąż myślałam o Sebastianie. Nie w żaden romantyczny sposób, co to, to nie. Po prostu dziwiło mnie jego zachowanie.
Nigdy, z żadnym chłopakiem się nie całowałam, tym bardziej nie z żadnym z moich przyjaciół.
To się stało w jednej sekundzie.
W mgnienu oka dostrzegłam, że coś jest nie tak, odepchnęłam Aleca za siebie i przyjęłam uderzenie. Błysk świateł, huk i krzyk.
Upadłam na ulicę. Z głowy leciało mi coś ciepłego i mokrego.
Wiem, że ktoś krzyczał. Ktoś wzywał karetkę. Ktoś płakał. I ktoś trzymał mnie mocno za rękę.
I wtedy zwolnił się oddech. Klatka piersiowa przestała się unosić.Ból był niewyobrażalny. Zamknęłam oczy. Umarłam.
niedziela, 31 maja 2015
Rozdział II
Drogi Pamiętniku, 24.05.2015r
czyż życie nie jest okrutne.? Według mnie tak. Dlaczego? Ponieważ, myślę, że dziecko, małe nienarodzone dziecko, ma takie samo prawo do życia jak to narodzone. Jak można nie kochać czegoś, co się samemu stworzyło? To jest chore. Takie dziecko przecież nic nikomu nie zrobiło,więc dlaczego ma umierać, nawet nie poznając smaku życia? Okrutne.
Są na świecie dwa rodzaje ojców. Ci dobrzy i ci źli. Ci dobrzy, kochają swoje dzieci, dbają o nie, interesują się nimi. Ci źli mają głęboko w dupie własne dzieci, nie interesują się nimi. Ale istnieją też potwory. Potwory takie jak mój ojciec, który gdy mamy nie było w domu, bił, wyzywał i gwałcił mnie. Nazywał mnie szmatą i bił po całym ciele. Mojego brata zamykał w tym czasie w piwnicy w starej szafie, dobrze wiedząc, że jego syn ma klaustrofobię. Zaczęło się to wszystko, gdy skończyłam dwanaście lat. Wtedy mama bardzo dużo pracowała i całymi dniami nie było jej w domu. Ojciec, ten bezwartościowy śmieć, leżał przed telewizorem i żłopał piwo. Gdy tylko mama rano wyjeżdżała z podjazdu, zaczynał się mój koszmar. Nigdy nic mamie nie powiedziałam, ponieważ wiedziałam że ona kocha ojca. I nigdy się nie domyśliła co się działo z jej dziećmi, gdy zostawały same z "tatusiem".
Dlatego nigdy nie miałam chłopaka. Po prostu się bałam, nie chciałam przypominać sobie tych cholernych łap na moim ciele. Matt, Sebastian i Scott, są moimi przyjaciółmi od podstawówki, ich się nie boję, nie boję się ich dotyku, zawsze pozostaliśmy w strefie przyjaźni. Alec? Alec jest moim bratem. On jeden, jedyny wie co się ze mną stało. Dlaczego stałam się opryskliwa, nieufna i samodzielna. Rozumiał mnie i kochał jak nikt inny. Ale zabroniłam mu mówić komukolwiek o tym co nas spotkało. Nie chciałam być wytykana palcami.
Ten cholerny sukinsyn, który gwałcił mnie latami,a przed innymi udawał idealnego męża i ojca, odszedł od nas trzy lata temu. Właściwie to ja go zaszantażowałam, że pójdę na policję, jeśli od nas nie odejdzie. Wystraszył się i uciekł. Tchórz.
Dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej? Ponieważ wiedziałam, że jeśli mu się przeciwstawię, to będzie to samo co ze mną, robił z Aleckiem. Chroniłam brata.
Popatrzyłam na łzę spływającą z mojego policzka na twardą, niebieską okładkę pamiętnika. Powoli stoczyła się z ciepłej skóry na chłodny papier.
To było wieki temu, nie wiem czemu o tym pisałam. Była godzina 02.35 a ja siedziałam skulona na swoim łóżku, przykryta kocem. Nienawidziłam tego. Tego poczucia bezsilności, które obezwładniało mnie za każdym razem, gdy wspominałam ojca. Bezsilność. Właśnie tak mogłam opisać czas od moich dwunastych urodzin do piętnastych.Wtedy po raz pierwszy się przeciwstawiłam.
Ale nie chciałam pamiętać, naprawdę, naprawdę chciałam zapomnieć.Ale pamiętanie boli.
Wsłuchałam się w cichy rytm uderzania kropel deszczu o moje okno. Schowałam pamiętnik pod poduszkę, długopis z czarnym atramentem położyłam na szafce nocnej. Wspominałam te chwile, kiedy cała nasza rodzina była szczęśliwa.Bo były takie momenty. Po chwili dudnienie ciężkich kropel ukołysało mnie z
powrotem do snu.
Nigdy nie byłam jakoś specjalnie wierzącą osobą, więc nie chodziłam do kościoła i dzięki temu dłużej spałam w niedziele, takie jak ta. Mimo, że rano padał deszcz, teraz, czyli o szóstej po południu, świeciło słońce. Ziewnęłam, przeciągnęłam się i zeszłam z łóżka. Pościeliłam je, wzięłam ciuchy i weszłam do łazienki. Gorący prysznic działał cuda. Wysuszyłam swoje długie, czerwone włosy i ubrałam się w krótkie, dżinsowe spodenki i czerwoną koszulkę z nadrukiem białej czaszki z piszczelami po środku. Schowałam piżamy do kosza na pranie, umyłam zęby i poczłapałam do kuchni. Alec uniósł głowę znad miski płatków. No cóż, przyzwyczajenia, miał takie same jak ja. Spędzanie niedzieli się w to wliczało. Włosy miał rozczochrane i pił kawę. Błee.. Kawa z płatkami. Nigdy nie mogę zrozumiec jak on t potrafi łączyć te dwie rzeczy.
- Gracie dziś koncert.?
-Tak, o dziesiątej w " Moon". Idziesz?
- Pewnie.
-O dziewiątej trzydzieści przyjadą chłopcy, możesz jechać z nami.
Pokiwał głową i wrócił do jedzenia. Wyciągnęłam z lodówki wczorajsze naleśniki i włożyłam je do mikrofalówki. Po pięciu minutach wyłożyłam je na talersz, posmarowałam nutellą i zaczęłam jeść. Gdy skończyłam, umyłam talerz i nóż, położyłam na suszarce i wyszłam z kuchni. Lekcje odrobiłam już w sobotę więc to miałam z głowy. Wzięłam z salonu koc, moją mp4 leżącą na stole i ruszyłam do ogrodu. Rozłożyłam koc na trawie, ściągnęłam koszulkę i się położyłam. Włączyłam Utwór Rihanny i Eminema "Love The Way You Lie" Nakryłam głowę koszulką i zasnęłam
.
Brązowe oczy śledziły każdy mój ruch. Szerokie i pełne usta rozciągały się w krzywym uśmiechu,tak seksownym, że to aż niedorzeczne. Przysunęłam się bliżej, usiadłam na jego kolanach, wplotłam ręce w jego nierówno ostrzyżone włosy i lekko szarpnełąm go do siebie. Wpatrywałam się w te cudne oczy, które widziały tylko mnie. On musnął zębami moją wargę a ja zadrżałam i wyszeptałam w jego usta jedno słowo:
-Jake.
Ktoś wybuchnął głośnym śmiechem. Otworzyłam szeroko oczy, koło mnie siedział Alec, który ściągnął mi z głowy koszulkę i wyjął z uszu słuchawki. Miał łzy w oczach i zwijał się ze śmiechu. Uświadomiłam sobie, że podczas snu wypowiedziałam na głos imię naszego kolegi z klasy. Gdy już się uspokoił, spojrzał na mnie wielkimi ze zdziwienia oczami i ni to powiedział ni to wyharczał.:
- Ty się w nim bujasz!
-Wcale nie- broniłam się, chociaż czułam gorąco wkradające mi się na policzki.
-A wcale że tak.!
-Nie
-Tak.
-Nie.
-Tak. Allyso Collins Ty się zadurzyłaś w Jacobie Glassie!- wykrzyknął zachwycony.
Skrzywiłam się na słowo"zadurzyłaś". Alec potrafił czasami tak grać mi na nerwach...
-Nie jestem nim zainteresowana.
-Jesteś, widziałem jak na niego patrzyłaś podczas lekcji.
-No i co z tego?
- Ally jesteś zakochana! Ty jesteś zakochana! Masz siedemnaście lat, i nigdy aż do tej pory nie byłaś zakochana!.
- A ty niby skąd o tym wiesz?
- Skarbie, jestem twoim bliźniakiem.- powiedział po czym posłał mi jeden ze swoich piękniejszych uśmiechów.
- Dobra, nieważne. Po cholerę mnie budziłeś.?
- Bo nie chcę się spóźnić na koncert swojej siostry.
-Cooo? Która godzina?
Spojrzał na masywny zegarek, który nasoił na lewej ręce, po czym odpowiedział rozbawiony.
-Pięć po dziewiątej.
Zerwałam się szybko z koca i nawet się za siebie nie oglądając, ruszyła, biegiem do swojego pokoju. Najszybciej jak umiałam, pomalowałam rzęsy, usta i oczy. Założyłam turkusową sukienkę przed kolano, która podkreślała mi oczy, wzięłam w ręce turkusowe baleriy, czarną torebkę i telefon i pobiegłąm z powrotem na dół. Alec już na mnie czekał na werandzie. Podczas gdy ja ubierałam buty i rozczesywałam włosy, on zamykał drzwi na klucz. Mama dziś cały dzień była u swojej przyjaciółki.Gdy zeszliśmy ze schodów, na podjazd pod naszym domem, podjechał duży czerwony van. Z tylniego siedzenia wypadli Sebastian i Matt, z za siedzenia kierowcy wysiadł Scott. Wszyscy troje zmiażdżyli mnie w uścisku. Alec'owi każdy z nich przybił żółwika i już wsiadaliśmy do samochodu. Przegadaliśmy całą drogę do klubu rozmawiając o szkole, nauczycielach i tym podobnych rzeczach. Listę piosenek ustaliliśmy tydzień temu, więc tym się nie przejmowaliśmy. Dojechaliśmy na miejsce. Lokal nie był dużym pomieszczeniem, ale za to był świetnie urządzony, nowocześnie ale i staromodnie. Chłopcy wnieśli sprzęt, po czym go rozłożyli.
Porozmawialiśmy chwilę z właścicielem klubu, po czym w czwórkę weszliśmy na scenę. Alec zajął miejsce w pobliżu sceny razem z jakimś chłopakiem, nie wiedziała z kim, ponieważ zgasły światła i praktycznie nic nie było widać. Przedstwiłam naszą kapelę, Back To Start i zaczęłam śpiewać. Na ten wieczór wybraliśmy utwory Rihanny, Ellie Goulding, Adama Lamberta i Christiny Perri.
Znowu zanurzyłam się w swoim świecie. Zamknęłam oczy i nie otwierałam ich aż do ostatnich słów ostatniej piosenki.
This time was different
Felt like I was just a victim
And it cut me like a knife
When you walked out of my life
Now I'm in this condition
And I've got all the symptoms
Of a girl with a broken heart
But no matter what you'll never see me cry
All my life
Gdy otworzyłam oczy, światła były już zaświecone. Każdy z kimś rozmawiał, wychodził pił piwo albo palił papierosa. Chłopcy z mojej kapeli, rozawiali z barmanem i Alec'kiem. Tylko jedna osoba,siedziała przy stoliku , na wprost mnie, nieruchomo ze spojrzeniem wbitym w moje źrenice. Para pięknych, czekoladowych oczu.
czyż życie nie jest okrutne.? Według mnie tak. Dlaczego? Ponieważ, myślę, że dziecko, małe nienarodzone dziecko, ma takie samo prawo do życia jak to narodzone. Jak można nie kochać czegoś, co się samemu stworzyło? To jest chore. Takie dziecko przecież nic nikomu nie zrobiło,więc dlaczego ma umierać, nawet nie poznając smaku życia? Okrutne.
Są na świecie dwa rodzaje ojców. Ci dobrzy i ci źli. Ci dobrzy, kochają swoje dzieci, dbają o nie, interesują się nimi. Ci źli mają głęboko w dupie własne dzieci, nie interesują się nimi. Ale istnieją też potwory. Potwory takie jak mój ojciec, który gdy mamy nie było w domu, bił, wyzywał i gwałcił mnie. Nazywał mnie szmatą i bił po całym ciele. Mojego brata zamykał w tym czasie w piwnicy w starej szafie, dobrze wiedząc, że jego syn ma klaustrofobię. Zaczęło się to wszystko, gdy skończyłam dwanaście lat. Wtedy mama bardzo dużo pracowała i całymi dniami nie było jej w domu. Ojciec, ten bezwartościowy śmieć, leżał przed telewizorem i żłopał piwo. Gdy tylko mama rano wyjeżdżała z podjazdu, zaczynał się mój koszmar. Nigdy nic mamie nie powiedziałam, ponieważ wiedziałam że ona kocha ojca. I nigdy się nie domyśliła co się działo z jej dziećmi, gdy zostawały same z "tatusiem".
Dlatego nigdy nie miałam chłopaka. Po prostu się bałam, nie chciałam przypominać sobie tych cholernych łap na moim ciele. Matt, Sebastian i Scott, są moimi przyjaciółmi od podstawówki, ich się nie boję, nie boję się ich dotyku, zawsze pozostaliśmy w strefie przyjaźni. Alec? Alec jest moim bratem. On jeden, jedyny wie co się ze mną stało. Dlaczego stałam się opryskliwa, nieufna i samodzielna. Rozumiał mnie i kochał jak nikt inny. Ale zabroniłam mu mówić komukolwiek o tym co nas spotkało. Nie chciałam być wytykana palcami.
Ten cholerny sukinsyn, który gwałcił mnie latami,a przed innymi udawał idealnego męża i ojca, odszedł od nas trzy lata temu. Właściwie to ja go zaszantażowałam, że pójdę na policję, jeśli od nas nie odejdzie. Wystraszył się i uciekł. Tchórz.
Dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej? Ponieważ wiedziałam, że jeśli mu się przeciwstawię, to będzie to samo co ze mną, robił z Aleckiem. Chroniłam brata.
Popatrzyłam na łzę spływającą z mojego policzka na twardą, niebieską okładkę pamiętnika. Powoli stoczyła się z ciepłej skóry na chłodny papier.
To było wieki temu, nie wiem czemu o tym pisałam. Była godzina 02.35 a ja siedziałam skulona na swoim łóżku, przykryta kocem. Nienawidziłam tego. Tego poczucia bezsilności, które obezwładniało mnie za każdym razem, gdy wspominałam ojca. Bezsilność. Właśnie tak mogłam opisać czas od moich dwunastych urodzin do piętnastych.Wtedy po raz pierwszy się przeciwstawiłam.
Ale nie chciałam pamiętać, naprawdę, naprawdę chciałam zapomnieć.
Wsłuchałam się w cichy rytm uderzania kropel deszczu o moje okno. Schowałam pamiętnik pod poduszkę, długopis z czarnym atramentem położyłam na szafce nocnej. Wspominałam te chwile, kiedy cała nasza rodzina była szczęśliwa.
powrotem do snu.
Nigdy nie byłam jakoś specjalnie wierzącą osobą, więc nie chodziłam do kościoła i dzięki temu dłużej spałam w niedziele, takie jak ta. Mimo, że rano padał deszcz, teraz, czyli o szóstej po południu, świeciło słońce. Ziewnęłam, przeciągnęłam się i zeszłam z łóżka. Pościeliłam je, wzięłam ciuchy i weszłam do łazienki. Gorący prysznic działał cuda. Wysuszyłam swoje długie, czerwone włosy i ubrałam się w krótkie, dżinsowe spodenki i czerwoną koszulkę z nadrukiem białej czaszki z piszczelami po środku. Schowałam piżamy do kosza na pranie, umyłam zęby i poczłapałam do kuchni. Alec uniósł głowę znad miski płatków. No cóż, przyzwyczajenia, miał takie same jak ja. Spędzanie niedzieli się w to wliczało. Włosy miał rozczochrane i pił kawę. Błee.. Kawa z płatkami. Nigdy nie mogę zrozumiec jak on t potrafi łączyć te dwie rzeczy.
- Gracie dziś koncert.?
-Tak, o dziesiątej w " Moon". Idziesz?
- Pewnie.
-O dziewiątej trzydzieści przyjadą chłopcy, możesz jechać z nami.
Pokiwał głową i wrócił do jedzenia. Wyciągnęłam z lodówki wczorajsze naleśniki i włożyłam je do mikrofalówki. Po pięciu minutach wyłożyłam je na talersz, posmarowałam nutellą i zaczęłam jeść. Gdy skończyłam, umyłam talerz i nóż, położyłam na suszarce i wyszłam z kuchni. Lekcje odrobiłam już w sobotę więc to miałam z głowy. Wzięłam z salonu koc, moją mp4 leżącą na stole i ruszyłam do ogrodu. Rozłożyłam koc na trawie, ściągnęłam koszulkę i się położyłam. Włączyłam Utwór Rihanny i Eminema "Love The Way You Lie" Nakryłam głowę koszulką i zasnęłam
.
Brązowe oczy śledziły każdy mój ruch. Szerokie i pełne usta rozciągały się w krzywym uśmiechu,tak seksownym, że to aż niedorzeczne. Przysunęłam się bliżej, usiadłam na jego kolanach, wplotłam ręce w jego nierówno ostrzyżone włosy i lekko szarpnełąm go do siebie. Wpatrywałam się w te cudne oczy, które widziały tylko mnie. On musnął zębami moją wargę a ja zadrżałam i wyszeptałam w jego usta jedno słowo:
-Jake.
Ktoś wybuchnął głośnym śmiechem. Otworzyłam szeroko oczy, koło mnie siedział Alec, który ściągnął mi z głowy koszulkę i wyjął z uszu słuchawki. Miał łzy w oczach i zwijał się ze śmiechu. Uświadomiłam sobie, że podczas snu wypowiedziałam na głos imię naszego kolegi z klasy. Gdy już się uspokoił, spojrzał na mnie wielkimi ze zdziwienia oczami i ni to powiedział ni to wyharczał.:
- Ty się w nim bujasz!
-Wcale nie- broniłam się, chociaż czułam gorąco wkradające mi się na policzki.
-A wcale że tak.!
-Nie
-Tak.
-Nie.
-Tak. Allyso Collins Ty się zadurzyłaś w Jacobie Glassie!- wykrzyknął zachwycony.
Skrzywiłam się na słowo"zadurzyłaś". Alec potrafił czasami tak grać mi na nerwach...
-Nie jestem nim zainteresowana.
-Jesteś, widziałem jak na niego patrzyłaś podczas lekcji.
-No i co z tego?
- Ally jesteś zakochana! Ty jesteś zakochana! Masz siedemnaście lat, i nigdy aż do tej pory nie byłaś zakochana!.
- A ty niby skąd o tym wiesz?
- Skarbie, jestem twoim bliźniakiem.- powiedział po czym posłał mi jeden ze swoich piękniejszych uśmiechów.
- Dobra, nieważne. Po cholerę mnie budziłeś.?
- Bo nie chcę się spóźnić na koncert swojej siostry.
-Cooo? Która godzina?
Spojrzał na masywny zegarek, który nasoił na lewej ręce, po czym odpowiedział rozbawiony.
-Pięć po dziewiątej.
Zerwałam się szybko z koca i nawet się za siebie nie oglądając, ruszyła, biegiem do swojego pokoju. Najszybciej jak umiałam, pomalowałam rzęsy, usta i oczy. Założyłam turkusową sukienkę przed kolano, która podkreślała mi oczy, wzięłam w ręce turkusowe baleriy, czarną torebkę i telefon i pobiegłąm z powrotem na dół. Alec już na mnie czekał na werandzie. Podczas gdy ja ubierałam buty i rozczesywałam włosy, on zamykał drzwi na klucz. Mama dziś cały dzień była u swojej przyjaciółki.Gdy zeszliśmy ze schodów, na podjazd pod naszym domem, podjechał duży czerwony van. Z tylniego siedzenia wypadli Sebastian i Matt, z za siedzenia kierowcy wysiadł Scott. Wszyscy troje zmiażdżyli mnie w uścisku. Alec'owi każdy z nich przybił żółwika i już wsiadaliśmy do samochodu. Przegadaliśmy całą drogę do klubu rozmawiając o szkole, nauczycielach i tym podobnych rzeczach. Listę piosenek ustaliliśmy tydzień temu, więc tym się nie przejmowaliśmy. Dojechaliśmy na miejsce. Lokal nie był dużym pomieszczeniem, ale za to był świetnie urządzony, nowocześnie ale i staromodnie. Chłopcy wnieśli sprzęt, po czym go rozłożyli.
Porozmawialiśmy chwilę z właścicielem klubu, po czym w czwórkę weszliśmy na scenę. Alec zajął miejsce w pobliżu sceny razem z jakimś chłopakiem, nie wiedziała z kim, ponieważ zgasły światła i praktycznie nic nie było widać. Przedstwiłam naszą kapelę, Back To Start i zaczęłam śpiewać. Na ten wieczór wybraliśmy utwory Rihanny, Ellie Goulding, Adama Lamberta i Christiny Perri.
Znowu zanurzyłam się w swoim świecie. Zamknęłam oczy i nie otwierałam ich aż do ostatnich słów ostatniej piosenki.
This time was different
Felt like I was just a victim
And it cut me like a knife
When you walked out of my life
Now I'm in this condition
And I've got all the symptoms
Of a girl with a broken heart
But no matter what you'll never see me cry
All my life
Gdy otworzyłam oczy, światła były już zaświecone. Każdy z kimś rozmawiał, wychodził pił piwo albo palił papierosa. Chłopcy z mojej kapeli, rozawiali z barmanem i Alec'kiem. Tylko jedna osoba,siedziała przy stoliku , na wprost mnie, nieruchomo ze spojrzeniem wbitym w moje źrenice. Para pięknych, czekoladowych oczu.
sobota, 16 maja 2015
Rozdział I
Powoli budząc sie ze snu, otworzyłam oczy i usiadłam na łózku. Spojrzałam na mały budzik leżący na szafce nocnej obok łózka. Była 7.15. Niechętnie wstałam z łózka i poczłapałam do niedużej łazienki znajdującej się za drzwiami mojego pokoju. Łazienka nie była duża, ale za to przestronna. Ściągnęłam piżamy i wślizgnęłam się pod ciepłe strumienie wody. Piętnaście minut później wyszłam z łazienki, ubrana w jasne dżinsu i czarną koszulkę bez rękawów z logo Rolling Stoensów, do tego czerwono-czarna koszula w kratę i czerwoną bandamę na lewej ręce . Wysuszyłam swoje czerwone włosy, które sięgały już za łopatki, podmalowałam lekko rzęsy i nałożyłam truskawkowy błyszczyk na usta. Wzięłam z biurka nowiutką czarna torbę szkolną na ramię i zeszłam boso po drewnianych schodach do kuchni. Przy stole siedziała już mama. Była bardzo piękna. Odziedziczyłam po niej mały, zadarty nosek, pełne usta i twarz w kształcie serca. Ja miałam błękitne oczy jak mój brat bliźniak które były takie same, jak u taty, mama miała zielone.Alec siedział naprzeciwko mamy i jadł kanapki z dżemem. Był tak samo wysoki jak ja i szczupły, ale umięśniony.Miał czarne włosy, które sterczał mu we wszystkie strony.Na lewej ręce nosił czarną bandamę. Ubrany był w jasne poszarpane na kolanach dżinsy i czarną koszulkę bez rękawów z Beatelsów, do tego koszula w kratkę i czarne trampki. Byliśmy ubrani podobnie, ale mi to nie przeszkadzało, w końcu byliśmy bliźniakami. Dałam mamie całusa w policzek i nalałam sobie mela do miski z moimi ulubionymi płatkami czekoladowymi. Usiadłam obok brata i zaczęłam jeść.
-Przejmujecie się pierwszym dniem w nowej szkole.?- zapytała mama zatroskanym tonem.
-Nie- odpowiedzieliśmy chórem.
Mama przyjrzała nam sie dokładnie i powiedziała:
-Cieszę się, że tak mówicie,ale wiem jak to jest być nowym. I przykro mi, że musieliśmy się przeprowadzić z Los Angeles do Londyny przez moją pracę. Macie dopiero po siedemnaście lat i martwię sie o was. Odkąd tata nas zostawił, nic już nie jest takie samo....
- Mamo, to było trzy lata temu, on nie wróci, a ty tym bardziej nie powinnaś się tym przejmować!- podniosłam głos zdenerwowana wzmianką o moim ojcu.
Alec przygarbił się na krześle i nie odzywał. Ten temat był dla niego równie bolesny, jak dla mnie. Tym bardziej, że mama nie wiedziała o wielu sprawach związanych z naszym ojcem.
-Dobrze, nie wracajmy już do tego. Życzę wam miłego dnia.-powiedziała i wyszła z kuchni.
Alec spojrzał na mnie z ukosa. Poruszył rytmicznie brwiami, co przyprawiło mnie o atak śmiechu. Skończyłam jeść płatki, włożyłam miskę do zlewu i szturchnęłam brata w ramię.
-Chodź, nie chcę się spóźnić.
Podniósł swój granatowy plecak z podłogi, przerzucił go przez ramię, poczekał aż założę moje czerwone martensy i ruszyliśmy razem przez chodnik. Do szkoły mieliśmy jakiś kilometr. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i włączyłam Rilo Kiley- Portions for Foxes. Była to jedna z naszych ulubionych piosenek. Stukając rytmicznie stopami o chodnik, nuciłam pod nosem teskt piosenki, którą znałam na pamięć.
Kiedy doszliśmy do szkoły zostało jeszcze jakieś pięć minut do dzwonka. Na szczęście byliśmy z Alec'kiem w tej samej klasie. Pierwszą lekcją była chemią z naszą wychowawczynią panią Wright. Przeprowadziliśmy się w połowie maja, więc byłam pewna, że nie przyjmą nas z otwartymi ramionami. Widząc po twarzach mijanych nas osób, wnioskowałam, że jesteśmy jedynymi bliźniakami w tej szkole. Niektórzy przystawali i otwarcie sie na nas gapili, inni odwracali wzrok, gdy napotkali moje chłodne spojrzenie. Nienawidziłam takich osób, które przyglądały się mnie i mojemu bratu jak okazom laboratoryjnym. Jakbyśmy byli mutantami. Owszem, wyglądaliśmy praktycznie identycznie ( z wyjątkiem długości i kolory włosów), ubieraliśmy się całkiem podobnie, ale pod względem charakterów, byliśmy cholernie różni. Alec był miły, przyjacielski, wesoły, delikatny, szczery i pomocny. No i był gejem. Mi to wcale nie przeszkadzało choć tylko ja o tym wiedziałam. Ja byłam spontaniczna, wredna, pyskata i denerwująca . Broniłam brata i nikomu nie pozwalałam go obrażać. Codziennie zakładałam maskę obojętności dzięki której nikt nie mógł mnie zranić.Ramię w ramię weszliśmy do pełnej klasy i usiedliśmy w ostatniej wolnej ławce od okna. Była to potrójna ławka, więc Alec usiadł z lewej strony, ja w środku, a miejsce od okna pozostało wolne. Zaczęła się lekcja i weszła pani Wright. Była to kobieta bardzo wysoka i chuda, z czarnymi włosami poprzetykanymi siwizną ciasno zaplecionymi w długi warkocz sięgający jej do pasa, mogła mieć około 49 lat. Szła tak wyprostowana, jakby jej ktoś wsadził kij w tyłek i uśmiechała się wrednie. Coś czułam, że jej nie polubię.Otworzyła swoje cienki usta pomalowane na burgundowo, z których wydobył się najpierw charkot, później ochrypły, niemiły dla uszu głos.
- Witam wszystkich. Dziś chciałabym przedstawić Wam dwoje nowych uczniów, którzy od dziś będą chodzić do naszej klasy. Poznajcie Aleca i Alyssę Collins. Przeprowadzili się do Londynu tydzień temu. Mam nadzieję, że powitacie ich ciepło. Alysso i Alecu, możecie się zwracać do mnie z każdym problemem.- zakończyła swój wywód nauczycielka.
Zastanawiałam się właśnie nad wystawieniem środkowego palca chłopakowi ławkę przede mną, który bezczelnie gapił się na mój biust, gdy drzwi od klasy ponownie się otworzyły i stanął w nich przystojny chłopak. Miał czarne włosy ułożone w klasyczny nieład, brązowe oczy, śniadą karnację i niesamowite usta. Nosił czarną ramoneskę, biały T-shirt, czarne postrzępione dżinsy i czarne martensy. Był wyższy ode mnie, miał chyba coś koło dwóch metrów wysokości. I był zabójczo przystojny. Gdy te niesamowite brązowe oczy spoczęły na mnie, pośpiesznie odwróciłąm wzrok. Spojrzałam na panią Wright. Miała czerwone policzki.
-Panie Jacobie Glass. Jeszcze raz się pan spóźni, to wyślę pana do dyrektora!
-Przepraszam pani profesor.- uśmiech, który posłał jej Jacob, mógłby zniewolić wiele serc.
-Dobrze, siadaj koło panny Collins.- powiedziała, już milszym tonem.
Posłałam zdumione spojrzenie Alecowi który tylko podniósł jedną brew do góry i uśmiechnął się rozbawiony. Westchnęłam ciężko i przysunęłam się bliżej brata. Nauczycielka zaczęła mówić o nowym temacie lekcji, gdy poczułam jak Jacob siada obok mnie. Bił od neigo niesamowity żar i tylko cudem się nie odsunęłam. Wyciągnęłam z torby zeszyt w którym zapisywałam nowe teksty piosenek dla Back To Start, zespołu, w którym byłam wokalistką, który założyłam wraz z moimi trzema najlepszymi przyjaciółmi Mattem, Sebastianem i Scottem. Jednym uchem słuchałam Wright, drugim słyszałam nową piosenkę:
You're a spark without flame
I'm a desert in the rain
You're a mountain and I'm stepping stone
So walk away from your pride
It's demon is disguise
And it won't help you to calm the swelling tide
Show me that your're human, you won't break
Oh love your flaws and live for your mistakes
Beauty's on the surface wearing thin
Come closer show the marks upon your skin
Show me that you're human
Show me that you're human
He runs away, hoping to fly high
Just to stumble at the sound of farewell
Watching without words
Waits at the window and amaze him
Empty space inside
Callously helping
To her bad dreams, worries
Have you heard goodbye?
Is a word of greeting?
They are one person
There are two lonely people
They are her three together
They are for everyone
Stand near the stairs
You'll see something
One to saying
Confusion has its price
Love does not lie
It is loose in the woman who complains
Saying that was lost
And choking on the word greetings
They are one person
There are two lonely people
They are her three together
They are for everyone
Nigdy nie myslałam nad tym, czy się do tego nadaję, znaczy się do pisania i śpiewania.To samo przychodziło. Było moim zajęciem w tych najcięższych chwilach. Wytchnieniem.
-Czy panna Collins chciałaby się z nami czymś podzielić ?- zapytała złośliwie Wright zmierzając do naszej ławki.
-Nie.-odpowiedziałam pewnym siebie głosem ukradkiem chowając zeszyt do torby.
Alec razem z Jacobem dusili w sobie śmiech. Wright wyglądałą na zaskoczoną tym, że ktos się jej postawił. Ja natomiast zaczynałam myśleć, że może jednak nie jest taka zła.
Choć zmieniłam zdanie po całym dniu zajęć. Jedyna i najcięższą pracą domową była oczywiście z chemii. Gdy wracałam do domu wraz z Aleckiem wyklinałam na czym świat stoi naszą "kochaną nową wychowawczynię". Po zjedzeniu obiadu, odrobiłam tą cholerną chemię, wzięłam prysznic i przebrałam się w luźne spodnie od piżamy czarne w kropki i biało-czarną bluzkę z krótkim rękawkiem. Związałam włosy w luźnego koka i spakowałam do torby książki na następny dzień. Posiedziałam chwilę na czacie rozmawiając z Sebastianem. Później zawołałam Aleca, razem wpakowaliśmy się do mojego łóżka obydwoje w piżamach i włączyliśmy horror na laptopie. Opowiadał on o dziewczynie, którą zastała apokalipsa zombii. Niby banał, ale my go uwielbialiśmy. Poza tym, leżenie najczęściej w moim łóżku i oglądanie horrorów, to był taki nasz mały zwyczaj. Alec zasnął w połowie filmu, kiedy się okazało, że najlepsza przyjaciółka głównej bohaterki jest w niej zakochana. Wyłączyłam laptopa, odłożyłam go na szafkę nocną, stojąca obok łóżka, okryłam nas obydwoje kołdrą i sama zasnęłam, kiedy moja głowa ponownie dotknęła poduszki.
:)
Cześć i czołem wszystkim, którzy to czytają! Mam nadzieję, że Was nie rozczarowałam i że się podobało, liczę na szczere komentarze.
Od razu mówię, że rozdział będą się pojawiać raz na tydzień.
Tak więc, dziękuję za czytanie, i proszę o komentowanie. Pa!:*
-Przejmujecie się pierwszym dniem w nowej szkole.?- zapytała mama zatroskanym tonem.
-Nie- odpowiedzieliśmy chórem.
Mama przyjrzała nam sie dokładnie i powiedziała:
-Cieszę się, że tak mówicie,ale wiem jak to jest być nowym. I przykro mi, że musieliśmy się przeprowadzić z Los Angeles do Londyny przez moją pracę. Macie dopiero po siedemnaście lat i martwię sie o was. Odkąd tata nas zostawił, nic już nie jest takie samo....
- Mamo, to było trzy lata temu, on nie wróci, a ty tym bardziej nie powinnaś się tym przejmować!- podniosłam głos zdenerwowana wzmianką o moim ojcu.
Alec przygarbił się na krześle i nie odzywał. Ten temat był dla niego równie bolesny, jak dla mnie. Tym bardziej, że mama nie wiedziała o wielu sprawach związanych z naszym ojcem.
-Dobrze, nie wracajmy już do tego. Życzę wam miłego dnia.-powiedziała i wyszła z kuchni.
Alec spojrzał na mnie z ukosa. Poruszył rytmicznie brwiami, co przyprawiło mnie o atak śmiechu. Skończyłam jeść płatki, włożyłam miskę do zlewu i szturchnęłam brata w ramię.
-Chodź, nie chcę się spóźnić.
Podniósł swój granatowy plecak z podłogi, przerzucił go przez ramię, poczekał aż założę moje czerwone martensy i ruszyliśmy razem przez chodnik. Do szkoły mieliśmy jakiś kilometr. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i włączyłam Rilo Kiley- Portions for Foxes. Była to jedna z naszych ulubionych piosenek. Stukając rytmicznie stopami o chodnik, nuciłam pod nosem teskt piosenki, którą znałam na pamięć.
Kiedy doszliśmy do szkoły zostało jeszcze jakieś pięć minut do dzwonka. Na szczęście byliśmy z Alec'kiem w tej samej klasie. Pierwszą lekcją była chemią z naszą wychowawczynią panią Wright. Przeprowadziliśmy się w połowie maja, więc byłam pewna, że nie przyjmą nas z otwartymi ramionami. Widząc po twarzach mijanych nas osób, wnioskowałam, że jesteśmy jedynymi bliźniakami w tej szkole. Niektórzy przystawali i otwarcie sie na nas gapili, inni odwracali wzrok, gdy napotkali moje chłodne spojrzenie. Nienawidziłam takich osób, które przyglądały się mnie i mojemu bratu jak okazom laboratoryjnym. Jakbyśmy byli mutantami. Owszem, wyglądaliśmy praktycznie identycznie ( z wyjątkiem długości i kolory włosów), ubieraliśmy się całkiem podobnie, ale pod względem charakterów, byliśmy cholernie różni. Alec był miły, przyjacielski, wesoły, delikatny, szczery i pomocny. No i był gejem. Mi to wcale nie przeszkadzało choć tylko ja o tym wiedziałam. Ja byłam spontaniczna, wredna, pyskata i denerwująca . Broniłam brata i nikomu nie pozwalałam go obrażać. Codziennie zakładałam maskę obojętności dzięki której nikt nie mógł mnie zranić.Ramię w ramię weszliśmy do pełnej klasy i usiedliśmy w ostatniej wolnej ławce od okna. Była to potrójna ławka, więc Alec usiadł z lewej strony, ja w środku, a miejsce od okna pozostało wolne. Zaczęła się lekcja i weszła pani Wright. Była to kobieta bardzo wysoka i chuda, z czarnymi włosami poprzetykanymi siwizną ciasno zaplecionymi w długi warkocz sięgający jej do pasa, mogła mieć około 49 lat. Szła tak wyprostowana, jakby jej ktoś wsadził kij w tyłek i uśmiechała się wrednie. Coś czułam, że jej nie polubię.Otworzyła swoje cienki usta pomalowane na burgundowo, z których wydobył się najpierw charkot, później ochrypły, niemiły dla uszu głos.
- Witam wszystkich. Dziś chciałabym przedstawić Wam dwoje nowych uczniów, którzy od dziś będą chodzić do naszej klasy. Poznajcie Aleca i Alyssę Collins. Przeprowadzili się do Londynu tydzień temu. Mam nadzieję, że powitacie ich ciepło. Alysso i Alecu, możecie się zwracać do mnie z każdym problemem.- zakończyła swój wywód nauczycielka.
Zastanawiałam się właśnie nad wystawieniem środkowego palca chłopakowi ławkę przede mną, który bezczelnie gapił się na mój biust, gdy drzwi od klasy ponownie się otworzyły i stanął w nich przystojny chłopak. Miał czarne włosy ułożone w klasyczny nieład, brązowe oczy, śniadą karnację i niesamowite usta. Nosił czarną ramoneskę, biały T-shirt, czarne postrzępione dżinsy i czarne martensy. Był wyższy ode mnie, miał chyba coś koło dwóch metrów wysokości. I był zabójczo przystojny. Gdy te niesamowite brązowe oczy spoczęły na mnie, pośpiesznie odwróciłąm wzrok. Spojrzałam na panią Wright. Miała czerwone policzki.
-Panie Jacobie Glass. Jeszcze raz się pan spóźni, to wyślę pana do dyrektora!
-Przepraszam pani profesor.- uśmiech, który posłał jej Jacob, mógłby zniewolić wiele serc.
-Dobrze, siadaj koło panny Collins.- powiedziała, już milszym tonem.
Posłałam zdumione spojrzenie Alecowi który tylko podniósł jedną brew do góry i uśmiechnął się rozbawiony. Westchnęłam ciężko i przysunęłam się bliżej brata. Nauczycielka zaczęła mówić o nowym temacie lekcji, gdy poczułam jak Jacob siada obok mnie. Bił od neigo niesamowity żar i tylko cudem się nie odsunęłam. Wyciągnęłam z torby zeszyt w którym zapisywałam nowe teksty piosenek dla Back To Start, zespołu, w którym byłam wokalistką, który założyłam wraz z moimi trzema najlepszymi przyjaciółmi Mattem, Sebastianem i Scottem. Jednym uchem słuchałam Wright, drugim słyszałam nową piosenkę:
You're a spark without flame
I'm a desert in the rain
You're a mountain and I'm stepping stone
So walk away from your pride
It's demon is disguise
And it won't help you to calm the swelling tide
Show me that your're human, you won't break
Oh love your flaws and live for your mistakes
Beauty's on the surface wearing thin
Come closer show the marks upon your skin
Show me that you're human
Show me that you're human
He runs away, hoping to fly high
Just to stumble at the sound of farewell
Watching without words
Waits at the window and amaze him
Empty space inside
Callously helping
To her bad dreams, worries
Have you heard goodbye?
Is a word of greeting?
They are one person
There are two lonely people
They are her three together
They are for everyone
Stand near the stairs
You'll see something
One to saying
Confusion has its price
Love does not lie
It is loose in the woman who complains
Saying that was lost
And choking on the word greetings
They are one person
There are two lonely people
They are her three together
They are for everyone
Nigdy nie myslałam nad tym, czy się do tego nadaję, znaczy się do pisania i śpiewania.To samo przychodziło. Było moim zajęciem w tych najcięższych chwilach. Wytchnieniem.
-Czy panna Collins chciałaby się z nami czymś podzielić ?- zapytała złośliwie Wright zmierzając do naszej ławki.
-Nie.-odpowiedziałam pewnym siebie głosem ukradkiem chowając zeszyt do torby.
Alec razem z Jacobem dusili w sobie śmiech. Wright wyglądałą na zaskoczoną tym, że ktos się jej postawił. Ja natomiast zaczynałam myśleć, że może jednak nie jest taka zła.
Choć zmieniłam zdanie po całym dniu zajęć. Jedyna i najcięższą pracą domową była oczywiście z chemii. Gdy wracałam do domu wraz z Aleckiem wyklinałam na czym świat stoi naszą "kochaną nową wychowawczynię". Po zjedzeniu obiadu, odrobiłam tą cholerną chemię, wzięłam prysznic i przebrałam się w luźne spodnie od piżamy czarne w kropki i biało-czarną bluzkę z krótkim rękawkiem. Związałam włosy w luźnego koka i spakowałam do torby książki na następny dzień. Posiedziałam chwilę na czacie rozmawiając z Sebastianem. Później zawołałam Aleca, razem wpakowaliśmy się do mojego łóżka obydwoje w piżamach i włączyliśmy horror na laptopie. Opowiadał on o dziewczynie, którą zastała apokalipsa zombii. Niby banał, ale my go uwielbialiśmy. Poza tym, leżenie najczęściej w moim łóżku i oglądanie horrorów, to był taki nasz mały zwyczaj. Alec zasnął w połowie filmu, kiedy się okazało, że najlepsza przyjaciółka głównej bohaterki jest w niej zakochana. Wyłączyłam laptopa, odłożyłam go na szafkę nocną, stojąca obok łóżka, okryłam nas obydwoje kołdrą i sama zasnęłam, kiedy moja głowa ponownie dotknęła poduszki.
:)
Cześć i czołem wszystkim, którzy to czytają! Mam nadzieję, że Was nie rozczarowałam i że się podobało, liczę na szczere komentarze.
Od razu mówię, że rozdział będą się pojawiać raz na tydzień.
Tak więc, dziękuję za czytanie, i proszę o komentowanie. Pa!:*
Subskrybuj:
Posty (Atom)