W pokoju znajdowała się para ludzi stojąca przy łóżeczku. Kobieta była niezbyt wysoka, miała brązowe oczy i kaskadę blond włosów.Ubrana w dżinsy i niebieski sweterek,była piękna z twarzą w kształcie serca i z dwoma dołeczkami w policzkach,widocznymi gdy tylko uśmiechnęła się do osoby stojącej obok niej. Mężczyzna miał czarne włosy i niebieskie oczy.Był ubrany w sprane dżinsy i niebieską koszulę z kołnierzem. Wysoki i umięśniony przyglądał się dziecku śpiącemu w kołysce.
Mężczyzna przytulił żonę i pocałował ją w czoło, gdy nagle do pokoju wtargnęli mężczyźni w czarnych,okrutnych maskach ubrani na w tem sam kolor. W rękach mieli różdżki, które wycelowali w parę. Rozbłysło czerwone światło i dwoje ludzi przytulonych do siebie, leżało na ziemi bez życia.
Momentalnie oderwałam się od szyi chłopaka. Obydwoje ciężko oddychaliśmy patrząc na siebie rozszerzonymi źrenicami. Jacob wydawał się tak samo zdziwiony i przerażony jak ja.
-Co widziałaś?-jego głos był cichy i zachrypnięty.
-Pokój z niebieskimi ścianami. Twój pokój z dzieciństwa.I chyba twoich rodziców. A ty?-nie chciałam mówić mu nic więcej. Nie teraz.
-To co ci robił ojciec, gdy byłaś mała. A ty tylko chciałaś chronić brata...Tak mi przykro Ally..
Odwróciłam wzrok od tych brązowych tęczówek. Nie miałam siły w nie dłużej patrzeć.
-Nie chcę o tym rozmawiać.
-Ale...
-NIE Jacob!- podniosłam głos niezdolna już dłużej hamować emocji.
Chłopak tylko popatrzył na mnie, pokiwał głową i mocno do siebie przytulił.
-Nie jesteś już sama-wyszeptał mi do ucha.
A ja.. rozsypałam się. Cała ta sytuacja z Przemianą,ponowną zmianą szkoły, opuszczeniem ludzi, których kocham...
To było dla mnie za wiele. Rozpłakałam się. Łzy zlatywały mi z policzków i brody na koszulę Jacoba,mocząc ją, ale on się tym nie przejmował. Tulił mnie do siebie i głaskał po włosach. Wdychałam jego zapach, nawet nie próbując powstrzymać łez.
W końcu po kilku minutach, uspokoiłam się, przestałam płakać i spojrzałam zaczerwionymi oczyma na chłopaka.Ten uśmiechnął się krzywo i powiedział:
-Wyglądasz strasznie.
-Dzięki,potrzebowałam właśnie takich komplementów .
-Wiedziałem.
-Mógłbyś mnie zostawić? Chciałabym jeszcze odpocząć.
-Jasne. Zawołaj mnie gdy tylko będziesz czegoś potrzebowała.
Skinęłam głową bez słowa i chłopak wyszedł.
Wypuściłam powietrze z płuc. Czułam się, jakbym przetrzymywała je tam od dwunastego roku życia. Poczułam ulgę, która zrzuciła kamień z mojego serca i duszy.
Usiadłam przy biurku, wyciągnęłam kartkę i długopis i zaczęłam pisać.
Każdy krzyk mój zagłuszony w Tobie,
Każdy list spalony w Twojej głowie,
A Twój wzrok wciąż mnie prześladujący,
Niewarty, ani jednej łzy.
Każda chwila spędzona z Tobą,
od tego czasu była torturą.
Moje serce co zawiłą nocą,
nie znaczy już nic, w duszy ból.
Każdy gest jest skierowany obok,
Każdy śmiech, ucieka inna drogą,
a Twój głos, który był moją bronią,
teraz tylko przynosi mi ból..
Nasza przestrzeń się zmieniła ponoć,
skrzywdziłeś mnie,nie wybaczę Ci tego,
Zniszczyłeś nasz, następny świt.
Już nie patrze na te zdjęcia w ramce,
Mogę udawać uśmiech
Mogę zmusić się do śmiechu
Mogę tańczyć i odgrywać rolę
Potrafię się odpowiednio nastawić
Być dobrą maszyną
Jestem w stanie dźwigać cały ciężar świata
Lecz jestem tylko człowiekiem
I krwawię, gdy upadam
Jestem tylko człowiekiem
Rozbijam się, łamię
Twoje słowa w mojej głowie, noże w moim sercu
Staram się, wyczyścić własną pamięć,
Odejdź, nie chce widzieć Cię już.
Tak,właśnie tego potrzebowałam. Schowałam kartkę pod poduszkę i położyłam się na łóżku.Zaraz potem, zapadłam w sen.
-Ally wstawaj, czas na śniadanie.
Otworzyłam oczy i ujrzałam Arię stojącą nad moim łóżkiem. Podniosłam się powoli do pozycji siedzącej i spojrzałam na swoją współlokatrokę. Była już ubrana w przepisowy mundurek i była już delikatnie umalowana. Zmrużyłam oczy i rzuciłam w nią poduszką, na której jeszcze przed chwilą spoczywała moja głowa. Zaskoczona dziewczyna oberwała prosto w twarz. 1:0 Dla mnie pomyślałam uśmiechając się z satysfakcją.
-A ja myślałam,że ty jesteś z tych grzecznych.- burknęła do mnie odrzucając poduszkę,którą zręcznie złapałam i położyłam na jej miejsce.
-Nie wtedy gdy się mnie budzi.
-Mhm. Teraz wstawaj i idź się umyć i ubrać. Zaraz będzie śniadanie.
Podniosłam się niechętnie, zabrałam swój mundurek i ruszyłam do łazienki. Gdy spojrzałam w lustro, zdziwiłam się. Powinnam mieć czerwone i zapuchnięte oczy po wczorajszym płakaniu. A tu nic. Wyglądałam...Dobrze. Duże,jasne oczy okalane gęstymi czarnymi rzęsami,odwzajemniły moje spojrzenie, różowe pełne usta rozciągnęły się w mimowolnym uśmiechu. Wzięłam szybki prysznic,ubrałam mundurek, pomalowałam usta moim ulubionym arbuzowym błyszczykiem i wyszłam z łazienki. Wzięłam swoją torbę i skinęłam na przyjaciółkę. Wyszłyśmy z pokoju i zeszłyśmy na parter. Byłam wdzięczna Arii, że nagabywała mnie o wczoraj. Po prostu udawałyśmy, że nic się nie stało.Gdy stanęłyśmy przed drzwiami stołówki, popatrzyłam na lokatą z rozbawieniem.
-Przedstawienie?-zapytałam.
-Jak najbardziej.-odpowiedziała również rozbawiona sytuacją.
Otworzyłyśmy drzwi stołówki. Tak samo jak wczoraj, wszystkie głowy obróciły się w naszym kierunku. Uśmiechnęłyśmy się do siebie coraz bardziej rozbawione. Dopiero gdy usiadłyśmy ze swoim śniadaniem przy wolnym stoliku, odwrócili od nas twarze. Lokata pokręciła głową śmiejąc się. Gdy nabrałam do buzi sporą porcję płatków czekoladowych z mlekiem, przysiadły się do nas dwie osoby. Dwóch chłopaków, których nigdy wcześniej nie widziałam. Jeden miał burzę jasnych loczków na głowie i zielone oczy, drugi brązowe włosy i oczy w kolorze złota. Obaj byli postawni i wysportowani.I obaj się do nas uśmiechali.
-Jestem Josh- przedstawił się złotooki.
-A ja Sam- dopowiedział blondyn.
-Ally, to moi walnięci koledzy.-powiedziała Aria.
-Walnięci?!-oburzył się Sam.
-Koledzy?!- zawołał w tym samym czasie Josh.
-Tak. A to bałwany jest moja współlokatorka Alyssa
Podałam każdemu z nich rękę, którą obydwaj uścisnęli i ucałowali.
Rozbawiona spojrzałam na przyjaciółkę. Uśmiechnęła się do mnie i wyjaśniła.
-Nie zwracaj na nich uwagi. To szkolne błazny.
-My?! Błazny?!- wrzasnęli chłopcy na całą salę. Każda osoba w pomieszzceniu spojrzała na nasz stolik.
-Nie, błazenki.-mruknęłam sarkastycznie.
-Przestańcie się drzeć.
-To nas nie przezywaj.-burknął Josh
-Nie przezywam, stwierdzam fakt.- odpowiedziała mu Aria, a potem zwróciła się do mnie- Josh jest czarodziejem a Sam wampirem. Sprawiają w szkole same kłopoty. Ciągle robią komuś kawały i dowcipy.
-Przynajmniej jest śmiesznie-stwierdził Sam.
Zauważyłam, że Josh ciągle wlepia swoje oczy w Arię, z którą teraz zawzięcie o czymś dyskutował.
-Założysz się, że do końca tego dnia, się pocałują?- szepnęłam do Sama.
-Mowy nie ma. Aria go nie lubi w ten sposób.
-To zakładasz się?
-Pewnie. I tak przegrasz.
-Zobaczymy.
-Okej, jeśli ja wygram, to będziesz przez cały jutrzejszy dzień chodzić w samej bieliźnie. Tylko takiej seksownej.-No, chłopak ma wyobraźnię, pomyślałam.
-Ale jeśli Ty przegrasz, to będziesz jutro paradował w różowej czarodziejskiej szacie. Caluśki dzień.
-A skąd ja mam ją wziąść?
-Twój kumpel to czarodziej.
-Ano tak. Okej. Więc zakład stoi.-powiedział chłopak.
Gdy skończyliśmy jeść, razem z chłopakami poszłyśmy do sali 105 na Historię. Profesor Sage była kobietą po pięćdziesiątce z dziwnym upodobaniem do różowego koloru. Naprawdę! Cała ubarna na różowo z włosami spiętymi na szczycie głowy i okrągłymi okularami. Przypominała mi wielgachną, różową ropuchę. Usiadłyśmy razem z Arią w ławce przed chłopakami, gdy zadzwonił dzwonek. W klasie byli także Sebastian i Jacob. Obydwaj uśmiechnęli się do mnie ciepło, gdy tylko weszłam.
Po lekcji z ropuchą, przyszedł czas na Demonologię. Margaret Montgomery była wysoką kobietą o rudych włosach i błękitnych oczach. Miała przyjemny dla ucha głos i od razu zaciekawiła mnie swoim przedmiotem.
Angielskiego uczyła Linsdey Kelly, Literatury Samantha Hale, która od razu przypadła mi do gustu. Była to miła kobieta, która tak strasznie przypominała mi mamę. Przerwę na lunch spędziłam z Arią, Samem i Joshem na kampusie, pod drzewem zaśmiewając się do łez. Chłopcy mieli naprawdę świetne poczucie humoru.
-Hej Sam, czemu nie masz dziewczyny?-zapytałam zaśmiewając się z jego dowcipu.
-Ja w dziewczynach nie gustuję, skarbie.
-Naprawdę? -zapytałam z szeroko otwartymi oczyma.
-Tak.-wyszczerzył się do mnie w uśmiechu.
-Zmienił orientację, gdy wszystkie dziewczyny w tej szkole odrzuciły jego zaloty. -zdradził mi Josh ze śmiechem.
-A ty, gdy Ciebie odrzucili wszyscy chłopcy.-odciął się przyjacielowi Sam.
-Nie, stary. Ty mnie nigdy nie odrzuciłeś. Chociaż, zdradzę Wam, że wolę dziewczyny.-mówiąc ostatnie zdanie, mrugnął do Arii, która zapłonęła rumieńcem.
-Ciebie to nawet Ropucha by nie chciała.
-A Ciebie....No dobra, nie mam na to riposty.
Przerwa się skończyła i zaczęła się łacina, której uczył Oskar Curtis. Był do mężczyzna po trzydziestce z niebieskimi, wodnistymi oczkami. Nie przypadł mi do gustu.
Gdy weszłam do klasy profesor Bonnie Bennet, myślałam, że przeniosłam się do innego wymiaru. Klasa była zaciemniona, i było w niej gorąco i trochę duszno. Ale wynagradzała to nauczycielka. Była to kobieta w wieku około 27 lat. Miała brązowe, kręcone włosy sięgające jej bioder i ciepłe, czekoladowe oczy. Uśmiechała się z czułością do swoich uczniów.
-Kochani, dziś sobie trochę poczarujemy. Proszę każdego obecnego czarodzieja, by dobrał się w parę z innym stworzeniem magicznym, tak by w każdym duecie była czarownica lub czarodziej.
Uśmiechnęłam się z satysfakcją mając już obmyślony w głowie plan.
-Josh!-zawołałam machając do chłopaka.
Kiedy każdy dobrał sobie parę, nauczycielka stanęła pośrodku sali, a my blisko niej.
-Stańcie naprzeciwko siebie. Niech osoba niemagiczna pomyśli jedno swoje życzenie, to ma być dobre życzenie, nie wyrządzające nikomu krzywdy, a czarodziej lub czarownica ma za zadanie je spełnić.
Boże, ja chyba ucałuję tą kobietę przemknęło mi przez głowę, a szeroki uśmiech wypłynął mi na usta.
Josh spojrzał na mnie zdziwiony mruknął, tak, bym tylko ja mogła go usłyszec.
- Ja się chyba Ciebie boję dziewczyno.
Zaśmiałam się. Po chwili oczyściłam swój umysł i pozostawiłam tylko jedną myśl.
Niech oni się dziś pocałują.Niech oni się dziś pocałują.
Powtarzałam te słowa jak mantrę. Po minucie profesor Bennet kazała nam przerwać. Każda para miała coś wyczarowanego. Jedni czerwoną róże, drudzy misia, a inni jak na przykład Aria będąca w parze z Samem wielką, ohydną zieloną ropuchę. Na ten widok wszyscy się roześmiali. Tylko ja i Josh nic nie mieliśmy.
-O czym pomyślałaś?-zapytał cicho mój partner, gdy wychodziliśmy z sali idąc na następną lekcję.
- O zwycięstwie.-odpowiedziałam wesoło, na co chłopak popatrzył na mnie jak na umysłowo chora i tylko pokręcił głową.
-Chyba nie chcę wiedzieć.
-Chcesz. Ale ja ci nie powiem.
Na wychowaniu fizycznym, nie było nauczyciela, nikt nie wiedział dlaczego, więc całą klasą poszliśmy na błonia. W czwórkę, usiedliśmy pod tym samym drzewem, co na przerwie na lunch. Rozmawialiśmy o lekcjach, świecie pozamagicznym i o wszystkim. Chłopcy wygłupiali się rozśmieszając nas do łez. Zauważyłam że Josh usiadł bardzo blisko Arii, a ona szeptała mu coś na ucho. By Sam się nie zorientował o co chodzi, wzięłam go za rękę i poszliśmy na spacer. Chodziliśmy wokół drzew śmiejąc się i rozmawiając. Gdy wróciliśmy do przyjaciół, zastaliśmy bardzo ciekawy widok. Josh siedział oparty plecami o drzewa, Aria mu na kolanach i oboje byli bardzo sobą pochłonięci. Całując się namiętnie, nawet nie zauważyli że wróciliśmy. Rozbawiona tą sytuacją chrząknęłam znacząco. Gołąbeczki natychmiast się od siebie oderwały.Josh uśmiechał się jak głupi, a moja przyjaciółka miała wściekle różowe policzki i usta.
-Nie przeszkadzajcie sobie-powiedziałam.
-Ale...My...No..Ten tego...
-Twoja elokwencja Joshua mnie powala.- stwierdził Sam.
-A ugryź się.
-Nie, to nie smaczne. Wolałbym krew Ally.- powiedział blondyn.
-Ani mi się waż pijawo. To moja współlokatorka,- zawołała Aria.
-Spokojnie ja tylko żartowałem.
-No to my was zostawiamy. Idziemy na lekcję, za minutę dzwonek.-powiedziałam.
-My też idziemy.
Ruszyliśmy z Samem przodem. Gdy dostatecznie oddaliliśmy się od przyjaciół, uśmiechnęłam się do chłopaka szeroko. Ten tylko spojrzał na mnie, pokiwał głową, zamyślił się na chwilę i też szeroko uśmiechnął.
-Załatwione mała.
Zdziwiłam się, że tak łatwo przyjął porażkę, ale nic nie powiedziałam.
Biologii uczył postawny choć wysoki mężczyzna, wyglądający trochę jak Dumbledore. Miał długie, swie włosy i taką samą brodę, jasne wnikliwe oczy i radosny uśmiech. Jego twarz była poorana zmarszczkami. Był ubrany jasnoniebieską szatę w żółte gwiazdki. Wyglądał.. Naprawdę dziwnie i komicznie. Każdy uczeń traktował go z szacunkiem, tak samo jak każdy nauczyciel. Miał miły, pogodny głos i był strasznie życzliwy. Do każdego odnosił się z radosnym uśmiechem. Od razu go polubiłam. Był jak dziadek, którego nigdy nie poznałam. Po lekcji zatrzymał mnie chwilę w swojej klasie.
-Bardzo się cieszę, że do nas trafiłaś Alysso.
-Ja też proszę pana.
-Mam nadzieję, że będziesz się u nas dobrze czuła. A w razie czego, możesz się zwrócić do mnie.
-Dobrze, dziękuję, proszę pana.
W duchu zaczęłam go nazywać Albusem Dumbledorem.Naprawdę mi go przypominał.
Przez to,że profesor zatrzymał mnie w klasie, spóźniłam się na następną lekcję. Weszłam do szatni położonej niedaleko sali gimnastycznej i rozejrzałam się dookoła. Pomieszczenie był duże i wszędzie były szafki z nazwiskami. Znalazłam swoją, z numerem 209 i ją otworzyłam. W środku znajdowały się czarne buty do biegania, czarne którkie spodenki i biała bluzka z krótkim rękawkiem. Prędko dobiegłam do drzwi sali, i oddychając miarowo weszłam do niej. Zaczęły się już zajęcia. Nigdzie nie zobaczyłam nauczyciela więc podeszłam do Arii. Koleżanka była ubrana tak samo jak ja. Bez słowa podała mi gumkę do włosów. Zrobiłam wysokiego kucyka.
-Dzięki.
-Spoko.
-A gdzie jest nauczyciel? -zapytałam.
-Za tobą-odpowiedział mi męski lekko schrypnięty głos.
Posłałam Arii mordercze spojrzenie i powoli odwróciłam się na pięcie.
Za mną stał wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. W pierwszej chwilii wzięłam go za ucznia.Ubrany w białą bluzkę i szare spodnie od dresu.Nie mógł mieć więcej niż 20 lat. I był zabójczo przystojny. Blond włosy kontrastowały z opaloną, wsyportowaną sylwetką. Ale najpiękniejsze były oczy. Szare, w kolorze morza podczas sztormu.
-Dzień dobry.-powiedziałam uśmiechając się niepewnie.
-Jesteś tu nowa, prawda?- zapytał nie przywitawszy się. Już miałam coś na to odpowiedzieć, gdy w porę się opamiętałam. Przecież on był nauczycielem.
-Tak.
-Nie będę Cię traktował ulgowo. Dzisiaj biegamy. Pięć okrążeń wokół Scholi.
I ty myślałeś że się przestraszę? Phii....
Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem i ostatencyjnie odwróciłam się do niego plecami.
No to się zdziwisz.
Aria patrzyła na mnie z niemym szokiem. Wzięła mnie za ramię i odprowadziła na bok.
-Przecież on jest nauczycielem! Powinnaś być..milsza.
-Mowy nie ma.Najpierw niech on zacznie być kulturalny.
Przyjaciółka pokręciła głową z rozbawieniem.
-Z Tobą napewno nie będę się nudzić.
-To akurat wiem.-wyszczerzyłam do niej zęby w uśmiechu.
-Dobra, chodź. Zaczynamy.
Każdy w sali skończył się rociągać, poprawiać buty itp. Ustawliśmy się w linii prostej. Stałam między Arią a Samem.
-Będę liczyć do trzech. Gdy skończę, pobiegniecie.-powiedział Pan Zły i Straszny.- Jeden..Dwa...Trzy!!!
Ruszyliśmy. na początku tzrymałam się blisko przyjaciół. A potem... Coś we mnie wstąpiło. Wyprzedzałam każdą kolejną osobę. Z każdym oddechem stawałam się coraz szybsza. I wcale się nie męczyłam. Biegłam tak, jakbym chciała uciec. Uciec od rzeczywistości. Czułam wiatr we włosach i miły zapach świeżo skoszonej trawy. Czułam się świetnie. Biegłam kilka minut. W końcu zorientowałam się, że nikogo nie ma. Ani za mną, ani przede mną. Zdziwiona wróciłam do sali. Wszyscy już tam byli, czerwoni na twarzy i z trudem łapiąc oddech. I patrzyli się na mnie...Dziwnie patrzyli. Podeszłam więc do czwórki przyjaciół.
-Czemu się tak na mnie gapią? I czemu wy się gapicie?
-Skarbie, podczas gdy my wszyscy przebiegliśmy z trudem pięć okrążeń, Ty zrobiłaś.... Piętnaście, nawet się nie męcząc.-powiedział Sam patrząc na mnie z podziwem.
Piętnaście?
-Zgubiłam rachubę.
Przyjaciele tylko pokręcili głowami uśmiechając się do mnie. Po zajęciach, poszłyśmy z Arią i resztą dziewczyn do naszej szatni. Każda wyrażała swój podziw względem mojej kondycji i wszystkie chciały wiedzieć, jak to zrboiłam. Ja tylko wzruszałam ramionami i odpowiadałam, że lubię biegać.
Po kolacji, umyte i ubrane w piżamy, leżałyśmy już z Arią w łóżkach. Dziewczyna opowiadała mi szeptem, że już od dawna była zakochana w Joshu i że ten ich pierwszy pocałunek był cudowny. Cieszyłam się ze szczęścia lokatej. Gdy zasnęłam, miałam miłe sny. Tylko para pięknych, szarych oczu ciągle mnie prześladowała.
Rano wstałam bez pomocy przyjaciółki, wzięłam prysznic, pomalowałam rzęsy i usta, ubrałam mundurek i wróciłam do pokoju. Lokata właśnie wstawała z łóżka i zbierała się do łazienki ziewając.
-Sama wstałaś.-wyraziła swe zaskoczenie blondynka.
Uśmiechnęłam się tylko do niej. Gdy wyszła z łazienki, ubrana i już do reszty wybudzona, wzięłyśmy swoje torby i ruszyłyśmy na śniadanie. Dziś zrezygnowałam z płatek i wzięłam sobie dwie kanapki z dżemem truskawkowym. W stołówce było gwarno, każdy stolik i siedzenie zajęte oprócz naszego Josh już siedział przy nim, ale bez Sama.Za to z Jacobem. Posłałam czarodziejowi zaskoczone spojrzenie a ten ledwo dostrzegalnie wzruszył ramionami.
-Hej.- powiedziałyśmy z Arią jednocześnie siadając przy stoliku. Lokata i Josh od razu zaczęli nas ignorować i zajęli się sobą.
-Jak się czujesz?-spytał mnie Jacob.
-Dobrze.Dzięki, ze pytasz.I za tamto.-posłałam mu słodki uśmiech.
-Nie ma za co. Właśnie. Chciałem Cię zapytać czy byś....-nie dokończył.
Bowiem w sali pojawił się ktoś, kto z całą pewnością nie wyglądał dziś normalnie.
-------
Mam nadzieję, że się podoba. Spóźniony, ale za to długi ;) :D
Music in loneliness
środa, 14 października 2015
wtorek, 13 października 2015
To znowu Jaa
Tak wiem, miałam pisać nowy rozdział. Obiecuję,że napiszę go w tym miesiącu. Ale mam pytanko. Będzie ktoś z Was w tym roku na Targach PGA w Poznaniu? 16-18 października. Bo ja będę. Strasznie się tym jaram i wgl. Fajnie byłoby spotkać kogoś z Was na tej imprezie. Jeśli ktoś będzie, to proszę pisać w komentarzach poniżej.
I wgl moglibyście napisać w komentarzach, np. jakieś swoje życzenia o następnym rozdziale, co byście chcieli w nim przeczytać itp. Tak wiem, pisze bez sensu :D No ale to cała ja. Jestem najgorszą bloggerką na świecie i pewnie już nikt nie wchodzi na tego bloga, ale co mi tam :)
Tak więc, już kończę.
Do następnego rozdziału,
Pozdrawiam,
Wasza najmniej lubiana bloggerka Xd :)
I wgl moglibyście napisać w komentarzach, np. jakieś swoje życzenia o następnym rozdziale, co byście chcieli w nim przeczytać itp. Tak wiem, pisze bez sensu :D No ale to cała ja. Jestem najgorszą bloggerką na świecie i pewnie już nikt nie wchodzi na tego bloga, ale co mi tam :)
Tak więc, już kończę.
Do następnego rozdziału,
Pozdrawiam,
Wasza najmniej lubiana bloggerka Xd :)
niedziela, 11 października 2015
Od autorki
Okej. Będę kontynuować tego bloga. Wiem, ciągle zaslaniam się szkołą, ale to prawda. Jestem już w klasie 1 Technikum i mimo iż to fopiero początek roku, już mnie zawalili pracami domowymi i sprawdzianami. Ale będę się starać, obiecuję!!!
Ale przydałyby się Wasze komentarze. Bardzo. :(
Pozdrawiam :)
Ale przydałyby się Wasze komentarze. Bardzo. :(
Pozdrawiam :)
poniedziałek, 14 września 2015
Od autorki.
Wiem, jesteście na mnie źli ale musicie mi to wybaczyć. Szkoła i te sprawy... Mam pytanie. Chcecie zebym kontynuowała tego bloga? Jeśli tak, prosze wpisywac sie w komentarzach pod postem... Bardzo mi na tym zależy, więc. :)
sobota, 22 sierpnia 2015
Rozdział VII
-Chyba się budzi.
Usłyszałam czyjś głos.Jakiejś dziewczyny. Arii. Otworzyłam oczy. Leżałam na łóżku w moim nowym pokoju a nade mna pochylała się moja współlokatorka, dyrektorka szkoły, bodajże pielęgniarka i co ciekawe Sebastian i Jacob. Usiadłam szybko i się skrzywiłam. Głowa zaczęła mnie niemiłosiernie boleć.
-Uważaj złotko, nie powinnaś tak szybko wstawać-głos pielęgniarki był chropowaty i niemiły dla ucha.
Kiwnęłam delikatnie głową na znak zgody i rozejrzałam się po twarzach zebranych w pokoju.
-Co się stało?
-Zemdlałaś w stołówce.-usłyszałam odpowiedź z ust dyrektorki.
-Tak, nieźle mnie wystraszyłaś, myślałam że zawału dostanę.-powiedziała Aria i spojrzała na mnie karcąco.
-Ale dlaczego? Ja jeszcze nigdy nie straciłam od tak sobie przytomności.
-Nie wiemy, może to przez to, że to dla ciebie zmiana, nowe otoczenie, nowa szkoła, nowi znajomi....-powiedziała pielęgniarka.
-Albo może przez to że była głodna.-po raz pierwszy głos zabrał Jacob.
Spojrzałam na niego zdziwiona.Dyrektorka zauważyła mój wzrok więc zapytała.
-Alysso, kiedy było ostatnie karmienie?
-Jakie karmienie, przecież jeszcze nie zdążyłam zjeść swoich płatków.
-Chodzi nam o to, kiedy ostatnio piłaś krew.
Spojrzałam na nią osłupiała.
-Eee...Nigdy?.
Wszyscy zebrani w pokoju popatrzyli po sobie zaskoczeni.
-Więc dlatego zemdlałaś. Ally, myślę że powinnaś jak najszybciej napić się krwi.-powiedziała Aria.
-Niestety, nasze zapasy się skończyły, dostawa będzie tu dopiero za jakieś dwie godziny.-wyjaśniła przepraszającym tonem pielęgniarka i wyszła z pokoju.
-Ale do tego czasu, ona może albo umrzeć z pragnienia, albo nas wszystkich zaatakować.-głos Sebastiana był pełen niepokoju.
-Wiem, ale nie możemy nic zrobić. Dostawa będzie dopiero za dwie godziny.-dyrektorka wydawała się zasmucona.
-Nie możemy czekać.-Aria wydawała się coraz bardziej przerażona.
-Nie musimy.-odezwał się cicho Jacob.
-Słucham?-spytała zaskoczona dyrektorka.
-Powiedziałem, że nie musimy czekać. -powtórzył dobitnie.
-Więc co zrobimy?-zapytał mój przyjaciel.
-My nic. Ja muszę. Dam jej swoją krew.
-Nie ma mowy!-Sebastian był oburzony.
-Ty jako wampir, na niewiele się jej teraz zdasz, krew Arii jest niewystarczająca i niebiezpieczna, ponieważ jest wiedźmą, a pani dyrektor jest nosferatu,więc też odpada. Tylko moja krew, jako odpowiednik ludzkiej krwi, może jej pomóc.
-Nie chcę tego mówić, ale pan Glass ma rację. -odezwała się po minucie ciszy dyrektorka.
-To prawda. Zapewnijmy im trochę prywatności.-stwierdziła moja koleżanka i wyprowadziła za rękę z pokoju oburzonego i zdenerwowanego Drake'a. Dyrektorka wyszła za nimi i zamknęła drzwi. Popatrzyłam na chłopaka wielkimi oczyma.
-Wcale nie musisz niczego robić,nie chcę pić krwi, czyjejkolwiek krwi.
-Właśnie że musisz. I wypijesz moją.
Jacob usiadł na łóżku, podniósł mnie jakbym nic nie ważyła i posadził sobie na kolanach. Oparł się plecami o ścianę. Wpatrywałam się w niego zaskoczona i oburzona jednocześnie.
-Nie musiałeś sadzać mnie sobie na kolanach.
-Wiem, ale tak będzie łatwiej.
Przybliżył swoją twarz do mojej. Już myślałam że mnie pocałuje, jednak zatrzymał swoje usta zaledwie kilka milimetrów od moich warg.
-Twoja kolej maleńka.- powiedział lekko zachrypniętym głosem.
Nie wiedziałam co mam robić, patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana.On jednak uśmiechnął się łobuzersko i odsłonił przede mną swoją szyję.Niebieskie żyły pulsowały pod delikatną śniadą skórą.Chwilę wpatrywałam się w ten widok zaczarowana a potem go ugryzłam.
Nawet nie poczułam jak wysuwają się kły i wbijają w cienką skórę.Do moich ust wlała się ciepła i słodka krew chłopaka. Była upajająca. Wreszcie czułam że żyję. Jego energia życiowa krążyła w moich żyłach, nasze serca złapały ten sam rytm. Byliśmy jednością.Cieszyłam się jak małe dziecko.Byłam szczęśliwa. Lecz zaraz przestałam.
W mojej głowie pojawiły się obrazy. Pędziły jak kalejdoskop rozmazując kolory.
Poczułam zapach świeżo skoszonej trawy, ciasteczek czekoladowych i czyichś perfum. Kobiecych. I naraz wszystko stanęło, ustało. Byłam w czyimś domu, małym ale przytulnym. Paliło się w kominku a na dworze było ciemno.Pokój był dziecięcy z niebieskimi ścianami,łóżeczkiem i różnymi zabawkami. Na ścianie, nad łóżeczkiem były przyklejone złote litery. JACOB.
Rozdział krótki, wiem, ale obiecuję, że następny będzie dłuższy i lepszy. Przepraszam za długą nieobecność, postaram się to naprawić :) Mam nadzieję, że mi wybaczycie :) :*
Usłyszałam czyjś głos.Jakiejś dziewczyny. Arii. Otworzyłam oczy. Leżałam na łóżku w moim nowym pokoju a nade mna pochylała się moja współlokatorka, dyrektorka szkoły, bodajże pielęgniarka i co ciekawe Sebastian i Jacob. Usiadłam szybko i się skrzywiłam. Głowa zaczęła mnie niemiłosiernie boleć.
-Uważaj złotko, nie powinnaś tak szybko wstawać-głos pielęgniarki był chropowaty i niemiły dla ucha.
Kiwnęłam delikatnie głową na znak zgody i rozejrzałam się po twarzach zebranych w pokoju.
-Co się stało?
-Zemdlałaś w stołówce.-usłyszałam odpowiedź z ust dyrektorki.
-Tak, nieźle mnie wystraszyłaś, myślałam że zawału dostanę.-powiedziała Aria i spojrzała na mnie karcąco.
-Ale dlaczego? Ja jeszcze nigdy nie straciłam od tak sobie przytomności.
-Nie wiemy, może to przez to, że to dla ciebie zmiana, nowe otoczenie, nowa szkoła, nowi znajomi....-powiedziała pielęgniarka.
-Albo może przez to że była głodna.-po raz pierwszy głos zabrał Jacob.
Spojrzałam na niego zdziwiona.Dyrektorka zauważyła mój wzrok więc zapytała.
-Alysso, kiedy było ostatnie karmienie?
-Jakie karmienie, przecież jeszcze nie zdążyłam zjeść swoich płatków.
-Chodzi nam o to, kiedy ostatnio piłaś krew.
Spojrzałam na nią osłupiała.
-Eee...Nigdy?.
Wszyscy zebrani w pokoju popatrzyli po sobie zaskoczeni.
-Więc dlatego zemdlałaś. Ally, myślę że powinnaś jak najszybciej napić się krwi.-powiedziała Aria.
-Niestety, nasze zapasy się skończyły, dostawa będzie tu dopiero za jakieś dwie godziny.-wyjaśniła przepraszającym tonem pielęgniarka i wyszła z pokoju.
-Ale do tego czasu, ona może albo umrzeć z pragnienia, albo nas wszystkich zaatakować.-głos Sebastiana był pełen niepokoju.
-Wiem, ale nie możemy nic zrobić. Dostawa będzie dopiero za dwie godziny.-dyrektorka wydawała się zasmucona.
-Nie możemy czekać.-Aria wydawała się coraz bardziej przerażona.
-Nie musimy.-odezwał się cicho Jacob.
-Słucham?-spytała zaskoczona dyrektorka.
-Powiedziałem, że nie musimy czekać. -powtórzył dobitnie.
-Więc co zrobimy?-zapytał mój przyjaciel.
-My nic. Ja muszę. Dam jej swoją krew.
-Nie ma mowy!-Sebastian był oburzony.
-Ty jako wampir, na niewiele się jej teraz zdasz, krew Arii jest niewystarczająca i niebiezpieczna, ponieważ jest wiedźmą, a pani dyrektor jest nosferatu,więc też odpada. Tylko moja krew, jako odpowiednik ludzkiej krwi, może jej pomóc.
-Nie chcę tego mówić, ale pan Glass ma rację. -odezwała się po minucie ciszy dyrektorka.
-To prawda. Zapewnijmy im trochę prywatności.-stwierdziła moja koleżanka i wyprowadziła za rękę z pokoju oburzonego i zdenerwowanego Drake'a. Dyrektorka wyszła za nimi i zamknęła drzwi. Popatrzyłam na chłopaka wielkimi oczyma.
-Wcale nie musisz niczego robić,nie chcę pić krwi, czyjejkolwiek krwi.
-Właśnie że musisz. I wypijesz moją.
Jacob usiadł na łóżku, podniósł mnie jakbym nic nie ważyła i posadził sobie na kolanach. Oparł się plecami o ścianę. Wpatrywałam się w niego zaskoczona i oburzona jednocześnie.
-Nie musiałeś sadzać mnie sobie na kolanach.
-Wiem, ale tak będzie łatwiej.
Przybliżył swoją twarz do mojej. Już myślałam że mnie pocałuje, jednak zatrzymał swoje usta zaledwie kilka milimetrów od moich warg.
-Twoja kolej maleńka.- powiedział lekko zachrypniętym głosem.
Nie wiedziałam co mam robić, patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana.On jednak uśmiechnął się łobuzersko i odsłonił przede mną swoją szyję.Niebieskie żyły pulsowały pod delikatną śniadą skórą.Chwilę wpatrywałam się w ten widok zaczarowana a potem go ugryzłam.
Nawet nie poczułam jak wysuwają się kły i wbijają w cienką skórę.Do moich ust wlała się ciepła i słodka krew chłopaka. Była upajająca. Wreszcie czułam że żyję. Jego energia życiowa krążyła w moich żyłach, nasze serca złapały ten sam rytm. Byliśmy jednością.Cieszyłam się jak małe dziecko.Byłam szczęśliwa. Lecz zaraz przestałam.
W mojej głowie pojawiły się obrazy. Pędziły jak kalejdoskop rozmazując kolory.
Poczułam zapach świeżo skoszonej trawy, ciasteczek czekoladowych i czyichś perfum. Kobiecych. I naraz wszystko stanęło, ustało. Byłam w czyimś domu, małym ale przytulnym. Paliło się w kominku a na dworze było ciemno.Pokój był dziecięcy z niebieskimi ścianami,łóżeczkiem i różnymi zabawkami. Na ścianie, nad łóżeczkiem były przyklejone złote litery. JACOB.
Rozdział krótki, wiem, ale obiecuję, że następny będzie dłuższy i lepszy. Przepraszam za długą nieobecność, postaram się to naprawić :) Mam nadzieję, że mi wybaczycie :) :*
środa, 15 lipca 2015
Rozdział VI
-A więc jak się tu znalazłaś?-zapytała mnie moja współlokatorka, zaraz po tym, jak usiadła koło mnie na moim łóżku.
-Przyjechałam samochodem.?
-Nie głupku. Chodziło mi o to, czym jesteś.
Zamyśliłam się chwile.
-Pół wampir, pół wilkołak.
-Ooo... Jestes hybrydą. Oczywiście, jest tu kilka hybryd, ale nie ma takich jak ty.
Żebyś tylko wiedziała...pomyślałam, ale szybko odsunęłam od siebie tę myśl.
-A ty?
-Stuprocentowa czarownica.
Moje brwi podjechały do góry.
-Nie patrz tak na mnie. Magia jest w mojej rodzinie dziedziczona z pokolenia na pokolenie.
-Mhm-mruknęłam.
-Okej, lekcje się już skończyły, ale jak chcesz, mogę ci się pomóc rozpakować, a potem oprowadzę Cię po szkole.
Kiwnęłam głową i wzięłyśmy się do pracy. Rozpakowałyśmy moje walizki, pochowałyśmy ciuchy i buty do szafy i komody, moje książki rozłożyłam na biurku i zdjęcie rodzinne przedstawiające mnie, mamę i Aleca roześmianych i beztroskich.Pamiętam tamten dzień,rok temu, byliśmy na wycieczce w zoo, Alec ciągle mnie rozśmieszał i robił głupie miny do zwierząt, a mama latała dookoła nas z aparatem. To były jedne z naszych najszczęśliwszych chwil po odejściu ojca. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Arii.
-Prawie bym zapomniała. Tu masz swój plan lekcji.Jesteśmy w tej samej klasie.-uśmiechnęła się do mnie wesoło.
-Super. Będziesz mogła mi pomomóc odrobić zaległości.. A książki?
-Są w twoim biurku- powiedziała, po czym podała mi mój nowy plan lekcji.
Codzienny plan zajęć: Alyssa Collins poziom 6:
0. 7.30-8.00 - Śniadanie, stołówka
1. 8.00-9.00 - Historia sala 105, prof. R.Sage
2. 9.00-10.00 - Demonologia sala 108, prof. M.Montgomery
3. 10.00-11.00 -Angielski sala 103, prof. L.Kelly
4. 11.00-12.00 - Literatura sala 112, prof. S.Hale
5. 12.00-12.30 - Przerwa na lunch, stołówka
6. 12.30-13.30 - Łacina sala 101, prof. O.Curtis
7. 13.30-14.30 - Magia sala 100,prof. B.Bennet
8. 14.30-15.30 - Wychowanie fiz. sala gimnastyczna,prof. D.Harvey
9. 15.30-16.30 - Nasza biologia sala 104, prof. P. Parker
10. 16.30-17.30 - Trening sala gimnastyczna, prof. D.Harvey
11. 17.30-18.00 - Kolacja, stołówka
Było już dawno po kolacji, więc Aria stwierdziła, że powinnyśmy iść spać, ponieważ cisza nocna zaczynała się o godzinie 21. Byłam mega zaskoczona, więc dziewczyna wyjaśniła mi, panujące tu zasady. Była cisza nocna, nie mogliśmy wchodzić na piętro nauczycielskie, do klas po lekcjach też nie mieliśmy wstępu, na korytarzach nie mogliśmy latać, czarować,gryźć,drapać,bić się i tym podobne. Nie mogliśmy bez wyraźnego powodu atakować innych uczniów i wrazie kłopotów powinniśmy iść z tym do profesorów. Na kampus mogliśmy wychodzić tylko w czasie przerwy na lunch, lub po lekcjach.
Gdy skończyła mi wyjaśniać zasady, zaczęła wchodzić w bardziej interesujące tematy. Kto jest największym ciachem w szkole? Kto największą wiedźmą,poniżającą innych? Najładniejsza para w szkole, najmniej lubiane osoby, itp. Aria powiedziała mi także, że jestem gwiazdą tego tygodnia, bo jak mi wyjaśniła, nie dość że pojawiłam się w środku roku szkolnego, to też jestem jeszcze hybrydą. Nie bardzo interesowało mnie, co ludzie mają do powiedzenia na mój temat.
Aria nie wypytywała mnie dlaczego zostałam hybrydą i byłam jej za to wdzięczna. Sama zaczęła mi opowiadać o tym, że w jej rodzinie magia jest rzeczą normalną i że jej rodzice i dziadkowie też chodzili to tej szkoły. Aria jest jedynaczką.
Jej rodzice nie są zbyt bogaci, mimo to, dziewczynie to nie przeszkadzało. Dowiedziałam si.ę także, że pochodzi z Londynu.
-A twoja rodzina?-zapytała po pewnym czasie, gdy już obie byłyśmy po prysznicu i w piżamach, i siedziałyśmy na swoich łóżkach.
-Ten chłopak, z którym tu przyjechałam, to mój brat bliźniak, Alec. Jakieś dwa miesiące temu, przeprowadziliśmy się z Los Angeles do Londynu, ponieważ moja mama znalazła bardzo dobrą ofertę pracy. Mam trzech najlepszych przyjaciół, z którymi śpiewam i gram koncerty. Scotta, Matta i Sebastiana. Sebastian jest wampirem i z tego co wiem, chodzi tu do szkoły. Alec jest moim bratem. On jeden, jedyny wie co się ze mną stało. Dlaczego stałam się opryskliwa, nieufna i samodzielna. Rozumiał mnie i kochał jak nikt inny. Ale zabroniłam mu mówić komukolwiek o tym co nas spotkało. Nie chciałam być wytykana palcami. Mój ojciec, który gwałcił mnie latami,a przed innymi udawał idealnego męża i ojca, odszedł od nas trzy lata temu. Właściwie to ja go zaszantażowałam, że pójdę na policję, jeśli od nas nie odejdzie. Wystraszył się i uciekł. Tchórz. Dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej? Ponieważ wiedziałam, że jeśli mu się przeciwstawię, to będzie to samo co ze mną, robił z Aleckiem. Chroniłam brata.
Sama nie wiem, czemu jej to powiedziałam. Nigdy nikomu nie wspominałam o ojcu, nikt nie wiedział prawdy. A teraz powiedziałam ją prawie obcej osobie. Ale czułam, że mogę jej zaufać.
Aria popatrzyła na mnie oczyma pełnymi łez. Wstała, przyklękła przy mnie i powiedziała:
-Bardzo, bardzo mi przykro że musiało Cię to spotkać. To piękne, że chroniłaś brata. Ale ten potwór, który zrobił z twojego życia piekło, powinien za to zapłacić. Obiecuję Ci, że pewnego dnia tak się stanie.
Teraz ja patrzyłam na nią szklistym wzrokiem.
-Dziękuję.-tylko tyle udało mi się wykrztusić.
Aria zrozumiała.Nie odwróciła się ode mnie, nie wyśmiała mnie. Po prostu mi współczuła. i byłam jej za to wdzięczna. Uścisnęła moja rekę. Spojrzałam na nią ze smutnym uśmiechem i ją przytuliłam. Zaśmiała się cicho i delikatnie odsunęła ode mnie.
- Na dziś koniec tych pogaduszek. Pewnie jesteś zmęczona całym dniem podróży.
Kiwnęłam twierdząco głową. Aria położyła się w swoim łóżku i już po paru minutach usłyszałam jej miarowy oddech i delikatne chrapanie.
Choć był lipiec, w nocy panował tu chłód. Wpełzłam pod kołdrę i położyłam głowę na poduszce. Rozmyślałam o tym, jak moje życie w tak krótkim tempie się zmieniło. Przeprowadziliśmy się, zmieniliśmy szkołę, umarłam, zostałam hybrydą, musiałam się wyprowadzić z domu i zamieszkać w szkole przypominającej Hogwart. I dowiedziałam się o istnieniu nadnaturalnego świata. W ciągu niecałych dwóch miesięcy, moje życie przewróciło się do góry nogami.
Zasnęłam śniąc o jednorożcach i krasnoludkach.
-Ally wstawaj!!
-Nie Alec, jeszcze nie.- wymamrotałam.
-Nie Alec, tylko Aria.
Podniosłam głowę i faktycznie. Aria kucała przed moim łóżkiem próbując mnie obudzić.
-No już wstaję.
-Ty idź do łazienki, masz już tam mundurek, a ja Cię spakuję.
-Mhm.
Łazienką było średniej wielkości pomieszczenie, które dzieliłyśmy tylko we dwie. Wystarczyło otworzyć drzwi, które znajdowały się niedaleko szafy Arii.
Zamknęłam za sobą drzwi, umyłam zęby, rozczesałam włosy i ubrałam się w mundurek, który obowiązywał każdego ucznia w szkole. Składał się z czarnej, prostej spódnicy przed kolano, białej koronkowej bluzki na ramiączka i czarnej marynarki. Do tego rajstopy i moje czarne baleriny i prezentowałam się całkiem nieźle. Podmalowałam usta truskawkowym błyszczykiem i wyszłam z łazienki.
Aria była ubrana tak samo jak ja, chociaż miała na sobie beżowe mokasyny.Wzięłyśmy swoje torby i wyszłyśmy z pokoju.
- A tak właściwie, która godzina?-spytałam lokatą gdy szłyśmy korytarzem.
-7.40.
Gdy stałyśmy przed drzwiami prowadzącymi do stołówki, szatynka zatrzymała się, spojrzała mi w oczy i z rozbawioną miną powiedziała.
-Przygotuj się na przedstawienie.
-Jakie przedsta...- nie dane mi było dokończyć, bo w tym momencie lokata otworzyła drzwi.
Wszystkie głowy jednocześnie obróciły się w naszą stronę. Przy każdym stoliku siedziało po cztery, sześć osób, w różnym wieku. I każda osoba wpatrywała się we mnie. Niektórzy z zaciekawieniem, inni z zazdrością(?), jeszcze inni z zaskoczeniem. A ja stałam tam z Arią osłupiała. Dziewczyna zachichotała, wzięła mnie za rękę i zaczęła prowadzić w stronę lady z jedzeniem. Po chwili otrząsnęłam się z osłupienia, wzięłam niebieską plastikową tackę, leżącą na końcu kolejki i podeszłam do jedzenia. Było tam mnóstwo rzeczy. Ja wzięłam sobie płatki czekoladowe z mlekiem, czyli to samo co Aria i ruszyłyśmy przez środek stołówki do stolika. Właśnie miałam usiąść na krześle, kiedy przed oczami zrobiło mi się ciemno i upadłam. Zdążyłam zobaczyć zaskoczone i przerażone spojrzenie Arii, znaim zemdlałam.
---------
Kochani! Rozdział krótki, i za to przepraszam. Jadę na dwa tygodnie na wakacje, więc w tym czasie nie dodam postu.. Mam nadzieję, że podoba Wam się mój blog.
Miłych wakacji :*
-Przyjechałam samochodem.?
-Nie głupku. Chodziło mi o to, czym jesteś.
Zamyśliłam się chwile.
-Pół wampir, pół wilkołak.
-Ooo... Jestes hybrydą. Oczywiście, jest tu kilka hybryd, ale nie ma takich jak ty.
Żebyś tylko wiedziała...pomyślałam, ale szybko odsunęłam od siebie tę myśl.
-A ty?
-Stuprocentowa czarownica.
Moje brwi podjechały do góry.
-Nie patrz tak na mnie. Magia jest w mojej rodzinie dziedziczona z pokolenia na pokolenie.
-Mhm-mruknęłam.
-Okej, lekcje się już skończyły, ale jak chcesz, mogę ci się pomóc rozpakować, a potem oprowadzę Cię po szkole.
Kiwnęłam głową i wzięłyśmy się do pracy. Rozpakowałyśmy moje walizki, pochowałyśmy ciuchy i buty do szafy i komody, moje książki rozłożyłam na biurku i zdjęcie rodzinne przedstawiające mnie, mamę i Aleca roześmianych i beztroskich.Pamiętam tamten dzień,rok temu, byliśmy na wycieczce w zoo, Alec ciągle mnie rozśmieszał i robił głupie miny do zwierząt, a mama latała dookoła nas z aparatem. To były jedne z naszych najszczęśliwszych chwil po odejściu ojca. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Arii.
-Prawie bym zapomniała. Tu masz swój plan lekcji.Jesteśmy w tej samej klasie.-uśmiechnęła się do mnie wesoło.
-Super. Będziesz mogła mi pomomóc odrobić zaległości.. A książki?
-Są w twoim biurku- powiedziała, po czym podała mi mój nowy plan lekcji.
Codzienny plan zajęć: Alyssa Collins poziom 6:
0. 7.30-8.00 - Śniadanie, stołówka
1. 8.00-9.00 - Historia sala 105, prof. R.Sage
2. 9.00-10.00 - Demonologia sala 108, prof. M.Montgomery
3. 10.00-11.00 -Angielski sala 103, prof. L.Kelly
4. 11.00-12.00 - Literatura sala 112, prof. S.Hale
5. 12.00-12.30 - Przerwa na lunch, stołówka
6. 12.30-13.30 - Łacina sala 101, prof. O.Curtis
7. 13.30-14.30 - Magia sala 100,prof. B.Bennet
8. 14.30-15.30 - Wychowanie fiz. sala gimnastyczna,prof. D.Harvey
9. 15.30-16.30 - Nasza biologia sala 104, prof. P. Parker
10. 16.30-17.30 - Trening sala gimnastyczna, prof. D.Harvey
11. 17.30-18.00 - Kolacja, stołówka
Było już dawno po kolacji, więc Aria stwierdziła, że powinnyśmy iść spać, ponieważ cisza nocna zaczynała się o godzinie 21. Byłam mega zaskoczona, więc dziewczyna wyjaśniła mi, panujące tu zasady. Była cisza nocna, nie mogliśmy wchodzić na piętro nauczycielskie, do klas po lekcjach też nie mieliśmy wstępu, na korytarzach nie mogliśmy latać, czarować,gryźć,drapać,bić się i tym podobne. Nie mogliśmy bez wyraźnego powodu atakować innych uczniów i wrazie kłopotów powinniśmy iść z tym do profesorów. Na kampus mogliśmy wychodzić tylko w czasie przerwy na lunch, lub po lekcjach.
Gdy skończyła mi wyjaśniać zasady, zaczęła wchodzić w bardziej interesujące tematy. Kto jest największym ciachem w szkole? Kto największą wiedźmą,poniżającą innych? Najładniejsza para w szkole, najmniej lubiane osoby, itp. Aria powiedziała mi także, że jestem gwiazdą tego tygodnia, bo jak mi wyjaśniła, nie dość że pojawiłam się w środku roku szkolnego, to też jestem jeszcze hybrydą. Nie bardzo interesowało mnie, co ludzie mają do powiedzenia na mój temat.
Aria nie wypytywała mnie dlaczego zostałam hybrydą i byłam jej za to wdzięczna. Sama zaczęła mi opowiadać o tym, że w jej rodzinie magia jest rzeczą normalną i że jej rodzice i dziadkowie też chodzili to tej szkoły. Aria jest jedynaczką.
Jej rodzice nie są zbyt bogaci, mimo to, dziewczynie to nie przeszkadzało. Dowiedziałam si.ę także, że pochodzi z Londynu.
-A twoja rodzina?-zapytała po pewnym czasie, gdy już obie byłyśmy po prysznicu i w piżamach, i siedziałyśmy na swoich łóżkach.
-Ten chłopak, z którym tu przyjechałam, to mój brat bliźniak, Alec. Jakieś dwa miesiące temu, przeprowadziliśmy się z Los Angeles do Londynu, ponieważ moja mama znalazła bardzo dobrą ofertę pracy. Mam trzech najlepszych przyjaciół, z którymi śpiewam i gram koncerty. Scotta, Matta i Sebastiana. Sebastian jest wampirem i z tego co wiem, chodzi tu do szkoły. Alec jest moim bratem. On jeden, jedyny wie co się ze mną stało. Dlaczego stałam się opryskliwa, nieufna i samodzielna. Rozumiał mnie i kochał jak nikt inny. Ale zabroniłam mu mówić komukolwiek o tym co nas spotkało. Nie chciałam być wytykana palcami. Mój ojciec, który gwałcił mnie latami,a przed innymi udawał idealnego męża i ojca, odszedł od nas trzy lata temu. Właściwie to ja go zaszantażowałam, że pójdę na policję, jeśli od nas nie odejdzie. Wystraszył się i uciekł. Tchórz. Dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej? Ponieważ wiedziałam, że jeśli mu się przeciwstawię, to będzie to samo co ze mną, robił z Aleckiem. Chroniłam brata.
Sama nie wiem, czemu jej to powiedziałam. Nigdy nikomu nie wspominałam o ojcu, nikt nie wiedział prawdy. A teraz powiedziałam ją prawie obcej osobie. Ale czułam, że mogę jej zaufać.
Aria popatrzyła na mnie oczyma pełnymi łez. Wstała, przyklękła przy mnie i powiedziała:
-Bardzo, bardzo mi przykro że musiało Cię to spotkać. To piękne, że chroniłaś brata. Ale ten potwór, który zrobił z twojego życia piekło, powinien za to zapłacić. Obiecuję Ci, że pewnego dnia tak się stanie.
Teraz ja patrzyłam na nią szklistym wzrokiem.
-Dziękuję.-tylko tyle udało mi się wykrztusić.
Aria zrozumiała.Nie odwróciła się ode mnie, nie wyśmiała mnie. Po prostu mi współczuła. i byłam jej za to wdzięczna. Uścisnęła moja rekę. Spojrzałam na nią ze smutnym uśmiechem i ją przytuliłam. Zaśmiała się cicho i delikatnie odsunęła ode mnie.
- Na dziś koniec tych pogaduszek. Pewnie jesteś zmęczona całym dniem podróży.
Kiwnęłam twierdząco głową. Aria położyła się w swoim łóżku i już po paru minutach usłyszałam jej miarowy oddech i delikatne chrapanie.
Choć był lipiec, w nocy panował tu chłód. Wpełzłam pod kołdrę i położyłam głowę na poduszce. Rozmyślałam o tym, jak moje życie w tak krótkim tempie się zmieniło. Przeprowadziliśmy się, zmieniliśmy szkołę, umarłam, zostałam hybrydą, musiałam się wyprowadzić z domu i zamieszkać w szkole przypominającej Hogwart. I dowiedziałam się o istnieniu nadnaturalnego świata. W ciągu niecałych dwóch miesięcy, moje życie przewróciło się do góry nogami.
Zasnęłam śniąc o jednorożcach i krasnoludkach.
-Ally wstawaj!!
-Nie Alec, jeszcze nie.- wymamrotałam.
-Nie Alec, tylko Aria.
Podniosłam głowę i faktycznie. Aria kucała przed moim łóżkiem próbując mnie obudzić.
-No już wstaję.
-Ty idź do łazienki, masz już tam mundurek, a ja Cię spakuję.
-Mhm.
Łazienką było średniej wielkości pomieszczenie, które dzieliłyśmy tylko we dwie. Wystarczyło otworzyć drzwi, które znajdowały się niedaleko szafy Arii.
Zamknęłam za sobą drzwi, umyłam zęby, rozczesałam włosy i ubrałam się w mundurek, który obowiązywał każdego ucznia w szkole. Składał się z czarnej, prostej spódnicy przed kolano, białej koronkowej bluzki na ramiączka i czarnej marynarki. Do tego rajstopy i moje czarne baleriny i prezentowałam się całkiem nieźle. Podmalowałam usta truskawkowym błyszczykiem i wyszłam z łazienki.
Aria była ubrana tak samo jak ja, chociaż miała na sobie beżowe mokasyny.Wzięłyśmy swoje torby i wyszłyśmy z pokoju.
- A tak właściwie, która godzina?-spytałam lokatą gdy szłyśmy korytarzem.
-7.40.
Gdy stałyśmy przed drzwiami prowadzącymi do stołówki, szatynka zatrzymała się, spojrzała mi w oczy i z rozbawioną miną powiedziała.
-Przygotuj się na przedstawienie.
-Jakie przedsta...- nie dane mi było dokończyć, bo w tym momencie lokata otworzyła drzwi.
Wszystkie głowy jednocześnie obróciły się w naszą stronę. Przy każdym stoliku siedziało po cztery, sześć osób, w różnym wieku. I każda osoba wpatrywała się we mnie. Niektórzy z zaciekawieniem, inni z zazdrością(?), jeszcze inni z zaskoczeniem. A ja stałam tam z Arią osłupiała. Dziewczyna zachichotała, wzięła mnie za rękę i zaczęła prowadzić w stronę lady z jedzeniem. Po chwili otrząsnęłam się z osłupienia, wzięłam niebieską plastikową tackę, leżącą na końcu kolejki i podeszłam do jedzenia. Było tam mnóstwo rzeczy. Ja wzięłam sobie płatki czekoladowe z mlekiem, czyli to samo co Aria i ruszyłyśmy przez środek stołówki do stolika. Właśnie miałam usiąść na krześle, kiedy przed oczami zrobiło mi się ciemno i upadłam. Zdążyłam zobaczyć zaskoczone i przerażone spojrzenie Arii, znaim zemdlałam.
---------
Kochani! Rozdział krótki, i za to przepraszam. Jadę na dwa tygodnie na wakacje, więc w tym czasie nie dodam postu.. Mam nadzieję, że podoba Wam się mój blog.
Miłych wakacji :*
niedziela, 5 lipca 2015
Rozdział V
Minęło kilka dni od mojego powrotu ze szpitala. Matt, Sebastian i Scott wyjechali wczoraj. Sebastian podał mi dokładne współrzędne szkoły i porosił, bym nikomu nie mówiła o tym że jestem hybrydą a on wampirem. Ani o tym czym dokładnie jest ta szkoła.
Mama i Alec wiedzieli tylko że muszę jak najszybciej tam pojechać. Było mi strasznie przykro z tego powodu. Nienawidziłam ich okłamywać i byłam wkurzona tym, że musiałam ich zostawić. Ale wiedziałam, że muszę tak postąpić. Powoli zaczynałam czuć głód, głód, którego nie mogłam niczym zaspokoić. Sebastian przed wyjazdem powiedział mi, że to normalne. Od teraz miałam pragnąć krwi. Ludzkiej i zwierzęcej.
Uważałam że to ohydne i obiecałam sobie, że tak długo, jak długo wytrzymam, nie wypiję krwi. Sebastian wiedział tylko że jestem w jakiejś części wampirem i wilkołakiem. Nic nie wiedział o kitsune i aniele. Nie mogłam mu powiedzieć. Nikt nie mógł wiedzieć.
Mama nie chciała wypuścić mnie z łóżka i przynosiła mi posiłki do łóżka. Tłumaczyłam jej, że czuję się znakomicie, ale ona nie słuchała. Po drugim dniu, się poddałam. Alec chodził do szkoły i przynosił mi prace domowe żebym się nie nudziła.Wieczorami leżeliśmy w moim łóżku oglądając filmy i wcinając chipsy i żelki.
Brat i mama starali się nie wspominać o moim wypadku i pobycie w szpitalu. Tak jakby to zdarzenie nigdy nie miało miejsca.
Obudziłam się późnym rankiem. Sięgnęłam po telefon. 11.05. Był wtorek siódmego lipca. Za oknem słońce świeciło i ptaszki śpiewały. Zapowiadał się piękny dzień. Wyskoczyłam z łóżka i popędziłam do łazienki. Wzięłam gorący prysznic, wysuszyłam się i już ubrana, spojrzałam w lustro.
Od czasu mojego wybudzenia się ze śpiączki, miałam długie, złoto blond włosy sięgające pasa. Były proste i delikatniejsze w dotyku. Duże, niebieskie oczy, mały nosek, wydatne kości policzkowe i pełne usta się nie zmieniły. Tylko włosy. Sama do tej pory nie wiem dlaczego.
Ubrana byłam w czarną sukienkę z rękawkami, sięgająca kolan. Była prosta, z koronką na wierzchu. Do tego dołożyłam czarne baleriny i zeszłam na dół.
Alec nie poszedł dziś do szkoły, ponieważ obiecał,że odwiezie mnie do mojej nowej szkoły, mama musiała iść do pracy, więc pożegnałam się z nią już wczoraj.
Po płakaniu, zapewnianiu że przyjadę w pażdzierniku na ferie jesienne, wkońcu mnie puściła.
Alec siedział przy stole w kuchni w krótkich dżinsowych spodenkach i czerwonej koszulce bez ramion z białym napisem Silence.Uśmiechnął się do mnie i pocałował w policzek. Od czasu mojego wypadku stał się wobec mnie bardzo opiekuńczy. Podtrzymywał zakaz mamy i nie pozwalał mi wstawać z łóżka. Ale dziś było inaczej.
Otworzyłam lodówkę, wyjęłam mleko, nasypałam sobie do miski moich ulubionych miodowych krążków i wlałam mleko. Usiadłam obok brata i zaczęłam jeść. Mimo iż byłam wampirem, to część wilkołaka pozwalała mi jeść normalne jedzenie, którego również potrzebowałam. Gdy skończyłam, włożyłam miseczkę do umywalki, umyłam i odłożyłam ją na suszarkę. Alec podniósł się z krzesła, wziął dwie moje walizki, które wczoraj wspólnie z mamą spakowałam i wyszedł na zewnątrz. Westchnęłam ciężko i wyszłam za nim zamykając drzwi i żegnając się z domem. Alec spojrzał na moją smutną minę, uśmiechnął się do mnie i powiedział.
-Hej, to nie na zawsze, głowa do góry Ally.
Alec zapakował walizki do bagażnika samochodu naszej mamy i sam wsiadł za kierownicę. Ruszyliśmy śmiejąc. Alec opowiadał mi o incydencie który miał dzisiaj miejsce w szkole.
Jacob i inny chłopak z naszej klasy, pobili się o to, który ma usiąść dziś z moim bratem. Poważnie. Oczywiście Jacob, jako wilkołak zwyciężył, ale o nadnaturalnej postaci naszego kolegi, mój brat nie wiedział. Dopiero gdy Jacob usiadł z Aleckiem i zaczęła się lekcja, dowiedział się o co chodziło. Wypytywał go o mnie i powiedział mu,że to jego ostatni dzień w tej szkole, ponieważ przenosi się do innej. Nie byłam tym zaskoczona.
Szkoła znajdowała się jakieś sześć godziny jazdy od Londynu, niedaleko małego miasta o nazwie Redhill. Włączyliśmy płytę Dear Agony zespołu Breaking Benjamin i śpiewaliśmy razem z wykonawcą. Droga minęła nam zadziwiająco szybko i ani się obejrzeliśmy, już wjeżdżaliśmy na teren szkoły. Widok, jaki przed sobą ujrzeliśmy był niesamowity.
Przed nami rozciągała się krótko przycięta trawa w kolorze soczystej zieleni.Alec zaparkował samochód przed bramą z kutego żelaza wysoką, sięgającą trzech metrów. Zabrał moje walizki i razem ruszyliśmy kamiennym chodnikim prowadzącym do głównego wejścia.
Budynek sprawiał wrażenie dużego zamczyska, z czterema piętrami, wieżyczkami i kolumnami na parterze. Był koloru granatowego z z oknami na każdym poziomie. Dzielił się na trzy skrzydła. Gdy weszliśmy do budynku, powitał nas słodki zapach czekoladowych ciasteczek. Wnętrze zamku było wyłożone białymi kafelkami i ciemnymi ścianami. Na suficie wisiał piękny żyrandol z kryształkami. Naprzeciw nas były szerokie drewniane schody z płyszczącymi poręczami po obu stronach. Już mieliśmy na nie wchodzić, gdy za nami rozległ się kobiecy głos.
-Witam.
Równocześnie się odwróciliśmy. Przed nami stała wysoka, piękna kobieta o długich, kręconych, rudych włosach rozpuszczonych na plecy.Jej oczy o intensywnej barwie zieleni, spoczęły na mnie.Uśmiechnęła się.
-Alyssa Collins jak przypuszczam?- miała bardzo miły głos i wyglądała na około 30 lat.
-Tak. A to mój brat Alec.
-Bardzo miło mi was powitać w naszej Scholi.
-Dziękujemy. A pani jest...?-zapytał uprzejmnie mój brat.
-Victoria Ozera. Dyrektorka tej szkoły. Alysso, może pójdziemy do twojego pokoju? Twoja współlokatorka nie może się już doczekać by Cię poznać.
Zerknęłam na Aleca, skinął głową i poszliśmy w górę na schodach.
-Na parterze w skrzydle wschodnim znajduje się administracja, moje biuro, stołówka i biuro woźnego. W slrzydle zachodnim sala gimnastyczna, pływalnia, biblioteka i szpital. Na pierwszym piętrze są sale lekcyjne, na drugim sypialnie dziewcząt, na trzecim sypialnie chłopców a na czwartym pokoje nauczycieli. Twoja współlokatorka wszystko ci wyjaśni o zasadach panujących w szkole. W pokoju znajdują się twoje nowe podręczniki i wszystkie przyrządy naukowe, które będą ci potrzebne. W naszej szkole znajdują się dzieci od dwunastego roku życia do dziewiętnastego. W razie problemów, możesz przyjść do mnie lub do każdego nauczyciela w Scholi.
Doszliśmy już na drugie piętro a pani Ozera poprowadziła nas po grubym, czerwonym dywanie aż do końca korytarza. Tam pożegnała się z nami i zostawiła nas samych. Spojrzałam na brata z obawą w oczach.Poklepał mnie delikatnie po plecach i wyszeptał.
-Będzie dobrze maleńka.
Skinęłam głową, głęboko odetchnęłam i nacisnęłam klamkę. Nie zdążyłam postawić nogi w pokoju, ponieważ jak tylko otworzyłam drzwi, rzuciła się na mnie dziewczyna. Z zaskoczenia też ją przytuliłam. Była o głowę niższa ode mnie, miała krótkie brązowe,kręcone włosy i błękitne roześmiane oczy. Miała jasną karnację i była prześliczna.
-Ojj przepraszam, ale nie mogłam się doczekać aż Cię poznam!- powiedziała gdy tylko mnie puściła.
Spojrzałam na brata, który dusił się ze śmiechu. Walnęłam go łokciem w żebra. Skrzywił się i wyprostował.
-Ooo... widzę, że już znalazłaś koleżankę.- stwierdził.
Uśmiechnęłam się do dziewczyny.
-Jestem Alyssa a to jest Alec.
-Ja jestem Aria.
-Miło mi Cię poznać.-powiedziałam uśmiechając się do niej.
-Mi Ciebie też.- w jej policzkach ukazały się dołeczki.
Alec odstawił moje walizki obok drzwi.
-No mała, na mnie już czas.
Pokiwałam smutno głową, żałując, że musi odjeżdżać. Przytuliłam się do niego, prawie go miażdżąc w uścisku. Po minucie odsunął mnie od siebie na odległość ramienia. Spojrzał mi poważnie w oczy i powiedział.
- Uważaj na siebie. Gdyby się coś działo, zawsze możesz do mnie zadzwonić.
Pokiwałam głową i pocałowałam go w policzek.Gdy zamknęły się za nim drzwi, dopiero wtedy rozejrzałam się po pokoju. Ściany były pomalowane na kolor nieba, z oknem wychodzącym na ogród i jednym oknem dachowym. Stały w nim dwie duże szafy, dwie komody i dwa biurka a wszystko drewniane. w kolorze mahoniowym.Na każdym biurku była lampka nocna. I dwa łóżka. Wszystko stało po przeciwnych stronach pokoju, pośrodku był gruby, biały perski dywan. Pokój był trochę większy niż mój w domu, ale i tak mi się podobał. Aria wpatrywała się we mnie wielkimi błękitnymi oczami pełnymi podekscytowania.
- I jak?
- Piękny.
Dziewczyna uśmiechnęła się. Lecz po chwili spojrzała na mnie nieśmiało.
- Myślisz że mogłybyśmy zostać przyjaciółkami?
-Jestem pewna, że tak. - odparła z całym przekonaniem, chwilę po tym, Aria znowu rzuciła mi się na szyję i obie zaczęłyśmy się śmiać.
Mama i Alec wiedzieli tylko że muszę jak najszybciej tam pojechać. Było mi strasznie przykro z tego powodu. Nienawidziłam ich okłamywać i byłam wkurzona tym, że musiałam ich zostawić. Ale wiedziałam, że muszę tak postąpić. Powoli zaczynałam czuć głód, głód, którego nie mogłam niczym zaspokoić. Sebastian przed wyjazdem powiedział mi, że to normalne. Od teraz miałam pragnąć krwi. Ludzkiej i zwierzęcej.
Uważałam że to ohydne i obiecałam sobie, że tak długo, jak długo wytrzymam, nie wypiję krwi. Sebastian wiedział tylko że jestem w jakiejś części wampirem i wilkołakiem. Nic nie wiedział o kitsune i aniele. Nie mogłam mu powiedzieć. Nikt nie mógł wiedzieć.
Mama nie chciała wypuścić mnie z łóżka i przynosiła mi posiłki do łóżka. Tłumaczyłam jej, że czuję się znakomicie, ale ona nie słuchała. Po drugim dniu, się poddałam. Alec chodził do szkoły i przynosił mi prace domowe żebym się nie nudziła.Wieczorami leżeliśmy w moim łóżku oglądając filmy i wcinając chipsy i żelki.
Brat i mama starali się nie wspominać o moim wypadku i pobycie w szpitalu. Tak jakby to zdarzenie nigdy nie miało miejsca.
Obudziłam się późnym rankiem. Sięgnęłam po telefon. 11.05. Był wtorek siódmego lipca. Za oknem słońce świeciło i ptaszki śpiewały. Zapowiadał się piękny dzień. Wyskoczyłam z łóżka i popędziłam do łazienki. Wzięłam gorący prysznic, wysuszyłam się i już ubrana, spojrzałam w lustro.
Od czasu mojego wybudzenia się ze śpiączki, miałam długie, złoto blond włosy sięgające pasa. Były proste i delikatniejsze w dotyku. Duże, niebieskie oczy, mały nosek, wydatne kości policzkowe i pełne usta się nie zmieniły. Tylko włosy. Sama do tej pory nie wiem dlaczego.
Ubrana byłam w czarną sukienkę z rękawkami, sięgająca kolan. Była prosta, z koronką na wierzchu. Do tego dołożyłam czarne baleriny i zeszłam na dół.
Alec nie poszedł dziś do szkoły, ponieważ obiecał,że odwiezie mnie do mojej nowej szkoły, mama musiała iść do pracy, więc pożegnałam się z nią już wczoraj.
Po płakaniu, zapewnianiu że przyjadę w pażdzierniku na ferie jesienne, wkońcu mnie puściła.
Alec siedział przy stole w kuchni w krótkich dżinsowych spodenkach i czerwonej koszulce bez ramion z białym napisem Silence.Uśmiechnął się do mnie i pocałował w policzek. Od czasu mojego wypadku stał się wobec mnie bardzo opiekuńczy. Podtrzymywał zakaz mamy i nie pozwalał mi wstawać z łóżka. Ale dziś było inaczej.
Otworzyłam lodówkę, wyjęłam mleko, nasypałam sobie do miski moich ulubionych miodowych krążków i wlałam mleko. Usiadłam obok brata i zaczęłam jeść. Mimo iż byłam wampirem, to część wilkołaka pozwalała mi jeść normalne jedzenie, którego również potrzebowałam. Gdy skończyłam, włożyłam miseczkę do umywalki, umyłam i odłożyłam ją na suszarkę. Alec podniósł się z krzesła, wziął dwie moje walizki, które wczoraj wspólnie z mamą spakowałam i wyszedł na zewnątrz. Westchnęłam ciężko i wyszłam za nim zamykając drzwi i żegnając się z domem. Alec spojrzał na moją smutną minę, uśmiechnął się do mnie i powiedział.
-Hej, to nie na zawsze, głowa do góry Ally.
Alec zapakował walizki do bagażnika samochodu naszej mamy i sam wsiadł za kierownicę. Ruszyliśmy śmiejąc. Alec opowiadał mi o incydencie który miał dzisiaj miejsce w szkole.
Jacob i inny chłopak z naszej klasy, pobili się o to, który ma usiąść dziś z moim bratem. Poważnie. Oczywiście Jacob, jako wilkołak zwyciężył, ale o nadnaturalnej postaci naszego kolegi, mój brat nie wiedział. Dopiero gdy Jacob usiadł z Aleckiem i zaczęła się lekcja, dowiedział się o co chodziło. Wypytywał go o mnie i powiedział mu,że to jego ostatni dzień w tej szkole, ponieważ przenosi się do innej. Nie byłam tym zaskoczona.
Szkoła znajdowała się jakieś sześć godziny jazdy od Londynu, niedaleko małego miasta o nazwie Redhill. Włączyliśmy płytę Dear Agony zespołu Breaking Benjamin i śpiewaliśmy razem z wykonawcą. Droga minęła nam zadziwiająco szybko i ani się obejrzeliśmy, już wjeżdżaliśmy na teren szkoły. Widok, jaki przed sobą ujrzeliśmy był niesamowity.
Przed nami rozciągała się krótko przycięta trawa w kolorze soczystej zieleni.Alec zaparkował samochód przed bramą z kutego żelaza wysoką, sięgającą trzech metrów. Zabrał moje walizki i razem ruszyliśmy kamiennym chodnikim prowadzącym do głównego wejścia.
Budynek sprawiał wrażenie dużego zamczyska, z czterema piętrami, wieżyczkami i kolumnami na parterze. Był koloru granatowego z z oknami na każdym poziomie. Dzielił się na trzy skrzydła. Gdy weszliśmy do budynku, powitał nas słodki zapach czekoladowych ciasteczek. Wnętrze zamku było wyłożone białymi kafelkami i ciemnymi ścianami. Na suficie wisiał piękny żyrandol z kryształkami. Naprzeciw nas były szerokie drewniane schody z płyszczącymi poręczami po obu stronach. Już mieliśmy na nie wchodzić, gdy za nami rozległ się kobiecy głos.
-Witam.
Równocześnie się odwróciliśmy. Przed nami stała wysoka, piękna kobieta o długich, kręconych, rudych włosach rozpuszczonych na plecy.Jej oczy o intensywnej barwie zieleni, spoczęły na mnie.Uśmiechnęła się.
-Alyssa Collins jak przypuszczam?- miała bardzo miły głos i wyglądała na około 30 lat.
-Tak. A to mój brat Alec.
-Bardzo miło mi was powitać w naszej Scholi.
-Dziękujemy. A pani jest...?-zapytał uprzejmnie mój brat.
-Victoria Ozera. Dyrektorka tej szkoły. Alysso, może pójdziemy do twojego pokoju? Twoja współlokatorka nie może się już doczekać by Cię poznać.
Zerknęłam na Aleca, skinął głową i poszliśmy w górę na schodach.
-Na parterze w skrzydle wschodnim znajduje się administracja, moje biuro, stołówka i biuro woźnego. W slrzydle zachodnim sala gimnastyczna, pływalnia, biblioteka i szpital. Na pierwszym piętrze są sale lekcyjne, na drugim sypialnie dziewcząt, na trzecim sypialnie chłopców a na czwartym pokoje nauczycieli. Twoja współlokatorka wszystko ci wyjaśni o zasadach panujących w szkole. W pokoju znajdują się twoje nowe podręczniki i wszystkie przyrządy naukowe, które będą ci potrzebne. W naszej szkole znajdują się dzieci od dwunastego roku życia do dziewiętnastego. W razie problemów, możesz przyjść do mnie lub do każdego nauczyciela w Scholi.
Doszliśmy już na drugie piętro a pani Ozera poprowadziła nas po grubym, czerwonym dywanie aż do końca korytarza. Tam pożegnała się z nami i zostawiła nas samych. Spojrzałam na brata z obawą w oczach.Poklepał mnie delikatnie po plecach i wyszeptał.
-Będzie dobrze maleńka.
Skinęłam głową, głęboko odetchnęłam i nacisnęłam klamkę. Nie zdążyłam postawić nogi w pokoju, ponieważ jak tylko otworzyłam drzwi, rzuciła się na mnie dziewczyna. Z zaskoczenia też ją przytuliłam. Była o głowę niższa ode mnie, miała krótkie brązowe,kręcone włosy i błękitne roześmiane oczy. Miała jasną karnację i była prześliczna.
-Ojj przepraszam, ale nie mogłam się doczekać aż Cię poznam!- powiedziała gdy tylko mnie puściła.
Spojrzałam na brata, który dusił się ze śmiechu. Walnęłam go łokciem w żebra. Skrzywił się i wyprostował.
-Ooo... widzę, że już znalazłaś koleżankę.- stwierdził.
Uśmiechnęłam się do dziewczyny.
-Jestem Alyssa a to jest Alec.
-Ja jestem Aria.
-Miło mi Cię poznać.-powiedziałam uśmiechając się do niej.
-Mi Ciebie też.- w jej policzkach ukazały się dołeczki.
Alec odstawił moje walizki obok drzwi.
-No mała, na mnie już czas.
Pokiwałam smutno głową, żałując, że musi odjeżdżać. Przytuliłam się do niego, prawie go miażdżąc w uścisku. Po minucie odsunął mnie od siebie na odległość ramienia. Spojrzał mi poważnie w oczy i powiedział.
- Uważaj na siebie. Gdyby się coś działo, zawsze możesz do mnie zadzwonić.
Pokiwałam głową i pocałowałam go w policzek.Gdy zamknęły się za nim drzwi, dopiero wtedy rozejrzałam się po pokoju. Ściany były pomalowane na kolor nieba, z oknem wychodzącym na ogród i jednym oknem dachowym. Stały w nim dwie duże szafy, dwie komody i dwa biurka a wszystko drewniane. w kolorze mahoniowym.Na każdym biurku była lampka nocna. I dwa łóżka. Wszystko stało po przeciwnych stronach pokoju, pośrodku był gruby, biały perski dywan. Pokój był trochę większy niż mój w domu, ale i tak mi się podobał. Aria wpatrywała się we mnie wielkimi błękitnymi oczami pełnymi podekscytowania.
- I jak?
- Piękny.
Dziewczyna uśmiechnęła się. Lecz po chwili spojrzała na mnie nieśmiało.
- Myślisz że mogłybyśmy zostać przyjaciółkami?
-Jestem pewna, że tak. - odparła z całym przekonaniem, chwilę po tym, Aria znowu rzuciła mi się na szyję i obie zaczęłyśmy się śmiać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)