W pokoju znajdowała się para ludzi stojąca przy łóżeczku. Kobieta była niezbyt wysoka, miała brązowe oczy i kaskadę blond włosów.Ubrana w dżinsy i niebieski sweterek,była piękna z twarzą w kształcie serca i z dwoma dołeczkami w policzkach,widocznymi gdy tylko uśmiechnęła się do osoby stojącej obok niej. Mężczyzna miał czarne włosy i niebieskie oczy.Był ubrany w sprane dżinsy i niebieską koszulę z kołnierzem. Wysoki i umięśniony przyglądał się dziecku śpiącemu w kołysce.
Mężczyzna przytulił żonę i pocałował ją w czoło, gdy nagle do pokoju wtargnęli mężczyźni w czarnych,okrutnych maskach ubrani na w tem sam kolor. W rękach mieli różdżki, które wycelowali w parę. Rozbłysło czerwone światło i dwoje ludzi przytulonych do siebie, leżało na ziemi bez życia.
Momentalnie oderwałam się od szyi chłopaka. Obydwoje ciężko oddychaliśmy patrząc na siebie rozszerzonymi źrenicami. Jacob wydawał się tak samo zdziwiony i przerażony jak ja.
-Co widziałaś?-jego głos był cichy i zachrypnięty.
-Pokój z niebieskimi ścianami. Twój pokój z dzieciństwa.I chyba twoich rodziców. A ty?-nie chciałam mówić mu nic więcej. Nie teraz.
-To co ci robił ojciec, gdy byłaś mała. A ty tylko chciałaś chronić brata...Tak mi przykro Ally..
Odwróciłam wzrok od tych brązowych tęczówek. Nie miałam siły w nie dłużej patrzeć.
-Nie chcę o tym rozmawiać.
-Ale...
-NIE Jacob!- podniosłam głos niezdolna już dłużej hamować emocji.
Chłopak tylko popatrzył na mnie, pokiwał głową i mocno do siebie przytulił.
-Nie jesteś już sama-wyszeptał mi do ucha.
A ja.. rozsypałam się. Cała ta sytuacja z Przemianą,ponowną zmianą szkoły, opuszczeniem ludzi, których kocham...
To było dla mnie za wiele. Rozpłakałam się. Łzy zlatywały mi z policzków i brody na koszulę Jacoba,mocząc ją, ale on się tym nie przejmował. Tulił mnie do siebie i głaskał po włosach. Wdychałam jego zapach, nawet nie próbując powstrzymać łez.
W końcu po kilku minutach, uspokoiłam się, przestałam płakać i spojrzałam zaczerwionymi oczyma na chłopaka.Ten uśmiechnął się krzywo i powiedział:
-Wyglądasz strasznie.
-Dzięki,potrzebowałam właśnie takich komplementów .
-Wiedziałem.
-Mógłbyś mnie zostawić? Chciałabym jeszcze odpocząć.
-Jasne. Zawołaj mnie gdy tylko będziesz czegoś potrzebowała.
Skinęłam głową bez słowa i chłopak wyszedł.
Wypuściłam powietrze z płuc. Czułam się, jakbym przetrzymywała je tam od dwunastego roku życia. Poczułam ulgę, która zrzuciła kamień z mojego serca i duszy.
Usiadłam przy biurku, wyciągnęłam kartkę i długopis i zaczęłam pisać.
Każdy krzyk mój zagłuszony w Tobie,
Każdy list spalony w Twojej głowie,
A Twój wzrok wciąż mnie prześladujący,
Niewarty, ani jednej łzy.
Każda chwila spędzona z Tobą,
od tego czasu była torturą.
Moje serce co zawiłą nocą,
nie znaczy już nic, w duszy ból.
Każdy gest jest skierowany obok,
Każdy śmiech, ucieka inna drogą,
a Twój głos, który był moją bronią,
teraz tylko przynosi mi ból..
Nasza przestrzeń się zmieniła ponoć,
skrzywdziłeś mnie,nie wybaczę Ci tego,
Zniszczyłeś nasz, następny świt.
Już nie patrze na te zdjęcia w ramce,
Mogę udawać uśmiech
Mogę zmusić się do śmiechu
Mogę tańczyć i odgrywać rolę
Potrafię się odpowiednio nastawić
Być dobrą maszyną
Jestem w stanie dźwigać cały ciężar świata
Lecz jestem tylko człowiekiem
I krwawię, gdy upadam
Jestem tylko człowiekiem
Rozbijam się, łamię
Twoje słowa w mojej głowie, noże w moim sercu
Staram się, wyczyścić własną pamięć,
Odejdź, nie chce widzieć Cię już.
Tak,właśnie tego potrzebowałam. Schowałam kartkę pod poduszkę i położyłam się na łóżku.Zaraz potem, zapadłam w sen.
-Ally wstawaj, czas na śniadanie.
Otworzyłam oczy i ujrzałam Arię stojącą nad moim łóżkiem. Podniosłam się powoli do pozycji siedzącej i spojrzałam na swoją współlokatrokę. Była już ubrana w przepisowy mundurek i była już delikatnie umalowana. Zmrużyłam oczy i rzuciłam w nią poduszką, na której jeszcze przed chwilą spoczywała moja głowa. Zaskoczona dziewczyna oberwała prosto w twarz. 1:0 Dla mnie pomyślałam uśmiechając się z satysfakcją.
-A ja myślałam,że ty jesteś z tych grzecznych.- burknęła do mnie odrzucając poduszkę,którą zręcznie złapałam i położyłam na jej miejsce.
-Nie wtedy gdy się mnie budzi.
-Mhm. Teraz wstawaj i idź się umyć i ubrać. Zaraz będzie śniadanie.
Podniosłam się niechętnie, zabrałam swój mundurek i ruszyłam do łazienki. Gdy spojrzałam w lustro, zdziwiłam się. Powinnam mieć czerwone i zapuchnięte oczy po wczorajszym płakaniu. A tu nic. Wyglądałam...Dobrze. Duże,jasne oczy okalane gęstymi czarnymi rzęsami,odwzajemniły moje spojrzenie, różowe pełne usta rozciągnęły się w mimowolnym uśmiechu. Wzięłam szybki prysznic,ubrałam mundurek, pomalowałam usta moim ulubionym arbuzowym błyszczykiem i wyszłam z łazienki. Wzięłam swoją torbę i skinęłam na przyjaciółkę. Wyszłyśmy z pokoju i zeszłyśmy na parter. Byłam wdzięczna Arii, że nagabywała mnie o wczoraj. Po prostu udawałyśmy, że nic się nie stało.Gdy stanęłyśmy przed drzwiami stołówki, popatrzyłam na lokatą z rozbawieniem.
-Przedstawienie?-zapytałam.
-Jak najbardziej.-odpowiedziała również rozbawiona sytuacją.
Otworzyłyśmy drzwi stołówki. Tak samo jak wczoraj, wszystkie głowy obróciły się w naszym kierunku. Uśmiechnęłyśmy się do siebie coraz bardziej rozbawione. Dopiero gdy usiadłyśmy ze swoim śniadaniem przy wolnym stoliku, odwrócili od nas twarze. Lokata pokręciła głową śmiejąc się. Gdy nabrałam do buzi sporą porcję płatków czekoladowych z mlekiem, przysiadły się do nas dwie osoby. Dwóch chłopaków, których nigdy wcześniej nie widziałam. Jeden miał burzę jasnych loczków na głowie i zielone oczy, drugi brązowe włosy i oczy w kolorze złota. Obaj byli postawni i wysportowani.I obaj się do nas uśmiechali.
-Jestem Josh- przedstawił się złotooki.
-A ja Sam- dopowiedział blondyn.
-Ally, to moi walnięci koledzy.-powiedziała Aria.
-Walnięci?!-oburzył się Sam.
-Koledzy?!- zawołał w tym samym czasie Josh.
-Tak. A to bałwany jest moja współlokatorka Alyssa
Podałam każdemu z nich rękę, którą obydwaj uścisnęli i ucałowali.
Rozbawiona spojrzałam na przyjaciółkę. Uśmiechnęła się do mnie i wyjaśniła.
-Nie zwracaj na nich uwagi. To szkolne błazny.
-My?! Błazny?!- wrzasnęli chłopcy na całą salę. Każda osoba w pomieszzceniu spojrzała na nasz stolik.
-Nie, błazenki.-mruknęłam sarkastycznie.
-Przestańcie się drzeć.
-To nas nie przezywaj.-burknął Josh
-Nie przezywam, stwierdzam fakt.- odpowiedziała mu Aria, a potem zwróciła się do mnie- Josh jest czarodziejem a Sam wampirem. Sprawiają w szkole same kłopoty. Ciągle robią komuś kawały i dowcipy.
-Przynajmniej jest śmiesznie-stwierdził Sam.
Zauważyłam, że Josh ciągle wlepia swoje oczy w Arię, z którą teraz zawzięcie o czymś dyskutował.
-Założysz się, że do końca tego dnia, się pocałują?- szepnęłam do Sama.
-Mowy nie ma. Aria go nie lubi w ten sposób.
-To zakładasz się?
-Pewnie. I tak przegrasz.
-Zobaczymy.
-Okej, jeśli ja wygram, to będziesz przez cały jutrzejszy dzień chodzić w samej bieliźnie. Tylko takiej seksownej.-No, chłopak ma wyobraźnię, pomyślałam.
-Ale jeśli Ty przegrasz, to będziesz jutro paradował w różowej czarodziejskiej szacie. Caluśki dzień.
-A skąd ja mam ją wziąść?
-Twój kumpel to czarodziej.
-Ano tak. Okej. Więc zakład stoi.-powiedział chłopak.
Gdy skończyliśmy jeść, razem z chłopakami poszłyśmy do sali 105 na Historię. Profesor Sage była kobietą po pięćdziesiątce z dziwnym upodobaniem do różowego koloru. Naprawdę! Cała ubarna na różowo z włosami spiętymi na szczycie głowy i okrągłymi okularami. Przypominała mi wielgachną, różową ropuchę. Usiadłyśmy razem z Arią w ławce przed chłopakami, gdy zadzwonił dzwonek. W klasie byli także Sebastian i Jacob. Obydwaj uśmiechnęli się do mnie ciepło, gdy tylko weszłam.
Po lekcji z ropuchą, przyszedł czas na Demonologię. Margaret Montgomery była wysoką kobietą o rudych włosach i błękitnych oczach. Miała przyjemny dla ucha głos i od razu zaciekawiła mnie swoim przedmiotem.
Angielskiego uczyła Linsdey Kelly, Literatury Samantha Hale, która od razu przypadła mi do gustu. Była to miła kobieta, która tak strasznie przypominała mi mamę. Przerwę na lunch spędziłam z Arią, Samem i Joshem na kampusie, pod drzewem zaśmiewając się do łez. Chłopcy mieli naprawdę świetne poczucie humoru.
-Hej Sam, czemu nie masz dziewczyny?-zapytałam zaśmiewając się z jego dowcipu.
-Ja w dziewczynach nie gustuję, skarbie.
-Naprawdę? -zapytałam z szeroko otwartymi oczyma.
-Tak.-wyszczerzył się do mnie w uśmiechu.
-Zmienił orientację, gdy wszystkie dziewczyny w tej szkole odrzuciły jego zaloty. -zdradził mi Josh ze śmiechem.
-A ty, gdy Ciebie odrzucili wszyscy chłopcy.-odciął się przyjacielowi Sam.
-Nie, stary. Ty mnie nigdy nie odrzuciłeś. Chociaż, zdradzę Wam, że wolę dziewczyny.-mówiąc ostatnie zdanie, mrugnął do Arii, która zapłonęła rumieńcem.
-Ciebie to nawet Ropucha by nie chciała.
-A Ciebie....No dobra, nie mam na to riposty.
Przerwa się skończyła i zaczęła się łacina, której uczył Oskar Curtis. Był do mężczyzna po trzydziestce z niebieskimi, wodnistymi oczkami. Nie przypadł mi do gustu.
Gdy weszłam do klasy profesor Bonnie Bennet, myślałam, że przeniosłam się do innego wymiaru. Klasa była zaciemniona, i było w niej gorąco i trochę duszno. Ale wynagradzała to nauczycielka. Była to kobieta w wieku około 27 lat. Miała brązowe, kręcone włosy sięgające jej bioder i ciepłe, czekoladowe oczy. Uśmiechała się z czułością do swoich uczniów.
-Kochani, dziś sobie trochę poczarujemy. Proszę każdego obecnego czarodzieja, by dobrał się w parę z innym stworzeniem magicznym, tak by w każdym duecie była czarownica lub czarodziej.
Uśmiechnęłam się z satysfakcją mając już obmyślony w głowie plan.
-Josh!-zawołałam machając do chłopaka.
Kiedy każdy dobrał sobie parę, nauczycielka stanęła pośrodku sali, a my blisko niej.
-Stańcie naprzeciwko siebie. Niech osoba niemagiczna pomyśli jedno swoje życzenie, to ma być dobre życzenie, nie wyrządzające nikomu krzywdy, a czarodziej lub czarownica ma za zadanie je spełnić.
Boże, ja chyba ucałuję tą kobietę przemknęło mi przez głowę, a szeroki uśmiech wypłynął mi na usta.
Josh spojrzał na mnie zdziwiony mruknął, tak, bym tylko ja mogła go usłyszec.
- Ja się chyba Ciebie boję dziewczyno.
Zaśmiałam się. Po chwili oczyściłam swój umysł i pozostawiłam tylko jedną myśl.
Niech oni się dziś pocałują.Niech oni się dziś pocałują.
Powtarzałam te słowa jak mantrę. Po minucie profesor Bennet kazała nam przerwać. Każda para miała coś wyczarowanego. Jedni czerwoną róże, drudzy misia, a inni jak na przykład Aria będąca w parze z Samem wielką, ohydną zieloną ropuchę. Na ten widok wszyscy się roześmiali. Tylko ja i Josh nic nie mieliśmy.
-O czym pomyślałaś?-zapytał cicho mój partner, gdy wychodziliśmy z sali idąc na następną lekcję.
- O zwycięstwie.-odpowiedziałam wesoło, na co chłopak popatrzył na mnie jak na umysłowo chora i tylko pokręcił głową.
-Chyba nie chcę wiedzieć.
-Chcesz. Ale ja ci nie powiem.
Na wychowaniu fizycznym, nie było nauczyciela, nikt nie wiedział dlaczego, więc całą klasą poszliśmy na błonia. W czwórkę, usiedliśmy pod tym samym drzewem, co na przerwie na lunch. Rozmawialiśmy o lekcjach, świecie pozamagicznym i o wszystkim. Chłopcy wygłupiali się rozśmieszając nas do łez. Zauważyłam że Josh usiadł bardzo blisko Arii, a ona szeptała mu coś na ucho. By Sam się nie zorientował o co chodzi, wzięłam go za rękę i poszliśmy na spacer. Chodziliśmy wokół drzew śmiejąc się i rozmawiając. Gdy wróciliśmy do przyjaciół, zastaliśmy bardzo ciekawy widok. Josh siedział oparty plecami o drzewa, Aria mu na kolanach i oboje byli bardzo sobą pochłonięci. Całując się namiętnie, nawet nie zauważyli że wróciliśmy. Rozbawiona tą sytuacją chrząknęłam znacząco. Gołąbeczki natychmiast się od siebie oderwały.Josh uśmiechał się jak głupi, a moja przyjaciółka miała wściekle różowe policzki i usta.
-Nie przeszkadzajcie sobie-powiedziałam.
-Ale...My...No..Ten tego...
-Twoja elokwencja Joshua mnie powala.- stwierdził Sam.
-A ugryź się.
-Nie, to nie smaczne. Wolałbym krew Ally.- powiedział blondyn.
-Ani mi się waż pijawo. To moja współlokatorka,- zawołała Aria.
-Spokojnie ja tylko żartowałem.
-No to my was zostawiamy. Idziemy na lekcję, za minutę dzwonek.-powiedziałam.
-My też idziemy.
Ruszyliśmy z Samem przodem. Gdy dostatecznie oddaliliśmy się od przyjaciół, uśmiechnęłam się do chłopaka szeroko. Ten tylko spojrzał na mnie, pokiwał głową, zamyślił się na chwilę i też szeroko uśmiechnął.
-Załatwione mała.
Zdziwiłam się, że tak łatwo przyjął porażkę, ale nic nie powiedziałam.
Biologii uczył postawny choć wysoki mężczyzna, wyglądający trochę jak Dumbledore. Miał długie, swie włosy i taką samą brodę, jasne wnikliwe oczy i radosny uśmiech. Jego twarz była poorana zmarszczkami. Był ubrany jasnoniebieską szatę w żółte gwiazdki. Wyglądał.. Naprawdę dziwnie i komicznie. Każdy uczeń traktował go z szacunkiem, tak samo jak każdy nauczyciel. Miał miły, pogodny głos i był strasznie życzliwy. Do każdego odnosił się z radosnym uśmiechem. Od razu go polubiłam. Był jak dziadek, którego nigdy nie poznałam. Po lekcji zatrzymał mnie chwilę w swojej klasie.
-Bardzo się cieszę, że do nas trafiłaś Alysso.
-Ja też proszę pana.
-Mam nadzieję, że będziesz się u nas dobrze czuła. A w razie czego, możesz się zwrócić do mnie.
-Dobrze, dziękuję, proszę pana.
W duchu zaczęłam go nazywać Albusem Dumbledorem.Naprawdę mi go przypominał.
Przez to,że profesor zatrzymał mnie w klasie, spóźniłam się na następną lekcję. Weszłam do szatni położonej niedaleko sali gimnastycznej i rozejrzałam się dookoła. Pomieszczenie był duże i wszędzie były szafki z nazwiskami. Znalazłam swoją, z numerem 209 i ją otworzyłam. W środku znajdowały się czarne buty do biegania, czarne którkie spodenki i biała bluzka z krótkim rękawkiem. Prędko dobiegłam do drzwi sali, i oddychając miarowo weszłam do niej. Zaczęły się już zajęcia. Nigdzie nie zobaczyłam nauczyciela więc podeszłam do Arii. Koleżanka była ubrana tak samo jak ja. Bez słowa podała mi gumkę do włosów. Zrobiłam wysokiego kucyka.
-Dzięki.
-Spoko.
-A gdzie jest nauczyciel? -zapytałam.
-Za tobą-odpowiedział mi męski lekko schrypnięty głos.
Posłałam Arii mordercze spojrzenie i powoli odwróciłam się na pięcie.
Za mną stał wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. W pierwszej chwilii wzięłam go za ucznia.Ubrany w białą bluzkę i szare spodnie od dresu.Nie mógł mieć więcej niż 20 lat. I był zabójczo przystojny. Blond włosy kontrastowały z opaloną, wsyportowaną sylwetką. Ale najpiękniejsze były oczy. Szare, w kolorze morza podczas sztormu.
-Dzień dobry.-powiedziałam uśmiechając się niepewnie.
-Jesteś tu nowa, prawda?- zapytał nie przywitawszy się. Już miałam coś na to odpowiedzieć, gdy w porę się opamiętałam. Przecież on był nauczycielem.
-Tak.
-Nie będę Cię traktował ulgowo. Dzisiaj biegamy. Pięć okrążeń wokół Scholi.
I ty myślałeś że się przestraszę? Phii....
Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem i ostatencyjnie odwróciłam się do niego plecami.
No to się zdziwisz.
Aria patrzyła na mnie z niemym szokiem. Wzięła mnie za ramię i odprowadziła na bok.
-Przecież on jest nauczycielem! Powinnaś być..milsza.
-Mowy nie ma.Najpierw niech on zacznie być kulturalny.
Przyjaciółka pokręciła głową z rozbawieniem.
-Z Tobą napewno nie będę się nudzić.
-To akurat wiem.-wyszczerzyłam do niej zęby w uśmiechu.
-Dobra, chodź. Zaczynamy.
Każdy w sali skończył się rociągać, poprawiać buty itp. Ustawliśmy się w linii prostej. Stałam między Arią a Samem.
-Będę liczyć do trzech. Gdy skończę, pobiegniecie.-powiedział Pan Zły i Straszny.- Jeden..Dwa...Trzy!!!
Ruszyliśmy. na początku tzrymałam się blisko przyjaciół. A potem... Coś we mnie wstąpiło. Wyprzedzałam każdą kolejną osobę. Z każdym oddechem stawałam się coraz szybsza. I wcale się nie męczyłam. Biegłam tak, jakbym chciała uciec. Uciec od rzeczywistości. Czułam wiatr we włosach i miły zapach świeżo skoszonej trawy. Czułam się świetnie. Biegłam kilka minut. W końcu zorientowałam się, że nikogo nie ma. Ani za mną, ani przede mną. Zdziwiona wróciłam do sali. Wszyscy już tam byli, czerwoni na twarzy i z trudem łapiąc oddech. I patrzyli się na mnie...Dziwnie patrzyli. Podeszłam więc do czwórki przyjaciół.
-Czemu się tak na mnie gapią? I czemu wy się gapicie?
-Skarbie, podczas gdy my wszyscy przebiegliśmy z trudem pięć okrążeń, Ty zrobiłaś.... Piętnaście, nawet się nie męcząc.-powiedział Sam patrząc na mnie z podziwem.
Piętnaście?
-Zgubiłam rachubę.
Przyjaciele tylko pokręcili głowami uśmiechając się do mnie. Po zajęciach, poszłyśmy z Arią i resztą dziewczyn do naszej szatni. Każda wyrażała swój podziw względem mojej kondycji i wszystkie chciały wiedzieć, jak to zrboiłam. Ja tylko wzruszałam ramionami i odpowiadałam, że lubię biegać.
Po kolacji, umyte i ubrane w piżamy, leżałyśmy już z Arią w łóżkach. Dziewczyna opowiadała mi szeptem, że już od dawna była zakochana w Joshu i że ten ich pierwszy pocałunek był cudowny. Cieszyłam się ze szczęścia lokatej. Gdy zasnęłam, miałam miłe sny. Tylko para pięknych, szarych oczu ciągle mnie prześladowała.
Rano wstałam bez pomocy przyjaciółki, wzięłam prysznic, pomalowałam rzęsy i usta, ubrałam mundurek i wróciłam do pokoju. Lokata właśnie wstawała z łóżka i zbierała się do łazienki ziewając.
-Sama wstałaś.-wyraziła swe zaskoczenie blondynka.
Uśmiechnęłam się tylko do niej. Gdy wyszła z łazienki, ubrana i już do reszty wybudzona, wzięłyśmy swoje torby i ruszyłyśmy na śniadanie. Dziś zrezygnowałam z płatek i wzięłam sobie dwie kanapki z dżemem truskawkowym. W stołówce było gwarno, każdy stolik i siedzenie zajęte oprócz naszego Josh już siedział przy nim, ale bez Sama.Za to z Jacobem. Posłałam czarodziejowi zaskoczone spojrzenie a ten ledwo dostrzegalnie wzruszył ramionami.
-Hej.- powiedziałyśmy z Arią jednocześnie siadając przy stoliku. Lokata i Josh od razu zaczęli nas ignorować i zajęli się sobą.
-Jak się czujesz?-spytał mnie Jacob.
-Dobrze.Dzięki, ze pytasz.I za tamto.-posłałam mu słodki uśmiech.
-Nie ma za co. Właśnie. Chciałem Cię zapytać czy byś....-nie dokończył.
Bowiem w sali pojawił się ktoś, kto z całą pewnością nie wyglądał dziś normalnie.
-------
Mam nadzieję, że się podoba. Spóźniony, ale za to długi ;) :D
środa, 14 października 2015
wtorek, 13 października 2015
To znowu Jaa
Tak wiem, miałam pisać nowy rozdział. Obiecuję,że napiszę go w tym miesiącu. Ale mam pytanko. Będzie ktoś z Was w tym roku na Targach PGA w Poznaniu? 16-18 października. Bo ja będę. Strasznie się tym jaram i wgl. Fajnie byłoby spotkać kogoś z Was na tej imprezie. Jeśli ktoś będzie, to proszę pisać w komentarzach poniżej.
I wgl moglibyście napisać w komentarzach, np. jakieś swoje życzenia o następnym rozdziale, co byście chcieli w nim przeczytać itp. Tak wiem, pisze bez sensu :D No ale to cała ja. Jestem najgorszą bloggerką na świecie i pewnie już nikt nie wchodzi na tego bloga, ale co mi tam :)
Tak więc, już kończę.
Do następnego rozdziału,
Pozdrawiam,
Wasza najmniej lubiana bloggerka Xd :)
I wgl moglibyście napisać w komentarzach, np. jakieś swoje życzenia o następnym rozdziale, co byście chcieli w nim przeczytać itp. Tak wiem, pisze bez sensu :D No ale to cała ja. Jestem najgorszą bloggerką na świecie i pewnie już nikt nie wchodzi na tego bloga, ale co mi tam :)
Tak więc, już kończę.
Do następnego rozdziału,
Pozdrawiam,
Wasza najmniej lubiana bloggerka Xd :)
niedziela, 11 października 2015
Od autorki
Okej. Będę kontynuować tego bloga. Wiem, ciągle zaslaniam się szkołą, ale to prawda. Jestem już w klasie 1 Technikum i mimo iż to fopiero początek roku, już mnie zawalili pracami domowymi i sprawdzianami. Ale będę się starać, obiecuję!!!
Ale przydałyby się Wasze komentarze. Bardzo. :(
Pozdrawiam :)
Ale przydałyby się Wasze komentarze. Bardzo. :(
Pozdrawiam :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)