niedziela, 31 maja 2015

Rozdział II

                                                    Drogi Pamiętniku,                                                  24.05.2015r

 czyż życie nie jest okrutne.? Według mnie tak. Dlaczego? Ponieważ, myślę, że dziecko, małe nienarodzone dziecko, ma takie samo prawo do życia jak to narodzone. Jak można nie kochać czegoś, co się samemu stworzyło? To jest chore. Takie dziecko przecież nic nikomu nie zrobiło,więc dlaczego ma umierać, nawet nie poznając smaku życia? Okrutne.
 Są na świecie dwa rodzaje ojców. Ci dobrzy i ci źli. Ci dobrzy, kochają swoje dzieci, dbają o nie, interesują się nimi. Ci źli mają głęboko w dupie własne dzieci, nie interesują się nimi. Ale istnieją też potwory. Potwory takie jak mój ojciec, który gdy mamy nie było w domu, bił, wyzywał i gwałcił mnie. Nazywał mnie szmatą i bił po całym ciele. Mojego brata zamykał w tym czasie w piwnicy w starej szafie, dobrze wiedząc, że jego syn ma klaustrofobię. Zaczęło się to wszystko, gdy skończyłam dwanaście lat. Wtedy mama bardzo dużo pracowała i całymi dniami nie było jej w domu. Ojciec, ten bezwartościowy śmieć, leżał przed telewizorem i żłopał piwo. Gdy tylko mama rano wyjeżdżała z podjazdu, zaczynał się mój koszmar. Nigdy nic mamie nie powiedziałam, ponieważ wiedziałam że ona kocha ojca. I nigdy się nie domyśliła co się działo z jej dziećmi, gdy zostawały same z "tatusiem".
  Dlatego nigdy nie miałam chłopaka. Po prostu się bałam, nie chciałam przypominać sobie tych cholernych łap na moim ciele. Matt, Sebastian i Scott, są moimi przyjaciółmi od podstawówki, ich się nie boję, nie boję się ich dotyku, zawsze pozostaliśmy w strefie przyjaźni. Alec? Alec jest moim bratem. On jeden, jedyny wie co się ze mną stało. Dlaczego stałam się opryskliwa, nieufna i samodzielna. Rozumiał mnie i kochał jak nikt inny. Ale zabroniłam mu mówić komukolwiek o tym co nas spotkało. Nie chciałam być wytykana palcami. 
Ten cholerny sukinsyn, który gwałcił mnie latami,a przed innymi udawał idealnego męża i ojca, odszedł od nas trzy lata temu. Właściwie to ja go zaszantażowałam, że pójdę na policję, jeśli od nas nie odejdzie. Wystraszył się i uciekł. Tchórz.
 Dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej? Ponieważ wiedziałam, że jeśli mu się przeciwstawię, to będzie to samo co ze mną, robił z Aleckiem. Chroniłam brata. 
  
  Popatrzyłam na łzę spływającą z mojego policzka na twardą, niebieską okładkę pamiętnika. Powoli stoczyła się z ciepłej skóry na chłodny papier.
To było wieki temu, nie wiem czemu o tym pisałam. Była godzina 02.35 a ja siedziałam skulona na swoim łóżku, przykryta kocem. Nienawidziłam tego. Tego poczucia bezsilności, które obezwładniało mnie za każdym razem, gdy wspominałam ojca. Bezsilność. Właśnie tak mogłam opisać czas od moich dwunastych urodzin do piętnastych.Wtedy po raz pierwszy się przeciwstawiłam.
Ale nie chciałam pamiętać, naprawdę, naprawdę chciałam zapomnieć.Ale pamiętanie boli.
Wsłuchałam się w cichy rytm uderzania kropel deszczu o moje okno. Schowałam pamiętnik pod poduszkę, długopis z czarnym atramentem położyłam na szafce nocnej. Wspominałam te chwile, kiedy cała nasza rodzina była szczęśliwa. Bo były takie momenty. Po chwili dudnienie ciężkich kropel ukołysało mnie z
powrotem do snu.

Nigdy nie byłam jakoś specjalnie wierzącą osobą, więc nie chodziłam do kościoła i dzięki temu dłużej spałam w niedziele, takie jak ta. Mimo, że rano padał deszcz, teraz, czyli o szóstej po południu, świeciło  słońce. Ziewnęłam, przeciągnęłam się i zeszłam z łóżka. Pościeliłam je, wzięłam ciuchy i weszłam do łazienki. Gorący prysznic działał cuda. Wysuszyłam swoje długie, czerwone włosy i ubrałam się w krótkie, dżinsowe spodenki i czerwoną koszulkę z nadrukiem białej czaszki z piszczelami po środku. Schowałam piżamy do kosza na pranie, umyłam zęby i poczłapałam do kuchni. Alec uniósł głowę znad miski płatków. No cóż, przyzwyczajenia, miał takie same jak ja. Spędzanie niedzieli się w to wliczało. Włosy miał rozczochrane i pił kawę.  Błee.. Kawa z płatkami. Nigdy nie mogę zrozumiec jak on t potrafi łączyć te dwie rzeczy.
- Gracie dziś koncert.?
-Tak, o dziesiątej w " Moon". Idziesz?
- Pewnie.
-O dziewiątej trzydzieści przyjadą chłopcy, możesz jechać z nami.
Pokiwał głową i wrócił do jedzenia. Wyciągnęłam z lodówki wczorajsze naleśniki i włożyłam je do mikrofalówki. Po pięciu minutach wyłożyłam je na talersz, posmarowałam nutellą i zaczęłam jeść. Gdy skończyłam, umyłam talerz i nóż, położyłam na suszarce i wyszłam z kuchni. Lekcje odrobiłam już w sobotę więc to miałam z głowy. Wzięłam z salonu koc, moją mp4 leżącą na stole i ruszyłam do ogrodu. Rozłożyłam koc na trawie, ściągnęłam koszulkę i się położyłam. Włączyłam Utwór Rihanny i Eminema "Love The Way You Lie" Nakryłam głowę koszulką i zasnęłam
.
Brązowe oczy śledziły każdy mój ruch. Szerokie i pełne usta rozciągały się w krzywym uśmiechu,tak seksownym, że to aż niedorzeczne. Przysunęłam się bliżej, usiadłam na jego kolanach, wplotłam ręce w jego nierówno ostrzyżone włosy i lekko szarpnełąm go do siebie. Wpatrywałam się w te cudne oczy, które widziały tylko mnie. On musnął zębami moją wargę a ja zadrżałam i wyszeptałam w jego usta jedno słowo:
-Jake.

Ktoś wybuchnął głośnym śmiechem. Otworzyłam szeroko oczy, koło mnie siedział Alec, który ściągnął mi z głowy koszulkę i wyjął z uszu słuchawki. Miał łzy w oczach i zwijał się ze śmiechu. Uświadomiłam sobie, że podczas snu wypowiedziałam na głos imię naszego kolegi z klasy. Gdy już się uspokoił, spojrzał na mnie wielkimi ze zdziwienia oczami i ni to powiedział ni to wyharczał.:
- Ty się w nim bujasz!
-Wcale nie- broniłam się, chociaż czułam gorąco wkradające mi się na policzki.
-A wcale że tak.!
-Nie
-Tak.
-Nie.
-Tak. Allyso Collins Ty się zadurzyłaś w Jacobie Glassie!- wykrzyknął zachwycony.
Skrzywiłam się na słowo"zadurzyłaś". Alec potrafił czasami tak grać mi na nerwach...
-Nie jestem nim zainteresowana.
-Jesteś, widziałem jak na niego patrzyłaś podczas lekcji.
-No i co z tego?
- Ally jesteś zakochana! Ty jesteś zakochana! Masz siedemnaście lat, i nigdy aż do tej pory nie byłaś zakochana!.
- A ty niby skąd o tym wiesz?
- Skarbie, jestem twoim bliźniakiem.- powiedział po czym posłał mi jeden ze swoich piękniejszych uśmiechów.
- Dobra, nieważne. Po cholerę mnie budziłeś.?
- Bo nie chcę się spóźnić na koncert swojej siostry.
-Cooo? Która godzina?
Spojrzał na masywny zegarek, który nasoił na lewej ręce, po czym odpowiedział rozbawiony.
-Pięć po dziewiątej.
Zerwałam się szybko z koca i nawet się za siebie nie oglądając, ruszyła, biegiem do swojego pokoju. Najszybciej jak umiałam, pomalowałam rzęsy, usta i oczy. Założyłam turkusową sukienkę przed kolano, która podkreślała mi oczy, wzięłam w ręce turkusowe baleriy, czarną torebkę i telefon i pobiegłąm z powrotem na dół. Alec już na mnie czekał na werandzie. Podczas gdy ja ubierałam buty i rozczesywałam włosy, on zamykał drzwi na klucz. Mama dziś cały dzień była u swojej przyjaciółki.Gdy zeszliśmy ze schodów, na podjazd pod naszym domem, podjechał duży czerwony van. Z tylniego siedzenia wypadli Sebastian i Matt, z za siedzenia kierowcy wysiadł Scott. Wszyscy troje zmiażdżyli mnie w uścisku. Alec'owi każdy z nich przybił żółwika i już wsiadaliśmy do samochodu. Przegadaliśmy całą drogę do klubu rozmawiając o szkole, nauczycielach i tym podobnych rzeczach. Listę piosenek ustaliliśmy tydzień temu, więc tym się nie przejmowaliśmy. Dojechaliśmy na miejsce. Lokal nie był dużym pomieszczeniem, ale za to był świetnie urządzony, nowocześnie ale i staromodnie. Chłopcy wnieśli sprzęt, po czym go rozłożyli.
Porozmawialiśmy chwilę z właścicielem klubu, po czym w czwórkę weszliśmy na scenę. Alec zajął miejsce w pobliżu sceny razem z jakimś chłopakiem, nie wiedziała z kim, ponieważ zgasły światła i praktycznie nic nie było widać. Przedstwiłam naszą kapelę, Back To Start i zaczęłam śpiewać. Na ten wieczór wybraliśmy utwory Rihanny, Ellie Goulding, Adama Lamberta i Christiny Perri.
Znowu zanurzyłam się w swoim świecie. Zamknęłam oczy i nie otwierałam ich aż do ostatnich słów ostatniej piosenki.

This time was different 
Felt like I was just a victim 
And it cut me like a knife 
When you walked out of my life 
Now I'm in this condition 
And I've got all the symptoms 
Of a girl with a broken heart 
But no matter what you'll never see me cry 
All my life


Gdy otworzyłam oczy, światła były już zaświecone. Każdy z kimś rozmawiał, wychodził pił piwo albo palił papierosa. Chłopcy z mojej kapeli, rozawiali z barmanem i Alec'kiem. Tylko jedna osoba,siedziała przy stoliku , na wprost mnie, nieruchomo ze spojrzeniem wbitym w moje źrenice. Para pięknych, czekoladowych oczu.

sobota, 16 maja 2015

Rozdział I

Powoli budząc sie ze snu, otworzyłam oczy i usiadłam na łózku. Spojrzałam na mały budzik leżący na szafce nocnej obok łózka. Była 7.15. Niechętnie wstałam z łózka i poczłapałam do niedużej łazienki znajdującej się za drzwiami mojego pokoju. Łazienka nie była duża, ale za to przestronna. Ściągnęłam piżamy i wślizgnęłam się  pod ciepłe strumienie wody. Piętnaście minut później wyszłam z łazienki, ubrana w jasne dżinsu i czarną koszulkę bez rękawów z logo Rolling Stoensów, do tego czerwono-czarna koszula w kratę i czerwoną bandamę na lewej ręce . Wysuszyłam swoje czerwone włosy, które sięgały już za łopatki, podmalowałam lekko rzęsy i nałożyłam truskawkowy błyszczyk na usta. Wzięłam z biurka nowiutką czarna torbę szkolną na ramię i zeszłam boso po drewnianych schodach do kuchni. Przy stole siedziała już mama. Była bardzo piękna. Odziedziczyłam po niej  mały, zadarty nosek, pełne usta i twarz w kształcie serca. Ja miałam błękitne oczy jak mój brat bliźniak które były takie same, jak u taty, mama miała zielone.Alec siedział naprzeciwko mamy i jadł kanapki z dżemem. Był tak samo wysoki jak ja i szczupły, ale umięśniony.Miał czarne włosy, które sterczał mu we wszystkie strony.Na lewej ręce nosił czarną bandamę. Ubrany był w jasne poszarpane na kolanach dżinsy i czarną koszulkę bez rękawów z Beatelsów, do tego koszula w kratkę i czarne trampki. Byliśmy ubrani podobnie, ale mi to nie przeszkadzało, w końcu byliśmy bliźniakami. Dałam mamie całusa w policzek i nalałam sobie mela do miski z moimi ulubionymi  płatkami czekoladowymi. Usiadłam obok brata i zaczęłam jeść.
-Przejmujecie się pierwszym dniem w nowej szkole.?- zapytała mama zatroskanym tonem.
-Nie- odpowiedzieliśmy chórem.
Mama przyjrzała nam sie dokładnie i powiedziała:
-Cieszę się, że tak mówicie,ale wiem jak to jest być nowym. I przykro mi, że musieliśmy się przeprowadzić z Los Angeles do Londyny przez moją pracę. Macie dopiero po siedemnaście lat i martwię sie o was. Odkąd tata nas zostawił, nic już nie jest takie samo....
- Mamo, to było trzy lata temu, on nie wróci, a ty tym bardziej nie powinnaś się tym przejmować!- podniosłam głos zdenerwowana wzmianką o moim ojcu.
Alec przygarbił się na krześle i nie odzywał. Ten temat był dla niego równie bolesny, jak dla mnie. Tym bardziej, że mama nie wiedziała o wielu sprawach związanych z naszym ojcem.
-Dobrze, nie wracajmy już do tego. Życzę wam miłego dnia.-powiedziała i wyszła z kuchni.
Alec spojrzał na mnie z ukosa. Poruszył rytmicznie brwiami, co przyprawiło mnie o atak śmiechu. Skończyłam jeść płatki, włożyłam miskę do zlewu i szturchnęłam brata w ramię.
-Chodź, nie chcę się spóźnić.
Podniósł swój granatowy plecak z podłogi, przerzucił go przez ramię, poczekał aż założę moje czerwone martensy i ruszyliśmy razem przez chodnik. Do szkoły mieliśmy jakiś kilometr. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i włączyłam  Rilo Kiley- Portions for Foxes. Była to jedna z naszych ulubionych piosenek. Stukając rytmicznie stopami o chodnik, nuciłam pod nosem teskt piosenki, którą znałam na pamięć.
Kiedy doszliśmy do szkoły zostało jeszcze jakieś pięć minut do dzwonka. Na szczęście byliśmy z Alec'kiem w tej samej klasie. Pierwszą lekcją była chemią z naszą wychowawczynią panią Wright. Przeprowadziliśmy się w połowie maja, więc byłam pewna, że nie przyjmą nas z otwartymi ramionami. Widząc po twarzach mijanych nas osób, wnioskowałam, że jesteśmy jedynymi bliźniakami w tej szkole. Niektórzy przystawali i otwarcie sie na nas gapili, inni odwracali wzrok, gdy napotkali moje chłodne spojrzenie. Nienawidziłam takich osób, które przyglądały się mnie i mojemu bratu jak okazom laboratoryjnym. Jakbyśmy byli mutantami. Owszem, wyglądaliśmy praktycznie identycznie ( z wyjątkiem długości i kolory włosów), ubieraliśmy się całkiem podobnie, ale pod względem charakterów, byliśmy cholernie różni. Alec był miły, przyjacielski, wesoły, delikatny, szczery i pomocny. No i był gejem. Mi to wcale nie przeszkadzało choć tylko ja o tym wiedziałam. Ja byłam spontaniczna, wredna, pyskata i denerwująca . Broniłam brata i nikomu nie pozwalałam go obrażać. Codziennie zakładałam  maskę obojętności dzięki której nikt nie mógł mnie zranić.Ramię w ramię weszliśmy do pełnej klasy i usiedliśmy w ostatniej wolnej ławce od okna. Była to potrójna ławka, więc Alec usiadł z lewej strony, ja w środku, a miejsce od okna pozostało wolne. Zaczęła się lekcja i weszła pani Wright. Była to kobieta bardzo wysoka i chuda, z czarnymi włosami poprzetykanymi siwizną ciasno zaplecionymi w długi warkocz sięgający jej do pasa, mogła mieć około 49 lat. Szła tak wyprostowana, jakby jej ktoś wsadził  kij w tyłek i uśmiechała się wrednie. Coś czułam, że jej nie polubię.Otworzyła swoje cienki usta pomalowane na burgundowo, z których wydobył się najpierw charkot, później ochrypły, niemiły dla uszu głos.
- Witam wszystkich. Dziś chciałabym przedstawić Wam dwoje nowych uczniów, którzy od dziś będą chodzić do naszej klasy. Poznajcie Aleca i Alyssę Collins. Przeprowadzili się do Londynu tydzień temu. Mam nadzieję, że powitacie ich ciepło. Alysso i Alecu, możecie się zwracać do mnie z każdym problemem.- zakończyła swój wywód nauczycielka.
  Zastanawiałam się właśnie nad wystawieniem środkowego palca chłopakowi ławkę przede mną, który bezczelnie gapił się na mój biust, gdy drzwi od klasy ponownie się otworzyły i stanął w nich przystojny chłopak. Miał czarne włosy ułożone w klasyczny nieład, brązowe oczy, śniadą karnację i niesamowite usta. Nosił czarną ramoneskę, biały T-shirt, czarne postrzępione dżinsy i czarne martensy. Był wyższy ode mnie, miał chyba coś koło dwóch metrów wysokości. I był zabójczo przystojny. Gdy te niesamowite brązowe oczy spoczęły na mnie, pośpiesznie odwróciłąm wzrok. Spojrzałam na panią Wright. Miała czerwone policzki.
-Panie Jacobie Glass. Jeszcze raz się pan spóźni, to wyślę pana do dyrektora!
-Przepraszam pani profesor.- uśmiech, który posłał jej Jacob, mógłby zniewolić wiele serc.
-Dobrze, siadaj koło panny Collins.- powiedziała, już milszym tonem.
Posłałam zdumione spojrzenie Alecowi który tylko podniósł jedną brew do góry i uśmiechnął się rozbawiony. Westchnęłam ciężko i przysunęłam się bliżej brata. Nauczycielka zaczęła mówić o nowym temacie lekcji, gdy poczułam jak Jacob siada obok mnie. Bił od neigo niesamowity żar i tylko cudem się nie odsunęłam. Wyciągnęłam z torby zeszyt w którym zapisywałam nowe teksty piosenek dla Back To Start, zespołu, w którym byłam wokalistką, który założyłam wraz z moimi trzema najlepszymi przyjaciółmi Mattem, Sebastianem i Scottem. Jednym uchem słuchałam Wright, drugim słyszałam nową piosenkę:

You're a spark without flame
I'm a desert in the rain
You're a mountain and I'm stepping stone
So walk away from your pride
It's demon is disguise
And it won't help you to calm the swelling tide
Show me that your're human, you won't break
Oh love your flaws and live for your mistakes
Beauty's on the surface wearing thin
Come closer show the marks upon your skin
Show me that you're human
Show me that you're human
 He runs away, hoping to fly high
Just to stumble at the sound of farewell
Watching without words
Waits at the window and amaze him
Empty space inside
Callously helping
To her bad dreams, worries
Have you heard goodbye?
Is a word of greeting?
They are one person
There are two lonely people
They are her three together
They are for everyone
Stand near the stairs
You'll see something
One to saying
Confusion has its price
Love does not lie
It is loose in the woman who complains
Saying that was lost
And choking on the word greetings
They are one person
There are two lonely people
They are her three together
They are for everyone

Nigdy nie myslałam nad tym, czy się do tego nadaję, znaczy się do pisania i śpiewania.To samo przychodziło. Było moim zajęciem w tych najcięższych chwilach. Wytchnieniem.
-Czy panna Collins chciałaby się z nami czymś podzielić ?- zapytała złośliwie Wright zmierzając do naszej ławki.
-Nie.-odpowiedziałam pewnym siebie głosem ukradkiem chowając zeszyt do torby.
Alec razem z Jacobem dusili w sobie śmiech. Wright wyglądałą na zaskoczoną tym, że ktos się jej postawił. Ja natomiast zaczynałam myśleć, że może jednak nie jest taka zła.
Choć zmieniłam zdanie po całym dniu zajęć. Jedyna i najcięższą pracą domową była oczywiście z chemii.  Gdy wracałam do domu wraz z Aleckiem wyklinałam na czym świat stoi naszą "kochaną nową wychowawczynię". Po zjedzeniu obiadu, odrobiłam tą cholerną chemię, wzięłam prysznic i przebrałam się w luźne spodnie  od piżamy czarne w kropki i biało-czarną bluzkę z krótkim rękawkiem. Związałam włosy w luźnego koka i spakowałam do torby książki na następny dzień. Posiedziałam chwilę na czacie rozmawiając z Sebastianem. Później zawołałam Aleca, razem wpakowaliśmy się do mojego łóżka obydwoje w piżamach i włączyliśmy horror na laptopie. Opowiadał on o dziewczynie, którą zastała apokalipsa zombii. Niby banał, ale my go uwielbialiśmy. Poza tym, leżenie najczęściej w moim łóżku i oglądanie horrorów, to był taki nasz mały zwyczaj. Alec zasnął w połowie filmu, kiedy się okazało, że najlepsza przyjaciółka głównej bohaterki jest w niej zakochana. Wyłączyłam laptopa, odłożyłam go na szafkę nocną, stojąca obok łóżka, okryłam nas obydwoje kołdrą i sama zasnęłam, kiedy moja głowa ponownie dotknęła poduszki.


 :)
Cześć i czołem wszystkim, którzy to czytają! Mam nadzieję, że Was nie rozczarowałam i że się podobało, liczę na szczere komentarze.
Od razu mówię, że rozdział będą się pojawiać raz na tydzień.
Tak więc, dziękuję za czytanie, i proszę o komentowanie. Pa!:*

piątek, 15 maja 2015

Prolog

 Wysoka dziewczyna weszła na scenę w jednym z najpopularniejszych londyńskich klubów. Była smukła i piękna. Czerwone włosy sięgały jej za łopatki, duże niebieskie oczy lustrowały wzrokiem widownię, krwistoczerwone pełne usta rozciągały się w uśmiechu. Miała na sobie czarną krótką sukienkę, z okrągłym dekoltem, a do tego czarne baleriny. Była zjawiskowa. Wzięła do ręki mikrofon i przemówiła cichym, jedwabistym głosem.
-Witam wszystkich. Nazywam się Alyssa, obok mnie, przy perkusji siedzi Matt, na gitarze gra Sebastian a przy mojej lewej stronie na drugiej gitarze, jest Scott. Nazywamy się Back To Start.Mamy nadzieję, że będziecie się dobrze bawić.!
Back To Start zaczęli grać, a na widowni wybuchł chaos. Chłopcy na scenie śmiali się i grali a Alyssa śpiewała. Stała na środku i miała zamknięte oczy. Śpiew totalnie nią owładnął, a ona poddała mu się z rozkoszą.
 Nie wiedziała, że w kącie sali wpatruje się w nią jak urzeczona para brązowych oczu.