czyż życie nie jest okrutne.? Według mnie tak. Dlaczego? Ponieważ, myślę, że dziecko, małe nienarodzone dziecko, ma takie samo prawo do życia jak to narodzone. Jak można nie kochać czegoś, co się samemu stworzyło? To jest chore. Takie dziecko przecież nic nikomu nie zrobiło,więc dlaczego ma umierać, nawet nie poznając smaku życia? Okrutne.
Są na świecie dwa rodzaje ojców. Ci dobrzy i ci źli. Ci dobrzy, kochają swoje dzieci, dbają o nie, interesują się nimi. Ci źli mają głęboko w dupie własne dzieci, nie interesują się nimi. Ale istnieją też potwory. Potwory takie jak mój ojciec, który gdy mamy nie było w domu, bił, wyzywał i gwałcił mnie. Nazywał mnie szmatą i bił po całym ciele. Mojego brata zamykał w tym czasie w piwnicy w starej szafie, dobrze wiedząc, że jego syn ma klaustrofobię. Zaczęło się to wszystko, gdy skończyłam dwanaście lat. Wtedy mama bardzo dużo pracowała i całymi dniami nie było jej w domu. Ojciec, ten bezwartościowy śmieć, leżał przed telewizorem i żłopał piwo. Gdy tylko mama rano wyjeżdżała z podjazdu, zaczynał się mój koszmar. Nigdy nic mamie nie powiedziałam, ponieważ wiedziałam że ona kocha ojca. I nigdy się nie domyśliła co się działo z jej dziećmi, gdy zostawały same z "tatusiem".
Dlatego nigdy nie miałam chłopaka. Po prostu się bałam, nie chciałam przypominać sobie tych cholernych łap na moim ciele. Matt, Sebastian i Scott, są moimi przyjaciółmi od podstawówki, ich się nie boję, nie boję się ich dotyku, zawsze pozostaliśmy w strefie przyjaźni. Alec? Alec jest moim bratem. On jeden, jedyny wie co się ze mną stało. Dlaczego stałam się opryskliwa, nieufna i samodzielna. Rozumiał mnie i kochał jak nikt inny. Ale zabroniłam mu mówić komukolwiek o tym co nas spotkało. Nie chciałam być wytykana palcami.
Ten cholerny sukinsyn, który gwałcił mnie latami,a przed innymi udawał idealnego męża i ojca, odszedł od nas trzy lata temu. Właściwie to ja go zaszantażowałam, że pójdę na policję, jeśli od nas nie odejdzie. Wystraszył się i uciekł. Tchórz.
Dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej? Ponieważ wiedziałam, że jeśli mu się przeciwstawię, to będzie to samo co ze mną, robił z Aleckiem. Chroniłam brata.
Popatrzyłam na łzę spływającą z mojego policzka na twardą, niebieską okładkę pamiętnika. Powoli stoczyła się z ciepłej skóry na chłodny papier.
To było wieki temu, nie wiem czemu o tym pisałam. Była godzina 02.35 a ja siedziałam skulona na swoim łóżku, przykryta kocem. Nienawidziłam tego. Tego poczucia bezsilności, które obezwładniało mnie za każdym razem, gdy wspominałam ojca. Bezsilność. Właśnie tak mogłam opisać czas od moich dwunastych urodzin do piętnastych.Wtedy po raz pierwszy się przeciwstawiłam.
Ale nie chciałam pamiętać, naprawdę, naprawdę chciałam zapomnieć.
Wsłuchałam się w cichy rytm uderzania kropel deszczu o moje okno. Schowałam pamiętnik pod poduszkę, długopis z czarnym atramentem położyłam na szafce nocnej. Wspominałam te chwile, kiedy cała nasza rodzina była szczęśliwa.
powrotem do snu.
Nigdy nie byłam jakoś specjalnie wierzącą osobą, więc nie chodziłam do kościoła i dzięki temu dłużej spałam w niedziele, takie jak ta. Mimo, że rano padał deszcz, teraz, czyli o szóstej po południu, świeciło słońce. Ziewnęłam, przeciągnęłam się i zeszłam z łóżka. Pościeliłam je, wzięłam ciuchy i weszłam do łazienki. Gorący prysznic działał cuda. Wysuszyłam swoje długie, czerwone włosy i ubrałam się w krótkie, dżinsowe spodenki i czerwoną koszulkę z nadrukiem białej czaszki z piszczelami po środku. Schowałam piżamy do kosza na pranie, umyłam zęby i poczłapałam do kuchni. Alec uniósł głowę znad miski płatków. No cóż, przyzwyczajenia, miał takie same jak ja. Spędzanie niedzieli się w to wliczało. Włosy miał rozczochrane i pił kawę. Błee.. Kawa z płatkami. Nigdy nie mogę zrozumiec jak on t potrafi łączyć te dwie rzeczy.
- Gracie dziś koncert.?
-Tak, o dziesiątej w " Moon". Idziesz?
- Pewnie.
-O dziewiątej trzydzieści przyjadą chłopcy, możesz jechać z nami.
Pokiwał głową i wrócił do jedzenia. Wyciągnęłam z lodówki wczorajsze naleśniki i włożyłam je do mikrofalówki. Po pięciu minutach wyłożyłam je na talersz, posmarowałam nutellą i zaczęłam jeść. Gdy skończyłam, umyłam talerz i nóż, położyłam na suszarce i wyszłam z kuchni. Lekcje odrobiłam już w sobotę więc to miałam z głowy. Wzięłam z salonu koc, moją mp4 leżącą na stole i ruszyłam do ogrodu. Rozłożyłam koc na trawie, ściągnęłam koszulkę i się położyłam. Włączyłam Utwór Rihanny i Eminema "Love The Way You Lie" Nakryłam głowę koszulką i zasnęłam
.
Brązowe oczy śledziły każdy mój ruch. Szerokie i pełne usta rozciągały się w krzywym uśmiechu,tak seksownym, że to aż niedorzeczne. Przysunęłam się bliżej, usiadłam na jego kolanach, wplotłam ręce w jego nierówno ostrzyżone włosy i lekko szarpnełąm go do siebie. Wpatrywałam się w te cudne oczy, które widziały tylko mnie. On musnął zębami moją wargę a ja zadrżałam i wyszeptałam w jego usta jedno słowo:
-Jake.
Ktoś wybuchnął głośnym śmiechem. Otworzyłam szeroko oczy, koło mnie siedział Alec, który ściągnął mi z głowy koszulkę i wyjął z uszu słuchawki. Miał łzy w oczach i zwijał się ze śmiechu. Uświadomiłam sobie, że podczas snu wypowiedziałam na głos imię naszego kolegi z klasy. Gdy już się uspokoił, spojrzał na mnie wielkimi ze zdziwienia oczami i ni to powiedział ni to wyharczał.:
- Ty się w nim bujasz!
-Wcale nie- broniłam się, chociaż czułam gorąco wkradające mi się na policzki.
-A wcale że tak.!
-Nie
-Tak.
-Nie.
-Tak. Allyso Collins Ty się zadurzyłaś w Jacobie Glassie!- wykrzyknął zachwycony.
Skrzywiłam się na słowo"zadurzyłaś". Alec potrafił czasami tak grać mi na nerwach...
-Nie jestem nim zainteresowana.
-Jesteś, widziałem jak na niego patrzyłaś podczas lekcji.
-No i co z tego?
- Ally jesteś zakochana! Ty jesteś zakochana! Masz siedemnaście lat, i nigdy aż do tej pory nie byłaś zakochana!.
- A ty niby skąd o tym wiesz?
- Skarbie, jestem twoim bliźniakiem.- powiedział po czym posłał mi jeden ze swoich piękniejszych uśmiechów.
- Dobra, nieważne. Po cholerę mnie budziłeś.?
- Bo nie chcę się spóźnić na koncert swojej siostry.
-Cooo? Która godzina?
Spojrzał na masywny zegarek, który nasoił na lewej ręce, po czym odpowiedział rozbawiony.
-Pięć po dziewiątej.
Zerwałam się szybko z koca i nawet się za siebie nie oglądając, ruszyła, biegiem do swojego pokoju. Najszybciej jak umiałam, pomalowałam rzęsy, usta i oczy. Założyłam turkusową sukienkę przed kolano, która podkreślała mi oczy, wzięłam w ręce turkusowe baleriy, czarną torebkę i telefon i pobiegłąm z powrotem na dół. Alec już na mnie czekał na werandzie. Podczas gdy ja ubierałam buty i rozczesywałam włosy, on zamykał drzwi na klucz. Mama dziś cały dzień była u swojej przyjaciółki.Gdy zeszliśmy ze schodów, na podjazd pod naszym domem, podjechał duży czerwony van. Z tylniego siedzenia wypadli Sebastian i Matt, z za siedzenia kierowcy wysiadł Scott. Wszyscy troje zmiażdżyli mnie w uścisku. Alec'owi każdy z nich przybił żółwika i już wsiadaliśmy do samochodu. Przegadaliśmy całą drogę do klubu rozmawiając o szkole, nauczycielach i tym podobnych rzeczach. Listę piosenek ustaliliśmy tydzień temu, więc tym się nie przejmowaliśmy. Dojechaliśmy na miejsce. Lokal nie był dużym pomieszczeniem, ale za to był świetnie urządzony, nowocześnie ale i staromodnie. Chłopcy wnieśli sprzęt, po czym go rozłożyli.
Porozmawialiśmy chwilę z właścicielem klubu, po czym w czwórkę weszliśmy na scenę. Alec zajął miejsce w pobliżu sceny razem z jakimś chłopakiem, nie wiedziała z kim, ponieważ zgasły światła i praktycznie nic nie było widać. Przedstwiłam naszą kapelę, Back To Start i zaczęłam śpiewać. Na ten wieczór wybraliśmy utwory Rihanny, Ellie Goulding, Adama Lamberta i Christiny Perri.
Znowu zanurzyłam się w swoim świecie. Zamknęłam oczy i nie otwierałam ich aż do ostatnich słów ostatniej piosenki.
This time was different
Felt like I was just a victim
And it cut me like a knife
When you walked out of my life
Now I'm in this condition
And I've got all the symptoms
Of a girl with a broken heart
But no matter what you'll never see me cry
All my life
Gdy otworzyłam oczy, światła były już zaświecone. Każdy z kimś rozmawiał, wychodził pił piwo albo palił papierosa. Chłopcy z mojej kapeli, rozawiali z barmanem i Alec'kiem. Tylko jedna osoba,siedziała przy stoliku , na wprost mnie, nieruchomo ze spojrzeniem wbitym w moje źrenice. Para pięknych, czekoladowych oczu.