sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział VII

-Chyba się budzi.
Usłyszałam czyjś głos.Jakiejś dziewczyny. Arii. Otworzyłam oczy. Leżałam na łóżku w moim nowym pokoju a nade mna pochylała się moja współlokatorka, dyrektorka szkoły, bodajże pielęgniarka i co ciekawe Sebastian i Jacob. Usiadłam szybko i się skrzywiłam. Głowa zaczęła mnie niemiłosiernie boleć.
-Uważaj złotko, nie powinnaś tak szybko wstawać-głos pielęgniarki był chropowaty i niemiły dla ucha.
Kiwnęłam delikatnie głową na znak zgody i rozejrzałam się po twarzach zebranych w pokoju.
-Co się stało?
-Zemdlałaś w stołówce.-usłyszałam odpowiedź z ust dyrektorki.
-Tak, nieźle mnie wystraszyłaś, myślałam że zawału dostanę.-powiedziała Aria i spojrzała na mnie karcąco.
-Ale dlaczego? Ja jeszcze nigdy nie straciłam od tak sobie przytomności.
-Nie wiemy, może to przez to, że to dla ciebie zmiana, nowe otoczenie, nowa szkoła, nowi znajomi....-powiedziała pielęgniarka.
-Albo może przez to że była głodna.-po raz pierwszy głos zabrał Jacob.
Spojrzałam na niego zdziwiona.Dyrektorka zauważyła mój wzrok więc zapytała.
-Alysso, kiedy było ostatnie karmienie?
-Jakie karmienie, przecież jeszcze nie zdążyłam zjeść swoich płatków.
-Chodzi nam o to, kiedy ostatnio piłaś krew.
Spojrzałam na nią osłupiała.
-Eee...Nigdy?.
Wszyscy zebrani w pokoju popatrzyli po sobie zaskoczeni.
-Więc dlatego zemdlałaś. Ally, myślę że powinnaś jak najszybciej napić się krwi.-powiedziała Aria.
-Niestety, nasze zapasy się skończyły, dostawa będzie tu dopiero za jakieś dwie godziny.-wyjaśniła przepraszającym tonem pielęgniarka i wyszła z pokoju.
-Ale do tego czasu, ona może albo umrzeć z pragnienia, albo nas wszystkich zaatakować.-głos Sebastiana był pełen niepokoju.
-Wiem, ale nie możemy nic zrobić. Dostawa będzie dopiero za dwie godziny.-dyrektorka wydawała się zasmucona.
-Nie możemy czekać.-Aria wydawała się coraz bardziej przerażona.
-Nie musimy.-odezwał się cicho Jacob.
-Słucham?-spytała zaskoczona dyrektorka.
-Powiedziałem, że nie musimy czekać. -powtórzył dobitnie.
-Więc co zrobimy?-zapytał mój przyjaciel.
-My nic. Ja muszę. Dam jej swoją krew.
-Nie ma mowy!-Sebastian był oburzony.
-Ty jako wampir, na niewiele się jej teraz zdasz, krew Arii jest niewystarczająca i niebiezpieczna, ponieważ jest wiedźmą, a pani dyrektor jest nosferatu,więc też odpada. Tylko moja krew, jako odpowiednik ludzkiej krwi, może jej pomóc.
-Nie chcę tego mówić, ale pan Glass ma rację. -odezwała się po minucie ciszy dyrektorka.
-To prawda. Zapewnijmy im trochę prywatności.-stwierdziła moja koleżanka i wyprowadziła za rękę z pokoju oburzonego i zdenerwowanego Drake'a. Dyrektorka wyszła za nimi i zamknęła drzwi. Popatrzyłam na chłopaka wielkimi oczyma.
-Wcale nie musisz niczego robić,nie chcę pić krwi, czyjejkolwiek krwi.
-Właśnie że musisz. I wypijesz moją.
Jacob usiadł na łóżku, podniósł mnie jakbym nic nie ważyła i posadził sobie na kolanach. Oparł się plecami o ścianę. Wpatrywałam się w niego zaskoczona i oburzona jednocześnie.
-Nie musiałeś sadzać mnie sobie na kolanach.
-Wiem, ale tak będzie łatwiej.
Przybliżył swoją twarz do mojej. Już myślałam że mnie pocałuje, jednak zatrzymał swoje usta zaledwie kilka milimetrów od moich warg.
-Twoja kolej maleńka.- powiedział lekko zachrypniętym głosem.
Nie wiedziałam co mam robić, patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana.On jednak uśmiechnął się łobuzersko i odsłonił przede mną swoją szyję.Niebieskie żyły pulsowały pod delikatną śniadą skórą.Chwilę wpatrywałam się w ten widok zaczarowana a potem go ugryzłam.
 Nawet nie poczułam jak wysuwają się kły i wbijają w cienką skórę.Do moich ust wlała się ciepła i słodka krew chłopaka. Była upajająca. Wreszcie czułam że żyję. Jego energia życiowa krążyła w moich żyłach, nasze serca złapały ten sam rytm. Byliśmy jednością.Cieszyłam się jak małe dziecko.Byłam szczęśliwa. Lecz zaraz przestałam.
W mojej głowie pojawiły się obrazy. Pędziły jak kalejdoskop rozmazując kolory.
 Poczułam zapach świeżo skoszonej trawy, ciasteczek czekoladowych i czyichś perfum. Kobiecych. I naraz wszystko stanęło, ustało. Byłam w czyimś domu, małym ale przytulnym. Paliło się w kominku a na dworze było ciemno.Pokój był dziecięcy z niebieskimi ścianami,łóżeczkiem i różnymi zabawkami. Na ścianie, nad łóżeczkiem były przyklejone złote litery. JACOB.

Rozdział krótki, wiem, ale obiecuję, że następny będzie dłuższy i lepszy. Przepraszam za długą nieobecność, postaram się to naprawić :) Mam nadzieję, że mi wybaczycie :) :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz