czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział IV

 Ból był wprost niewyobrażalny. Czułam go od cebulek włosów aż po koniuszki palców u stóp. Rozchodził się falami po moim ciele. Mroził mnie, zamrażał moje serce by znów wszystko rozgrzać. Czułam się bezsilna. Nie mogłam otworzyć oczu, krzyknąć czy choćby drgnąć. Nigdy nie przeżywałam takich agonii. Czułam jakbym trafiła na samo dno piekła i poleciała na Antarktydę równocześnie.Nie słyszałam i nie czułam kompletnie nic. Byłam zamknięta w mej katuszy. Nie wiedziałam ile czasu minęło od kiedy umarłam. Bo tego byłam pewna. Umarłam i przeszłam się na tamten świat. Mogło minąć kilka sekund,kilka minut lub kilka godzin. Nie wiedziałam tego.
W pewnej chwilii zamiast głębokiej czerni, w jakiej byłam pogrążona, pojawił się błysk światła. Rósł i rósł aż spowił całą ciemność i ją rozproszył. Przede mną stanęła postać ubrana w srebrny, połyskujący płaszcz sięgający ziemi, głowę miała zakrytą kapturem.Nie mogłam rozpoznać płci przybysza.
- Alysso Katherino Eleno Collins..- ów nieznajoma postać przemówiła głosem, którego nigdy w życiu nie zapomnę. Był piękny jak śpiew słowika o poranku. - Umarłaś. Zostałaś wybrana by być pierwszą i jedyną na świecie taką hybrydą. Będziesz pragnąć krwi jak wampiry, będziesz mieć ich siłę i refleks, szybkość i piękno. Wilkołakiem zmieniającym postać, mającym dobry słuch, węch i wzrok. Kitsune władającym energią.I aniołem, który stawia ponad wszystko dobro oraz jego moce skrzydeł. Od dziś jesteś wyjątkowa i przez to niebezpieczna. Musisz uważać na to co robisz. Zostałaś wybrana do spełnienia bardzo ważnej roli w świecie, o którego istnienia nigdy nie wiedziałaś. Żyją w nim wampiry, wilkołaki, kitsune, elfy, syreny, duchy, czarodzieje i czarodziejki oraz inne magiczne stworzenia. O roli jaką masz odegrać, dowiesz się w swoim czasie.
Wbiłam wzrok w postać, kompletnie oszołomiona. Ja mam być jakąś hybrydą niosącą dobro wszem i wobec? No chyba nie. Już chciałam zaprotestować, gdy nagle wszystko się zaczęło rozmywać. Zdążyłam jeszcze tylko usłyszeć cichy głos dziwnej postaci.
- Strzeż swojego serca.
Strzeż swojego serca. Te słowa tłukły się po mojej głowie, gdy zaczęłam spadać i spadać i spadać w dół.

Powoli zaczęłam otwierać oczy. Choć słońce mocno mnie raziło, zdołałam je otworzyć. Z tego co się zdążyłam zorientować, byłam na sali szpitalnej, w której było pełno jakichś łądnie pachnących kwiatów. Róż. Stały wszędzie, na telewizorze, który stał na stoliku naprzeciwko łóżka, na stoliku nocnym a nawet na podłodze. Były czerwone i no cóż, moje ulubione. Zamrugałam kilka razy i zobaczyłam Aleca, który siedział na krześle przy moim łóżku i wlepiał we mnie wzrok.
-Cześć.- prawie nie poznałam własnego głosu. Brzmiał słodko i jak...dzwoneczki na wietrze,zabawne.
-Hhej- odpowiedział mój brat.
-Czemu się tak we mnie wpatrujesz?
-Ally... Ty.... byłaś w śpiączce przez dwa tygodnie, nie mogliśmy Cię wybudzić, myśleliśmy że już nigdy się nie obudzisz.- Ale mówił to wszystko zdławionym głosem.
-Ale się obudziłam.- powiedziałam beztrosko.
- Lekarze mówili że to prawdziwy cud, że nie umarłaś.
Umarłam pomyślałam kiwając głową. Nagle zauważyłam na niej coś długiego i jasnego. Alec patrzył na mnie jak na małe dziecko, któremu stała się krzywda.
-Alec, braciszku...Powiedz mi co się stało z moimi rudymi włosami?!- krzyknęłam zdenerwowana.
Bo rzeczywiście, moje włosy były teraz koloru jasny blond i były dłuższe, sięgały mi do pasa. Brat nie wiedział co zrobić, wykręcał sobie palce u ręki.
-No ten tego.. jak byłaś w śpiączce to się jakoś tak.... zmieniły kolor?-ostatnie zdanie zabrzmiało niczym pytanie.
Byłam wściekła, więc odetchnęłam głęboko,policzyłam do dziesięciu i dopiero wtedy się odezwałam.
-Okej. Ale gdzie jest mama.? I chłopcy? I skąd te róże.?
-Mama pojechała do domu,siedział przy tobie całą noc, chłopcy też niedawno stąd wyszli i zatrzymali się u nas, by móc Cię codziennie odwiedzać. A róże? No cóż... od chłopaków, od Dylana i Jacoba i od większości naszej klasy.
Okej, te wyjaśnienia mnie zdziwiły, ale się nie odzywałam.
-Zawołaj lekarza.
- Żle się czujesz, coś Cię zabolało.?- Alec mało co na zawał nie zeszedł ze strachu.
-Nie głupiku, chcę iść do domu.
-Nie możesz, dopiero co się obudziłaś.
-Owszem, mogę. Zawołaj go.
-Ale..
-Alec, nie ma żadnego ale. Chcę do domu. Już.
Chłopak spojrzał na mnie jak na wariata, ale mnie usłuchał. Wybiegł z pokoju by po chwili wrócić z młodym mężczyzną po dwudziestce ubranym w biały kitel. Był przystojny i nosił okulary korekcyjne. I był cholernie wysoki.
-Widzę że już się obudziłaś.
Nie wiedziałam kiedy przeszliśmy na Ty, ale zignorowałam to.
-Tak i wracam do domu.
Mężczyzna zamrugał zdezorientowany.
-Nie, nie wracasz, Dopiero się obudziłaś, byłaś w śpiączce przez dwa tygodnie.
-Wiem. ale jestem już zdrowa jak ryba.
-Pozwól, że to ja o tym zdecyduję.
Wzruszyłam ramionami
-Okej.
-Podciągnij bluzkę.
Zrobiłam tak jak kazał. Po chwili poczułam na delikatnej skórze na plecach jak bada stetoskopem mój oddech.
-Rozluźnij się i oddychaj głęboko.
Zbadał jeszcze moją klatkę piersiową. Pokiwał głową i delikatnie odkleił plaster na moim czole, na którego nawet nie zwróciłam uwagi odkąd się obudziłam. Lekarz i Alec głęboko zaczerpnęli powietrza na widok mojego czoła.
-Ale ale.. jak to  możliwe... Jeszcze dwa dni temu, miałaś tam głęboką szramę a teraz.. nawet blizny.- lekazr wydawał się być zszokowany.
Uśmiechnęłam się niewinnie i wymruczałam.
-Magia.
Mężczyzna nie miał już podstaw mnie dłużej przetrzymywać, więc wyraził zgodę na mój powrót do domu. Przebrałam się w dżinsy i luźną bluzkę, które mama musiała mi wcześniej przywieźć.
Zabroniłam Alecowi informowania kogokolwiek o tym, że się obudziłam więc zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do domu.
Alec otworzył przede mną drzwi wejściowe, ale spojrzeniem kazałam mu iść przodem. Słyszałam mamę krzątającą się w kuchni, chłopaków z mojej kapeli, którzy zapewne jej pomagali. Alec skierował się w tamtą stronę. Wszedł do kuchni. Gdy mama go ujrzała, zwołała
- Alec, co Ty tu robisz? Powinieneś być ze swoją siostrą.
Alec spojrzał na nią wielkimi oczyma.
-Właściwie ona..
-Właściwie ona jest w domu- dokończyłam i stanęłam obok  niego na środku kuchni.
Mamie wyrwał się szloch, po czym rzuciła się na mnie całym ciałem. Nawet nie poczułam jej ciężaru.
-Och, córciu, tak się bałam...- szeptała mi do ucha zdławionym głosem.
Sebastian, Matt i Scott poderwali się z krzeseł, w chwili gdy Alec odsunął ode mnie mamę i wszyscy trzej równocześnie się na mnie rzucili.
-Uważajcie na nią, bo jej coś połamiecie.- krzyknęłam mama przerażona widokiem trzech rosłych chłopaków rzucających się na jej delikatnie wyglądającą córkę. W rzeczywistości byłam silniejsza od nich wszystkich razem wziętych, więc tylko się uśmiechnęłam i przytuliłam całą trójkę.
 Matt miał załzawione oczy, Scott śmiał się szczęśliwy jak debil, a Sebastian spoglądał mi spokojnie w oczy. Wycałowałam wszystkich obecnych w pomieszczeniu, szczęśliwa, że już nie muszę być nękana koszmarnym bólem.
Kilka godzin trwało obcałowywanie mnie i zapewnienia że w blondzie mi prześlicznie.
Gdy skończyłam jeść kolację przygotowaną przez mamę, dochodziła dwudziesta pierwsza trzydzieści. Ziewnęłam przeciągle, próbując to ukryć, choć czujne oczy mamy  i tak to zauważyły.
-Koniec na dziś. Chłopcy do łóżek. Alysso, ty też już idź spać dobrze?
-Dobrze mamusiu.
Weszłam do swojego pokoju. Pachniał mną, był mój, ale i tak czułam się w nim obco. Weszłam do łazienki, umyłam zęby, ściągnęłam ciuchy i bieliznę i wrzuciłam do kosza na pranie. Założyłam luźną piżamę, zgasiłam światło w łazience i w pokoju i wpakowałam się do łóżka.
Słyszałam każdy oddech ludzi śpiących w tym domu. Czułam przepływającą w ich żyłach świeżą i pyszną krew. Chwila, od kiedy uważam że krew jest "pyszna"? Ta przemiana w hybrydę, czy cokolwiek to było, zmieniło mnie. Jeszcze nie wiem czy na dobrze, czy na źle. Ale chciałam się dowiedzieć.
Usłyszałam ciche kroki pod drzwiami pokoju. Wiedziałam kto to już po samym zapachu. Przesunęłam się by zrobić mu miejsce. Po chwili poczułam jego ciepłe ciało obok mojego. Podparłam się na dłoni i spojrzałam w jego zielone oczy skryte w mroku.
-Wiedziałeś.- wyszeptałam.
-Tak.
-I nic nie mogłeś zrobić?
-Nic.
-Więc, co teraz ze mną będzie?
-Przeniesiesz się do nowej szkoły. Z internatem. Ale o twojej...hmm... zmianie, nikt się nie może dowiedzieć.
-Wiem, ale dlaczego muszę się przenosić.?
Choć znałam odpowiedź na to pytanie, chciałam ją usłyszeć od niego.
-Bo tam są tacy jak Ty. Wyjątkowi.
- I mój kolega z klasy, Jacob też tam będzie.
-Tak, on jest wilkołakiem.
-A Ty, Sebastianie, kim Ty jesteś?- zapytałam.
-Ja? Nikim ważnym
-Dla mnie jesteś bardzo ważny.
Widziałam w ciemności jego szeroki uśmiech.
-Okej. Tylko mnie nie bij. Jestem najstarszym z mojego rodu, z rodu Drake'ów. Alysso, jestem wampirem.

sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział III

Powoli zeszłam ze sceny, ale jego już nie było. W jednej chwili siedział przy stoliku, w drugiej znikł. Lekko się zdziwiłam, wzruszyłam ramionami i ruszyłam w stronę baru. Gdy stanęłam obok Aleca, ujrzałam najsłodszego chłopaka na świecie. Serio. Miał duże, czekoladowe oczy, brązowe kręcone włosy i różowe usta. Wyglądał jak aniołek, a stał za barem.Przypominał miłęgo chłopca z sąsiedztwa. I gdy patrzył na mojego brata, rumienił się. Szybko zorientowałam się w sytuacji.
Alec wkońcu oderwał spojrzenie od chłopaka i uśmiechnął się do mnie.
- Alysso przedstawiam ci Dylana Corvina. Dylanie, to moja siostra bliźniaczka Alyssa.- przedstawił nas sobie Alec.
-Hej. -uśmiechnęłam się do chłopaka szeroko.
- Cześć.- gdybym miała przy sobie aparat, zrobiłabym mu zdjęcie. Chłopak był po prostu śliczny.
Spojrzałam szybko na chłopców z mojej kapeli i podjęłam decyzję w ułamku sekundy.
- Chłopcy, musimy złożyć sprzęt. Niech Alec i Dylan sobie pogadają.
Odwróciłam się do brata, posłałam mu oczko i z powrotem weszłam na scenę. Pozwijaliśmy kable, pochowaliśmy gitary, mikrofony i perkusję do samochodu Scotta.Zaparkowaliśmy go z tyłu klubu, więc oprócz nas, nikogo tu nie było.
Korzystając z tego, że byliśmy na zewnątrz, Matt i Scott odpalili papierosy i zaciągali się nimi mocno. Ja nie paliłam, a Sebastian właśnie rzucał, więc staliśmy od przyjaciół w pewnym oddaleniu.
Gwiazdy świeciły jasno na tle ciemnego nieba.
Zawsze lubiłam noc, o tej porze czułam się bezpiecznie.
Wpatrywałam się w te jasne punkciki i myśląc o innych ludziach. Każdy człowiek ma swoją własną niepowtarzalną historię. Miłość którą stracił, marzenia, które spełnił. Pod pewnymi względami wszyscy ludzie są tacy sami, pragną szczęścia, chcą kochać i być kochanymi, dożyć starości w gronie rodziny i przyjaciół. Nikt nie chce być samotny. Ale każdy z nas idzie swoją własną drogą, podejmuje własne dezycje i popełnia własne błędy. Jesteśmy istotami obdarzonymi umysłem i wolną wolą. Potrafimy myśleć, szukać i błądzić. Staramy się dążyć do doskonałości, mimo że tak naprawdę już jesteśmy doskonali.
Owszem, popełniamy błędy, czasem niewybaczalne grzechy. Ale pod względem duszy jesteśmy idealni. Lecz czy naprawdę.? Istnieją też ludzie, którzy mają duszę tak mroczną, że nie są w stanie dążyć do zbawienia. Potwory, które bawią się ludzkimi uczuciami i ludzkim życiem. To nie są ludzie. To są demony pod powłoką ludzi.
Głos brata wyrwał mnie z zamyślenia:
-Chodź Ally, jedziemy.
Odrzuciłam ponure myśli potrząsając głową i wsiadłam do samochodu. Sebastian siedzący na miejscu pasażera włączył radio. Ja siedziałam z tyłu, pomiędzy Mattem i Alec'kiem.Na rozmowę o Dylanie bedę musiała poczekać.Wiedziałam, że chłopcy nie mają gdzie przenocować.
- Chcecie u nas dziś zostać.?- zapytałam.
Chłopcy wymienili spojrzenia, po czym chórem stwierdzili że tak.
-Twoja mama nie będzie zła.?- spytał Matt.
-Nie, przecież to i tak nie pierwszy raz.
To prawda, po koncertach chłopcy często u nas zostawali na noc. Ale to było w starym mieście. W starym życiu.
Dojechaliśmy na miejsce, otworzyłam drzwi, ściągnęłam buty, pozapalałam światła i ruszyłam do kuchni.
-Ściągnijcie buty i usiądźcie w salonie.!-krzyknęłam wyciągając z lodówki szynke, majonez, pomidora, dżem truskawkowy, margarynę i ogórka.
Alecowi zrobiłam kanapkę z szynką i pomidorem, sobie z szynką i ogórkiem, Mattowi z ogórkiem,  Scottowi z szynką i majonezem <błe> a Sebastianowi z dżemem. Położyłam po dwie kanapki na każdy talerz, rozłożyłam to na tacy i zaniosłam do salonu. Chłopcy właśnie urządzali nasz salon w małe kino domowe. Odsunęli fotele, porozkładali na podłodze koce i poduszki. Położyłam tacę na małym stoliku odsuniętym pod telewizor i poszłam po napoje gazowane.
Wzięłam trzy dwulitrowe butelki i pięć szklanek (znowu na tacę) i położyłam koło kanapek.
Wiedziałam, że mamy nie ma w domu, ale nie chciałam dzwonić, bo było już po północy.
 Pewnie spała u swojej koleżanki. Chłopcy już przebrali się w krótkie szorty i koszulki do spania Aleca ( na szczęście wszyscy mieli taki sam rozmiar), więc poszłam na górę, przebrałam się w piżamy składające się z krótki materiałowych spodenek i bawełnianej bluzeczki i moje ulubione skarpetki frotte.
 Wiem że każdy normalny człowiek chodzi w nich w zimie, ale ja zakładam je codziennie do snu, niezależnie od pogody. Rozczesałam swoje długie włosy. Zszedł już z nich czerwony ,teraz były płomienno rude. choć czerwony pozostał na końcówkach. Splotłam je w luźnego warkocza i zszedłam na dół.
Chłopcy już na mnie czekali. Znowu usiadłam pośrodku, tym razem pomiędzy Scottem a Sebastianem. Alec położył głowę na moim brzuchu, a Matt na moich kolanach. Na szczęście przedtem okryłam się kocem, więc nawet nie drażniły mnie włosy Matta. Sebastian włączył film, a Scott oparł głowę na moim ramieniu. Ja oparłam się o kanapę, przed którą siedzieliśmy.
Na ekranie telewizora pojawił się tytuł " Oszukać przeznaczenie". Domyśliłam się, że to Sebastian wybierał, ponieważ to był jego ulubiony film.
Scott, który siedział najbliżej stolika, podał każdemu odpowiedni talerz z kanapkami. Jedliśmy w milczeniu od czasu do czasu wykrzykując wyzwiska pod adresem głównych bohaterów.
Gdy zaczęły lecieć napisy końcowe, Matt, Scott i Alec już słodko spali.
W pokoju było ciemno, tylko telewizor dawał mdłe światło.Poruszyłam się lekko, ułożyłam głowę Scotta na kanapie, ponieważ boleśnie wbijał mi się podbródkiem w ramię, oddychając miarowo.
Przekręciłam się lekko i ujrzałam twarz Sebastiana, który wpatrywał się we mnie. Miał dziwny wyraz twarzy, którego zaspana, nie mogłam rozszyfrować.
-Hej, co robisz?-mruknęłam cicho, nie chcąc obudzić reszty przyjaciół.
-Zastanawiam się.-odpowiedział równie cicho.
-Nad czym.?
-Nad tym, kiedy to się stanie.
-Co się stanie?
Uśmiechnął się tylko smutno w odpowiedzi.
-Nie mogę ci powiedzieć.
-Proszę.
-Nie Alysso. Dowiesz się w swoim czasie.
- O czym się dowiem.?- coraz mniej rozumiałam z tej rozmowy.
-O czymś ważnym. Bardzo ważnym. Ale teraz śpij,mała.
Jeszcze raz uśmiechnął się smutno i pocałował mnie ciepłymi wargami w czoło. A ja odpłynęłam...
                                                              ~~~~~~~~
 Zamrugałam oczami gdy do pokoju wdarły się promienie słońca.
-O patrzcie, Śpiąca Królewna wstała.-powiedział ktoś.
Gdy otworzyłam oczy i usiadłam na łóżku, okazało się, że to mówił Scott. Chwila..W łóżku.?
-Jakim cudem ja się tu....-zaczęłam
-...znalazłam?.- dokończył Matt
-Przenieśliśmy Cię-odpowiedział Sebastian.
-Kiedy?
-Jak tylko się obudziliśmy i posprzątaliśmy.
-Posprzątaliście? -no, tego bym się nie spodziewała,
-No tak. Umyliśmy talerze,odłożyliśmy na miejsce koce i poduszki.
-I twojego brata też.- powiedział Matt z błyskiem w oku.
-Przenieśliście Aleca? Z dołu, na górę.?
-Tak, za ciężki to on nie jest.
-No dobra, ale która jest godzina?-zapytałam wciąz skołowana.
Matt spojrzał na zegarek na swoim lewym nadgarstku, po czym odpowiedział: Coś koło siódmej.
-Jasna cholera! - krzyknęłam tak głośno, że Sebastian spadł z mojego łóżka, na którym siedzieli wszyscy trzej.
-Błagam, obudźcie szybko Aleca.- zawołałam, po czym pobiegłam do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic, błyskawicznie wysuszyłam włosy i ubrałam się w dżinsowe spodenki i błękitny top bez ramiączek. Złapałam torbę i zbiegłam do kuchni. A to co tam zastałam, było po prostu genialne.
Sebastian w różowym fartuszku mojej mamy stał przy kuchence i smażył naleśniki sądząc po zapachu, Alec siedział przy stole z wilgotnymi włosami z Mattem, który karmił go jak małe dziecko naleśnikiem, co wyglądało komicznie. A Scott czekał na mnie ze śliniakiem w ręce.
-Chyba żartujesz. Skąd wziąłeś ten śliniaczek?-zapytałam wchodząc do kuchni i krztusząc się ze śmiechu.
Scott przybrał poważny wyraz twarzy i odpowiedział równie poważnym głosem.:
-Byłem w sklepie, pomyślałem, że ci się przyda.
Spojrzałam na niego rozbawiona i wybuchnęłam śmiechem.
W tym samym czasie, w którym Sebastian odwrócił się w moją stronę, ja pstryknęłam mu zdjęcie.
-Heeej! Bez zdjęć.!- zawołał udając oburzenie.
Zignorowałam go i ustawiłam go sobie na tapetę.
Chłopak próbował zabrać mi telefon, ale byłam szybsza, schowałam komórkę do kieszeni i pacnęłam go po rękach.
-Kurde- burknął.
Uśmiechnęłam się do niego niewinnie, zabrałam swoje śniadanie i zaczęłam jeść. Gdy skończyłam przegryzać ostatni kęs, wyrwało mi się:
-Jesteś Boski.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
Gdy został już zjedzony ostatni naleśnik (przeze mnie) zaczęliśmy się zbierać.
-Podrzucicie nas do szkoły?- spytałam Scotta.
-Jasne.
Wpakowaliśmy się do samochodu, tym razem to ja siedziałam koło kierowcy. Kilka minut później zatrzymaliśmy się przed gmachem szkoły. Wiedziałam że nie spotkamy się za szybko, więc kazałam chłopakom wysiąść. Najpierw przytuliłam Matta, później Scotta, a na koniec wpadłam w ramiona Sebastiana. Mocno objął mnie ramionami w talii i wyszeptał cicho do ucha
- Nieważne co się stanie, możesz zawsze do mnie zadzwonić. O każdej porze dnia i nocy. Przyjadę i się tym zajmę.
Pokiwałam głową, a on mnie pocałował. W usta. Ale to nie był żaden romantyczny pocałunek. Według mnie, przypominało to raczej całus pieska preriowego, który całuje się na pożegnanie. I wiedziałam, że Sebastian też to tak odczuwa.
Oderwaliśmy się od siebie. Ja, no cóż, niechętnie, ponieważ to było naprawdę miłe doświadczenie. Dopiero gdy odwróciłam się od Sebastiana, spostrzegłam że mamy widownię. Alec, Matt, Scott jak i również połowa szkoły, wpatrywali się we mnie i Zielonookiego zafascynowani.
Poczułam, że się rumienię, więc cmoknęłam resztę mojej kapeli w policzki i razem z Alec'kiem patrzyłam jak odjeżdżają. Nasza mała widownia się rozeszła i mogliśmy już spokojnie wejść do szkoły. Dopiero po dłuższym czasie Alec się odezwał.
-Wy się całowaliście- powiedział, jakby nie mógł w to uwierzyć.
-Pieski preriowe.- mruknęłam w odpowiedzi i weszłam do klasy.
Codziennie mieliśmy taki sam plan lekcji.
Chemia, Biologia, Literatura, Wos, Wf, Wf, Angielski i Historia.
Usiadłam w naszej ławce, tym razem od okna, chcąc uniknąć rozmowy z bratem. Jacob już siedział na miejscu, pośrodku.
Gdy tylko Wright zaczęła swój monolog, ja się wyłączyłam. Otworzyłam zeszyt do chemii na czystej stronie i zaczęłam szkicować.
Delikatne linie, lekkie wycieniowanie, mocniejsze kontury. To pomagało mi choć trochę uporządkować skołowane myśli. Gdy skończyłam rysować, byłam tak zaabsorbowana przyglądaniem się rysunkowi, że nie zauważyłam, kiedy Jacob nachylił się do mojego ucha.
-Pieski preriowe?-zapytał głębokim głosem.
Drgnęłam zaskoczona i pokiwałam głową. Faktycznie narysowałam dwa całujące się pieski preriowe.
Gdy po lekcjach wychodziliśmy z Alec'kiem ze szkoły, wciąż myślałam o Sebastianie. Nie w żaden romantyczny sposób, co to, to nie. Po prostu dziwiło mnie jego zachowanie.
Nigdy, z żadnym chłopakiem się nie całowałam, tym bardziej nie z żadnym z moich przyjaciół.
To się stało w jednej sekundzie.
W mgnienu oka dostrzegłam, że coś jest nie tak, odepchnęłam Aleca za siebie i przyjęłam uderzenie. Błysk świateł, huk i krzyk.
Upadłam na ulicę. Z głowy leciało mi coś ciepłego i mokrego.
Wiem, że ktoś krzyczał. Ktoś wzywał karetkę. Ktoś płakał. I ktoś trzymał mnie mocno za rękę.
I wtedy zwolnił się oddech. Klatka piersiowa przestała się unosić.Ból był niewyobrażalny. Zamknęłam oczy. Umarłam.