Powoli budząc sie ze snu, otworzyłam oczy i usiadłam na łózku. Spojrzałam na mały budzik leżący na szafce nocnej obok łózka. Była 7.15. Niechętnie wstałam z łózka i poczłapałam do niedużej łazienki znajdującej się za drzwiami mojego pokoju. Łazienka nie była duża, ale za to przestronna. Ściągnęłam piżamy i wślizgnęłam się pod ciepłe strumienie wody. Piętnaście minut później wyszłam z łazienki, ubrana w jasne dżinsu i czarną koszulkę bez rękawów z logo Rolling Stoensów, do tego czerwono-czarna koszula w kratę i czerwoną bandamę na lewej ręce . Wysuszyłam swoje czerwone włosy, które sięgały już za łopatki, podmalowałam lekko rzęsy i nałożyłam truskawkowy błyszczyk na usta. Wzięłam z biurka nowiutką czarna torbę szkolną na ramię i zeszłam boso po drewnianych schodach do kuchni. Przy stole siedziała już mama. Była bardzo piękna. Odziedziczyłam po niej mały, zadarty nosek, pełne usta i twarz w kształcie serca. Ja miałam błękitne oczy jak mój brat bliźniak które były takie same, jak u taty, mama miała zielone.Alec siedział naprzeciwko mamy i jadł kanapki z dżemem. Był tak samo wysoki jak ja i szczupły, ale umięśniony.Miał czarne włosy, które sterczał mu we wszystkie strony.Na lewej ręce nosił czarną bandamę. Ubrany był w jasne poszarpane na kolanach dżinsy i czarną koszulkę bez rękawów z Beatelsów, do tego koszula w kratkę i czarne trampki. Byliśmy ubrani podobnie, ale mi to nie przeszkadzało, w końcu byliśmy bliźniakami. Dałam mamie całusa w policzek i nalałam sobie mela do miski z moimi ulubionymi płatkami czekoladowymi. Usiadłam obok brata i zaczęłam jeść.
-Przejmujecie się pierwszym dniem w nowej szkole.?- zapytała mama zatroskanym tonem.
-Nie- odpowiedzieliśmy chórem.
Mama przyjrzała nam sie dokładnie i powiedziała:
-Cieszę się, że tak mówicie,ale wiem jak to jest być nowym. I przykro mi, że musieliśmy się przeprowadzić z Los Angeles do Londyny przez moją pracę. Macie dopiero po siedemnaście lat i martwię sie o was. Odkąd tata nas zostawił, nic już nie jest takie samo....
- Mamo, to było trzy lata temu, on nie wróci, a ty tym bardziej nie powinnaś się tym przejmować!- podniosłam głos zdenerwowana wzmianką o moim ojcu.
Alec przygarbił się na krześle i nie odzywał. Ten temat był dla niego równie bolesny, jak dla mnie. Tym bardziej, że mama nie wiedziała o wielu sprawach związanych z naszym ojcem.
-Dobrze, nie wracajmy już do tego. Życzę wam miłego dnia.-powiedziała i wyszła z kuchni.
Alec spojrzał na mnie z ukosa. Poruszył rytmicznie brwiami, co przyprawiło mnie o atak śmiechu. Skończyłam jeść płatki, włożyłam miskę do zlewu i szturchnęłam brata w ramię.
-Chodź, nie chcę się spóźnić.
Podniósł swój granatowy plecak z podłogi, przerzucił go przez ramię, poczekał aż założę moje czerwone martensy i ruszyliśmy razem przez chodnik. Do szkoły mieliśmy jakiś kilometr. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i włączyłam Rilo Kiley- Portions for Foxes. Była to jedna z naszych ulubionych piosenek. Stukając rytmicznie stopami o chodnik, nuciłam pod nosem teskt piosenki, którą znałam na pamięć.
Kiedy doszliśmy do szkoły zostało jeszcze jakieś pięć minut do dzwonka. Na szczęście byliśmy z Alec'kiem w tej samej klasie. Pierwszą lekcją była chemią z naszą wychowawczynią panią Wright. Przeprowadziliśmy się w połowie maja, więc byłam pewna, że nie przyjmą nas z otwartymi ramionami. Widząc po twarzach mijanych nas osób, wnioskowałam, że jesteśmy jedynymi bliźniakami w tej szkole. Niektórzy przystawali i otwarcie sie na nas gapili, inni odwracali wzrok, gdy napotkali moje chłodne spojrzenie. Nienawidziłam takich osób, które przyglądały się mnie i mojemu bratu jak okazom laboratoryjnym. Jakbyśmy byli mutantami. Owszem, wyglądaliśmy praktycznie identycznie ( z wyjątkiem długości i kolory włosów), ubieraliśmy się całkiem podobnie, ale pod względem charakterów, byliśmy cholernie różni. Alec był miły, przyjacielski, wesoły, delikatny, szczery i pomocny. No i był gejem. Mi to wcale nie przeszkadzało choć tylko ja o tym wiedziałam. Ja byłam spontaniczna, wredna, pyskata i denerwująca . Broniłam brata i nikomu nie pozwalałam go obrażać. Codziennie zakładałam maskę obojętności dzięki której nikt nie mógł mnie zranić.Ramię w ramię weszliśmy do pełnej klasy i usiedliśmy w ostatniej wolnej ławce od okna. Była to potrójna ławka, więc Alec usiadł z lewej strony, ja w środku, a miejsce od okna pozostało wolne. Zaczęła się lekcja i weszła pani Wright. Była to kobieta bardzo wysoka i chuda, z czarnymi włosami poprzetykanymi siwizną ciasno zaplecionymi w długi warkocz sięgający jej do pasa, mogła mieć około 49 lat. Szła tak wyprostowana, jakby jej ktoś wsadził kij w tyłek i uśmiechała się wrednie. Coś czułam, że jej nie polubię.Otworzyła swoje cienki usta pomalowane na burgundowo, z których wydobył się najpierw charkot, później ochrypły, niemiły dla uszu głos.
- Witam wszystkich. Dziś chciałabym przedstawić Wam dwoje nowych uczniów, którzy od dziś będą chodzić do naszej klasy. Poznajcie Aleca i Alyssę Collins. Przeprowadzili się do Londynu tydzień temu. Mam nadzieję, że powitacie ich ciepło. Alysso i Alecu, możecie się zwracać do mnie z każdym problemem.- zakończyła swój wywód nauczycielka.
Zastanawiałam się właśnie nad wystawieniem środkowego palca chłopakowi ławkę przede mną, który bezczelnie gapił się na mój biust, gdy drzwi od klasy ponownie się otworzyły i stanął w nich przystojny chłopak. Miał czarne włosy ułożone w klasyczny nieład, brązowe oczy, śniadą karnację i niesamowite usta. Nosił czarną ramoneskę, biały T-shirt, czarne postrzępione dżinsy i czarne martensy. Był wyższy ode mnie, miał chyba coś koło dwóch metrów wysokości. I był zabójczo przystojny. Gdy te niesamowite brązowe oczy spoczęły na mnie, pośpiesznie odwróciłąm wzrok. Spojrzałam na panią Wright. Miała czerwone policzki.
-Panie Jacobie Glass. Jeszcze raz się pan spóźni, to wyślę pana do dyrektora!
-Przepraszam pani profesor.- uśmiech, który posłał jej Jacob, mógłby zniewolić wiele serc.
-Dobrze, siadaj koło panny Collins.- powiedziała, już milszym tonem.
Posłałam zdumione spojrzenie Alecowi który tylko podniósł jedną brew do góry i uśmiechnął się rozbawiony. Westchnęłam ciężko i przysunęłam się bliżej brata. Nauczycielka zaczęła mówić o nowym temacie lekcji, gdy poczułam jak Jacob siada obok mnie. Bił od neigo niesamowity żar i tylko cudem się nie odsunęłam. Wyciągnęłam z torby zeszyt w którym zapisywałam nowe teksty piosenek dla Back To Start, zespołu, w którym byłam wokalistką, który założyłam wraz z moimi trzema najlepszymi przyjaciółmi Mattem, Sebastianem i Scottem. Jednym uchem słuchałam Wright, drugim słyszałam nową piosenkę:
You're a spark without flame
I'm a desert in the rain
You're a mountain and I'm stepping stone
So walk away from your pride
It's demon is disguise
And it won't help you to calm the swelling tide
Show me that your're human, you won't break
Oh love your flaws and live for your mistakes
Beauty's on the surface wearing thin
Come closer show the marks upon your skin
Show me that you're human
Show me that you're human
He runs away, hoping to fly high
Just to stumble at the sound of farewell
Watching without words
Waits at the window and amaze him
Empty space inside
Callously helping
To her bad dreams, worries
Have you heard goodbye?
Is a word of greeting?
They are one person
There are two lonely people
They are her three together
They are for everyone
Stand near the stairs
You'll see something
One to saying
Confusion has its price
Love does not lie
It is loose in the woman who complains
Saying that was lost
And choking on the word greetings
They are one person
There are two lonely people
They are her three together
They are for everyone
Nigdy nie myslałam nad tym, czy się do tego nadaję, znaczy się do pisania i śpiewania.To samo przychodziło. Było moim zajęciem w tych najcięższych chwilach. Wytchnieniem.
-Czy panna Collins chciałaby się z nami czymś podzielić ?- zapytała złośliwie Wright zmierzając do naszej ławki.
-Nie.-odpowiedziałam pewnym siebie głosem ukradkiem chowając zeszyt do torby.
Alec razem z Jacobem dusili w sobie śmiech. Wright wyglądałą na zaskoczoną tym, że ktos się jej postawił. Ja natomiast zaczynałam myśleć, że może jednak nie jest taka zła.
Choć zmieniłam zdanie po całym dniu zajęć. Jedyna i najcięższą pracą domową była oczywiście z chemii. Gdy wracałam do domu wraz z Aleckiem wyklinałam na czym świat stoi naszą "kochaną nową wychowawczynię". Po zjedzeniu obiadu, odrobiłam tą cholerną chemię, wzięłam prysznic i przebrałam się w luźne spodnie od piżamy czarne w kropki i biało-czarną bluzkę z krótkim rękawkiem. Związałam włosy w luźnego koka i spakowałam do torby książki na następny dzień. Posiedziałam chwilę na czacie rozmawiając z Sebastianem. Później zawołałam Aleca, razem wpakowaliśmy się do mojego łóżka obydwoje w piżamach i włączyliśmy horror na laptopie. Opowiadał on o dziewczynie, którą zastała apokalipsa zombii. Niby banał, ale my go uwielbialiśmy. Poza tym, leżenie najczęściej w moim łóżku i oglądanie horrorów, to był taki nasz mały zwyczaj. Alec zasnął w połowie filmu, kiedy się okazało, że najlepsza przyjaciółka głównej bohaterki jest w niej zakochana. Wyłączyłam laptopa, odłożyłam go na szafkę nocną, stojąca obok łóżka, okryłam nas obydwoje kołdrą i sama zasnęłam, kiedy moja głowa ponownie dotknęła poduszki.
:)
Cześć i czołem wszystkim, którzy to czytają! Mam nadzieję, że Was nie rozczarowałam i że się podobało, liczę na szczere komentarze.
Od razu mówię, że rozdział będą się pojawiać raz na tydzień.
Tak więc, dziękuję za czytanie, i proszę o komentowanie. Pa!:*
Świetny rozdział, Alec podbił moje serce *.* :*
OdpowiedzUsuń