Minęło kilka dni od mojego powrotu ze szpitala. Matt, Sebastian i Scott wyjechali wczoraj. Sebastian podał mi dokładne współrzędne szkoły i porosił, bym nikomu nie mówiła o tym że jestem hybrydą a on wampirem. Ani o tym czym dokładnie jest ta szkoła.
Mama i Alec wiedzieli tylko że muszę jak najszybciej tam pojechać. Było mi strasznie przykro z tego powodu. Nienawidziłam ich okłamywać i byłam wkurzona tym, że musiałam ich zostawić. Ale wiedziałam, że muszę tak postąpić. Powoli zaczynałam czuć głód, głód, którego nie mogłam niczym zaspokoić. Sebastian przed wyjazdem powiedział mi, że to normalne. Od teraz miałam pragnąć krwi. Ludzkiej i zwierzęcej.
Uważałam że to ohydne i obiecałam sobie, że tak długo, jak długo wytrzymam, nie wypiję krwi. Sebastian wiedział tylko że jestem w jakiejś części wampirem i wilkołakiem. Nic nie wiedział o kitsune i aniele. Nie mogłam mu powiedzieć. Nikt nie mógł wiedzieć.
Mama nie chciała wypuścić mnie z łóżka i przynosiła mi posiłki do łóżka. Tłumaczyłam jej, że czuję się znakomicie, ale ona nie słuchała. Po drugim dniu, się poddałam. Alec chodził do szkoły i przynosił mi prace domowe żebym się nie nudziła.Wieczorami leżeliśmy w moim łóżku oglądając filmy i wcinając chipsy i żelki.
Brat i mama starali się nie wspominać o moim wypadku i pobycie w szpitalu. Tak jakby to zdarzenie nigdy nie miało miejsca.
Obudziłam się późnym rankiem. Sięgnęłam po telefon. 11.05. Był wtorek siódmego lipca. Za oknem słońce świeciło i ptaszki śpiewały. Zapowiadał się piękny dzień. Wyskoczyłam z łóżka i popędziłam do łazienki. Wzięłam gorący prysznic, wysuszyłam się i już ubrana, spojrzałam w lustro.
Od czasu mojego wybudzenia się ze śpiączki, miałam długie, złoto blond włosy sięgające pasa. Były proste i delikatniejsze w dotyku. Duże, niebieskie oczy, mały nosek, wydatne kości policzkowe i pełne usta się nie zmieniły. Tylko włosy. Sama do tej pory nie wiem dlaczego.
Ubrana byłam w czarną sukienkę z rękawkami, sięgająca kolan. Była prosta, z koronką na wierzchu. Do tego dołożyłam czarne baleriny i zeszłam na dół.
Alec nie poszedł dziś do szkoły, ponieważ obiecał,że odwiezie mnie do mojej nowej szkoły, mama musiała iść do pracy, więc pożegnałam się z nią już wczoraj.
Po płakaniu, zapewnianiu że przyjadę w pażdzierniku na ferie jesienne, wkońcu mnie puściła.
Alec siedział przy stole w kuchni w krótkich dżinsowych spodenkach i czerwonej koszulce bez ramion z białym napisem Silence.Uśmiechnął się do mnie i pocałował w policzek. Od czasu mojego wypadku stał się wobec mnie bardzo opiekuńczy. Podtrzymywał zakaz mamy i nie pozwalał mi wstawać z łóżka. Ale dziś było inaczej.
Otworzyłam lodówkę, wyjęłam mleko, nasypałam sobie do miski moich ulubionych miodowych krążków i wlałam mleko. Usiadłam obok brata i zaczęłam jeść. Mimo iż byłam wampirem, to część wilkołaka pozwalała mi jeść normalne jedzenie, którego również potrzebowałam. Gdy skończyłam, włożyłam miseczkę do umywalki, umyłam i odłożyłam ją na suszarkę. Alec podniósł się z krzesła, wziął dwie moje walizki, które wczoraj wspólnie z mamą spakowałam i wyszedł na zewnątrz. Westchnęłam ciężko i wyszłam za nim zamykając drzwi i żegnając się z domem. Alec spojrzał na moją smutną minę, uśmiechnął się do mnie i powiedział.
-Hej, to nie na zawsze, głowa do góry Ally.
Alec zapakował walizki do bagażnika samochodu naszej mamy i sam wsiadł za kierownicę. Ruszyliśmy śmiejąc. Alec opowiadał mi o incydencie który miał dzisiaj miejsce w szkole.
Jacob i inny chłopak z naszej klasy, pobili się o to, który ma usiąść dziś z moim bratem. Poważnie. Oczywiście Jacob, jako wilkołak zwyciężył, ale o nadnaturalnej postaci naszego kolegi, mój brat nie wiedział. Dopiero gdy Jacob usiadł z Aleckiem i zaczęła się lekcja, dowiedział się o co chodziło. Wypytywał go o mnie i powiedział mu,że to jego ostatni dzień w tej szkole, ponieważ przenosi się do innej. Nie byłam tym zaskoczona.
Szkoła znajdowała się jakieś sześć godziny jazdy od Londynu, niedaleko małego miasta o nazwie Redhill. Włączyliśmy płytę Dear Agony zespołu Breaking Benjamin i śpiewaliśmy razem z wykonawcą. Droga minęła nam zadziwiająco szybko i ani się obejrzeliśmy, już wjeżdżaliśmy na teren szkoły. Widok, jaki przed sobą ujrzeliśmy był niesamowity.
Przed nami rozciągała się krótko przycięta trawa w kolorze soczystej zieleni.Alec zaparkował samochód przed bramą z kutego żelaza wysoką, sięgającą trzech metrów. Zabrał moje walizki i razem ruszyliśmy kamiennym chodnikim prowadzącym do głównego wejścia.
Budynek sprawiał wrażenie dużego zamczyska, z czterema piętrami, wieżyczkami i kolumnami na parterze. Był koloru granatowego z z oknami na każdym poziomie. Dzielił się na trzy skrzydła. Gdy weszliśmy do budynku, powitał nas słodki zapach czekoladowych ciasteczek. Wnętrze zamku było wyłożone białymi kafelkami i ciemnymi ścianami. Na suficie wisiał piękny żyrandol z kryształkami. Naprzeciw nas były szerokie drewniane schody z płyszczącymi poręczami po obu stronach. Już mieliśmy na nie wchodzić, gdy za nami rozległ się kobiecy głos.
-Witam.
Równocześnie się odwróciliśmy. Przed nami stała wysoka, piękna kobieta o długich, kręconych, rudych włosach rozpuszczonych na plecy.Jej oczy o intensywnej barwie zieleni, spoczęły na mnie.Uśmiechnęła się.
-Alyssa Collins jak przypuszczam?- miała bardzo miły głos i wyglądała na około 30 lat.
-Tak. A to mój brat Alec.
-Bardzo miło mi was powitać w naszej Scholi.
-Dziękujemy. A pani jest...?-zapytał uprzejmnie mój brat.
-Victoria Ozera. Dyrektorka tej szkoły. Alysso, może pójdziemy do twojego pokoju? Twoja współlokatorka nie może się już doczekać by Cię poznać.
Zerknęłam na Aleca, skinął głową i poszliśmy w górę na schodach.
-Na parterze w skrzydle wschodnim znajduje się administracja, moje biuro, stołówka i biuro woźnego. W slrzydle zachodnim sala gimnastyczna, pływalnia, biblioteka i szpital. Na pierwszym piętrze są sale lekcyjne, na drugim sypialnie dziewcząt, na trzecim sypialnie chłopców a na czwartym pokoje nauczycieli. Twoja współlokatorka wszystko ci wyjaśni o zasadach panujących w szkole. W pokoju znajdują się twoje nowe podręczniki i wszystkie przyrządy naukowe, które będą ci potrzebne. W naszej szkole znajdują się dzieci od dwunastego roku życia do dziewiętnastego. W razie problemów, możesz przyjść do mnie lub do każdego nauczyciela w Scholi.
Doszliśmy już na drugie piętro a pani Ozera poprowadziła nas po grubym, czerwonym dywanie aż do końca korytarza. Tam pożegnała się z nami i zostawiła nas samych. Spojrzałam na brata z obawą w oczach.Poklepał mnie delikatnie po plecach i wyszeptał.
-Będzie dobrze maleńka.
Skinęłam głową, głęboko odetchnęłam i nacisnęłam klamkę. Nie zdążyłam postawić nogi w pokoju, ponieważ jak tylko otworzyłam drzwi, rzuciła się na mnie dziewczyna. Z zaskoczenia też ją przytuliłam. Była o głowę niższa ode mnie, miała krótkie brązowe,kręcone włosy i błękitne roześmiane oczy. Miała jasną karnację i była prześliczna.
-Ojj przepraszam, ale nie mogłam się doczekać aż Cię poznam!- powiedziała gdy tylko mnie puściła.
Spojrzałam na brata, który dusił się ze śmiechu. Walnęłam go łokciem w żebra. Skrzywił się i wyprostował.
-Ooo... widzę, że już znalazłaś koleżankę.- stwierdził.
Uśmiechnęłam się do dziewczyny.
-Jestem Alyssa a to jest Alec.
-Ja jestem Aria.
-Miło mi Cię poznać.-powiedziałam uśmiechając się do niej.
-Mi Ciebie też.- w jej policzkach ukazały się dołeczki.
Alec odstawił moje walizki obok drzwi.
-No mała, na mnie już czas.
Pokiwałam smutno głową, żałując, że musi odjeżdżać. Przytuliłam się do niego, prawie go miażdżąc w uścisku. Po minucie odsunął mnie od siebie na odległość ramienia. Spojrzał mi poważnie w oczy i powiedział.
- Uważaj na siebie. Gdyby się coś działo, zawsze możesz do mnie zadzwonić.
Pokiwałam głową i pocałowałam go w policzek.Gdy zamknęły się za nim drzwi, dopiero wtedy rozejrzałam się po pokoju. Ściany były pomalowane na kolor nieba, z oknem wychodzącym na ogród i jednym oknem dachowym. Stały w nim dwie duże szafy, dwie komody i dwa biurka a wszystko drewniane. w kolorze mahoniowym.Na każdym biurku była lampka nocna. I dwa łóżka. Wszystko stało po przeciwnych stronach pokoju, pośrodku był gruby, biały perski dywan. Pokój był trochę większy niż mój w domu, ale i tak mi się podobał. Aria wpatrywała się we mnie wielkimi błękitnymi oczami pełnymi podekscytowania.
- I jak?
- Piękny.
Dziewczyna uśmiechnęła się. Lecz po chwili spojrzała na mnie nieśmiało.
- Myślisz że mogłybyśmy zostać przyjaciółkami?
-Jestem pewna, że tak. - odparła z całym przekonaniem, chwilę po tym, Aria znowu rzuciła mi się na szyję i obie zaczęłyśmy się śmiać.
Nwm dlaczego trochę mi to śmierdzi sagą o Zoey Redbird
OdpowiedzUsuńŚciany koloru nieba...o zmroku, o brzasku, w czasie deszczu/burzy/gradu? Niebo ma mnóstwo odcieni, zależy jaka trafi się pogoda i niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę perskie dywany słynęły ze swoich pięknych kolorów i wzorów, jedyne co mi się zgadza to to, że był duży i gruby.
Po tym wypadku akcja pędzi jak Usain Bolt, nie nadążam
Wszystko przypomina też odrobinę Żelaznego Króla Juli Kagawy
Ale chyba każde zwykle fantasy o nastolatkach takie jest, więc nie można oskarżyć nikogo o kopiarstwo