Ból był wprost niewyobrażalny. Czułam go od cebulek włosów aż po koniuszki palców u stóp. Rozchodził się falami po moim ciele. Mroził mnie, zamrażał moje serce by znów wszystko rozgrzać. Czułam się bezsilna. Nie mogłam otworzyć oczu, krzyknąć czy choćby drgnąć. Nigdy nie przeżywałam takich agonii. Czułam jakbym trafiła na samo dno piekła i poleciała na Antarktydę równocześnie.Nie słyszałam i nie czułam kompletnie nic. Byłam zamknięta w mej katuszy. Nie wiedziałam ile czasu minęło od kiedy umarłam. Bo tego byłam pewna. Umarłam i przeszłam się na tamten świat. Mogło minąć kilka sekund,kilka minut lub kilka godzin. Nie wiedziałam tego.
W pewnej chwilii zamiast głębokiej czerni, w jakiej byłam pogrążona, pojawił się błysk światła. Rósł i rósł aż spowił całą ciemność i ją rozproszył. Przede mną stanęła postać ubrana w srebrny, połyskujący płaszcz sięgający ziemi, głowę miała zakrytą kapturem.Nie mogłam rozpoznać płci przybysza.
- Alysso Katherino Eleno Collins..- ów nieznajoma postać przemówiła głosem, którego nigdy w życiu nie zapomnę. Był piękny jak śpiew słowika o poranku. - Umarłaś. Zostałaś wybrana by być pierwszą i jedyną na świecie taką hybrydą. Będziesz pragnąć krwi jak wampiry, będziesz mieć ich siłę i refleks, szybkość i piękno. Wilkołakiem zmieniającym postać, mającym dobry słuch, węch i wzrok. Kitsune władającym energią.I aniołem, który stawia ponad wszystko dobro oraz jego moce skrzydeł. Od dziś jesteś wyjątkowa i przez to niebezpieczna. Musisz uważać na to co robisz. Zostałaś wybrana do spełnienia bardzo ważnej roli w świecie, o którego istnienia nigdy nie wiedziałaś. Żyją w nim wampiry, wilkołaki, kitsune, elfy, syreny, duchy, czarodzieje i czarodziejki oraz inne magiczne stworzenia. O roli jaką masz odegrać, dowiesz się w swoim czasie.
Wbiłam wzrok w postać, kompletnie oszołomiona. Ja mam być jakąś hybrydą niosącą dobro wszem i wobec? No chyba nie. Już chciałam zaprotestować, gdy nagle wszystko się zaczęło rozmywać. Zdążyłam jeszcze tylko usłyszeć cichy głos dziwnej postaci.
- Strzeż swojego serca.
Strzeż swojego serca. Te słowa tłukły się po mojej głowie, gdy zaczęłam spadać i spadać i spadać w dół.
Powoli zaczęłam otwierać oczy. Choć słońce mocno mnie raziło, zdołałam je otworzyć. Z tego co się zdążyłam zorientować, byłam na sali szpitalnej, w której było pełno jakichś łądnie pachnących kwiatów. Róż. Stały wszędzie, na telewizorze, który stał na stoliku naprzeciwko łóżka, na stoliku nocnym a nawet na podłodze. Były czerwone i no cóż, moje ulubione. Zamrugałam kilka razy i zobaczyłam Aleca, który siedział na krześle przy moim łóżku i wlepiał we mnie wzrok.
-Cześć.- prawie nie poznałam własnego głosu. Brzmiał słodko i jak...dzwoneczki na wietrze,zabawne.
-Hhej- odpowiedział mój brat.
-Czemu się tak we mnie wpatrujesz?
-Ally... Ty.... byłaś w śpiączce przez dwa tygodnie, nie mogliśmy Cię wybudzić, myśleliśmy że już nigdy się nie obudzisz.- Ale mówił to wszystko zdławionym głosem.
-Ale się obudziłam.- powiedziałam beztrosko.
- Lekarze mówili że to prawdziwy cud, że nie umarłaś.
Umarłam pomyślałam kiwając głową. Nagle zauważyłam na niej coś długiego i jasnego. Alec patrzył na mnie jak na małe dziecko, któremu stała się krzywda.
-Alec, braciszku...Powiedz mi co się stało z moimi rudymi włosami?!- krzyknęłam zdenerwowana.
Bo rzeczywiście, moje włosy były teraz koloru jasny blond i były dłuższe, sięgały mi do pasa. Brat nie wiedział co zrobić, wykręcał sobie palce u ręki.
-No ten tego.. jak byłaś w śpiączce to się jakoś tak.... zmieniły kolor?-ostatnie zdanie zabrzmiało niczym pytanie.
Byłam wściekła, więc odetchnęłam głęboko,policzyłam do dziesięciu i dopiero wtedy się odezwałam.
-Okej. Ale gdzie jest mama.? I chłopcy? I skąd te róże.?
-Mama pojechała do domu,siedział przy tobie całą noc, chłopcy też niedawno stąd wyszli i zatrzymali się u nas, by móc Cię codziennie odwiedzać. A róże? No cóż... od chłopaków, od Dylana i Jacoba i od większości naszej klasy.
Okej, te wyjaśnienia mnie zdziwiły, ale się nie odzywałam.
-Zawołaj lekarza.
- Żle się czujesz, coś Cię zabolało.?- Alec mało co na zawał nie zeszedł ze strachu.
-Nie głupiku, chcę iść do domu.
-Nie możesz, dopiero co się obudziłaś.
-Owszem, mogę. Zawołaj go.
-Ale..
-Alec, nie ma żadnego ale. Chcę do domu. Już.
Chłopak spojrzał na mnie jak na wariata, ale mnie usłuchał. Wybiegł z pokoju by po chwili wrócić z młodym mężczyzną po dwudziestce ubranym w biały kitel. Był przystojny i nosił okulary korekcyjne. I był cholernie wysoki.
-Widzę że już się obudziłaś.
Nie wiedziałam kiedy przeszliśmy na Ty, ale zignorowałam to.
-Tak i wracam do domu.
Mężczyzna zamrugał zdezorientowany.
-Nie, nie wracasz, Dopiero się obudziłaś, byłaś w śpiączce przez dwa tygodnie.
-Wiem. ale jestem już zdrowa jak ryba.
-Pozwól, że to ja o tym zdecyduję.
Wzruszyłam ramionami
-Okej.
-Podciągnij bluzkę.
Zrobiłam tak jak kazał. Po chwili poczułam na delikatnej skórze na plecach jak bada stetoskopem mój oddech.
-Rozluźnij się i oddychaj głęboko.
Zbadał jeszcze moją klatkę piersiową. Pokiwał głową i delikatnie odkleił plaster na moim czole, na którego nawet nie zwróciłam uwagi odkąd się obudziłam. Lekarz i Alec głęboko zaczerpnęli powietrza na widok mojego czoła.
-Ale ale.. jak to możliwe... Jeszcze dwa dni temu, miałaś tam głęboką szramę a teraz.. nawet blizny.- lekazr wydawał się być zszokowany.
Uśmiechnęłam się niewinnie i wymruczałam.
-Magia.
Mężczyzna nie miał już podstaw mnie dłużej przetrzymywać, więc wyraził zgodę na mój powrót do domu. Przebrałam się w dżinsy i luźną bluzkę, które mama musiała mi wcześniej przywieźć.
Zabroniłam Alecowi informowania kogokolwiek o tym, że się obudziłam więc zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do domu.
Alec otworzył przede mną drzwi wejściowe, ale spojrzeniem kazałam mu iść przodem. Słyszałam mamę krzątającą się w kuchni, chłopaków z mojej kapeli, którzy zapewne jej pomagali. Alec skierował się w tamtą stronę. Wszedł do kuchni. Gdy mama go ujrzała, zwołała
- Alec, co Ty tu robisz? Powinieneś być ze swoją siostrą.
Alec spojrzał na nią wielkimi oczyma.
-Właściwie ona..
-Właściwie ona jest w domu- dokończyłam i stanęłam obok niego na środku kuchni.
Mamie wyrwał się szloch, po czym rzuciła się na mnie całym ciałem. Nawet nie poczułam jej ciężaru.
-Och, córciu, tak się bałam...- szeptała mi do ucha zdławionym głosem.
Sebastian, Matt i Scott poderwali się z krzeseł, w chwili gdy Alec odsunął ode mnie mamę i wszyscy trzej równocześnie się na mnie rzucili.
-Uważajcie na nią, bo jej coś połamiecie.- krzyknęłam mama przerażona widokiem trzech rosłych chłopaków rzucających się na jej delikatnie wyglądającą córkę. W rzeczywistości byłam silniejsza od nich wszystkich razem wziętych, więc tylko się uśmiechnęłam i przytuliłam całą trójkę.
Matt miał załzawione oczy, Scott śmiał się szczęśliwy jak debil, a Sebastian spoglądał mi spokojnie w oczy. Wycałowałam wszystkich obecnych w pomieszczeniu, szczęśliwa, że już nie muszę być nękana koszmarnym bólem.
Kilka godzin trwało obcałowywanie mnie i zapewnienia że w blondzie mi prześlicznie.
Gdy skończyłam jeść kolację przygotowaną przez mamę, dochodziła dwudziesta pierwsza trzydzieści. Ziewnęłam przeciągle, próbując to ukryć, choć czujne oczy mamy i tak to zauważyły.
-Koniec na dziś. Chłopcy do łóżek. Alysso, ty też już idź spać dobrze?
-Dobrze mamusiu.
Weszłam do swojego pokoju. Pachniał mną, był mój, ale i tak czułam się w nim obco. Weszłam do łazienki, umyłam zęby, ściągnęłam ciuchy i bieliznę i wrzuciłam do kosza na pranie. Założyłam luźną piżamę, zgasiłam światło w łazience i w pokoju i wpakowałam się do łóżka.
Słyszałam każdy oddech ludzi śpiących w tym domu. Czułam przepływającą w ich żyłach świeżą i pyszną krew. Chwila, od kiedy uważam że krew jest "pyszna"? Ta przemiana w hybrydę, czy cokolwiek to było, zmieniło mnie. Jeszcze nie wiem czy na dobrze, czy na źle. Ale chciałam się dowiedzieć.
Usłyszałam ciche kroki pod drzwiami pokoju. Wiedziałam kto to już po samym zapachu. Przesunęłam się by zrobić mu miejsce. Po chwili poczułam jego ciepłe ciało obok mojego. Podparłam się na dłoni i spojrzałam w jego zielone oczy skryte w mroku.
-Wiedziałeś.- wyszeptałam.
-Tak.
-I nic nie mogłeś zrobić?
-Nic.
-Więc, co teraz ze mną będzie?
-Przeniesiesz się do nowej szkoły. Z internatem. Ale o twojej...hmm... zmianie, nikt się nie może dowiedzieć.
-Wiem, ale dlaczego muszę się przenosić.?
Choć znałam odpowiedź na to pytanie, chciałam ją usłyszeć od niego.
-Bo tam są tacy jak Ty. Wyjątkowi.
- I mój kolega z klasy, Jacob też tam będzie.
-Tak, on jest wilkołakiem.
-A Ty, Sebastianie, kim Ty jesteś?- zapytałam.
-Ja? Nikim ważnym
-Dla mnie jesteś bardzo ważny.
Widziałam w ciemności jego szeroki uśmiech.
-Okej. Tylko mnie nie bij. Jestem najstarszym z mojego rodu, z rodu Drake'ów. Alysso, jestem wampirem.
A więc to fantasy...?
OdpowiedzUsuńTak. A to jakiś problem.?
OdpowiedzUsuńNie, wszystko w porządku...po prostu zaskakujące
OdpowiedzUsuńA kiedy nowy rozdział?
OdpowiedzUsuń