sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział III

Powoli zeszłam ze sceny, ale jego już nie było. W jednej chwili siedział przy stoliku, w drugiej znikł. Lekko się zdziwiłam, wzruszyłam ramionami i ruszyłam w stronę baru. Gdy stanęłam obok Aleca, ujrzałam najsłodszego chłopaka na świecie. Serio. Miał duże, czekoladowe oczy, brązowe kręcone włosy i różowe usta. Wyglądał jak aniołek, a stał za barem.Przypominał miłęgo chłopca z sąsiedztwa. I gdy patrzył na mojego brata, rumienił się. Szybko zorientowałam się w sytuacji.
Alec wkońcu oderwał spojrzenie od chłopaka i uśmiechnął się do mnie.
- Alysso przedstawiam ci Dylana Corvina. Dylanie, to moja siostra bliźniaczka Alyssa.- przedstawił nas sobie Alec.
-Hej. -uśmiechnęłam się do chłopaka szeroko.
- Cześć.- gdybym miała przy sobie aparat, zrobiłabym mu zdjęcie. Chłopak był po prostu śliczny.
Spojrzałam szybko na chłopców z mojej kapeli i podjęłam decyzję w ułamku sekundy.
- Chłopcy, musimy złożyć sprzęt. Niech Alec i Dylan sobie pogadają.
Odwróciłam się do brata, posłałam mu oczko i z powrotem weszłam na scenę. Pozwijaliśmy kable, pochowaliśmy gitary, mikrofony i perkusję do samochodu Scotta.Zaparkowaliśmy go z tyłu klubu, więc oprócz nas, nikogo tu nie było.
Korzystając z tego, że byliśmy na zewnątrz, Matt i Scott odpalili papierosy i zaciągali się nimi mocno. Ja nie paliłam, a Sebastian właśnie rzucał, więc staliśmy od przyjaciół w pewnym oddaleniu.
Gwiazdy świeciły jasno na tle ciemnego nieba.
Zawsze lubiłam noc, o tej porze czułam się bezpiecznie.
Wpatrywałam się w te jasne punkciki i myśląc o innych ludziach. Każdy człowiek ma swoją własną niepowtarzalną historię. Miłość którą stracił, marzenia, które spełnił. Pod pewnymi względami wszyscy ludzie są tacy sami, pragną szczęścia, chcą kochać i być kochanymi, dożyć starości w gronie rodziny i przyjaciół. Nikt nie chce być samotny. Ale każdy z nas idzie swoją własną drogą, podejmuje własne dezycje i popełnia własne błędy. Jesteśmy istotami obdarzonymi umysłem i wolną wolą. Potrafimy myśleć, szukać i błądzić. Staramy się dążyć do doskonałości, mimo że tak naprawdę już jesteśmy doskonali.
Owszem, popełniamy błędy, czasem niewybaczalne grzechy. Ale pod względem duszy jesteśmy idealni. Lecz czy naprawdę.? Istnieją też ludzie, którzy mają duszę tak mroczną, że nie są w stanie dążyć do zbawienia. Potwory, które bawią się ludzkimi uczuciami i ludzkim życiem. To nie są ludzie. To są demony pod powłoką ludzi.
Głos brata wyrwał mnie z zamyślenia:
-Chodź Ally, jedziemy.
Odrzuciłam ponure myśli potrząsając głową i wsiadłam do samochodu. Sebastian siedzący na miejscu pasażera włączył radio. Ja siedziałam z tyłu, pomiędzy Mattem i Alec'kiem.Na rozmowę o Dylanie bedę musiała poczekać.Wiedziałam, że chłopcy nie mają gdzie przenocować.
- Chcecie u nas dziś zostać.?- zapytałam.
Chłopcy wymienili spojrzenia, po czym chórem stwierdzili że tak.
-Twoja mama nie będzie zła.?- spytał Matt.
-Nie, przecież to i tak nie pierwszy raz.
To prawda, po koncertach chłopcy często u nas zostawali na noc. Ale to było w starym mieście. W starym życiu.
Dojechaliśmy na miejsce, otworzyłam drzwi, ściągnęłam buty, pozapalałam światła i ruszyłam do kuchni.
-Ściągnijcie buty i usiądźcie w salonie.!-krzyknęłam wyciągając z lodówki szynke, majonez, pomidora, dżem truskawkowy, margarynę i ogórka.
Alecowi zrobiłam kanapkę z szynką i pomidorem, sobie z szynką i ogórkiem, Mattowi z ogórkiem,  Scottowi z szynką i majonezem <błe> a Sebastianowi z dżemem. Położyłam po dwie kanapki na każdy talerz, rozłożyłam to na tacy i zaniosłam do salonu. Chłopcy właśnie urządzali nasz salon w małe kino domowe. Odsunęli fotele, porozkładali na podłodze koce i poduszki. Położyłam tacę na małym stoliku odsuniętym pod telewizor i poszłam po napoje gazowane.
Wzięłam trzy dwulitrowe butelki i pięć szklanek (znowu na tacę) i położyłam koło kanapek.
Wiedziałam, że mamy nie ma w domu, ale nie chciałam dzwonić, bo było już po północy.
 Pewnie spała u swojej koleżanki. Chłopcy już przebrali się w krótkie szorty i koszulki do spania Aleca ( na szczęście wszyscy mieli taki sam rozmiar), więc poszłam na górę, przebrałam się w piżamy składające się z krótki materiałowych spodenek i bawełnianej bluzeczki i moje ulubione skarpetki frotte.
 Wiem że każdy normalny człowiek chodzi w nich w zimie, ale ja zakładam je codziennie do snu, niezależnie od pogody. Rozczesałam swoje długie włosy. Zszedł już z nich czerwony ,teraz były płomienno rude. choć czerwony pozostał na końcówkach. Splotłam je w luźnego warkocza i zszedłam na dół.
Chłopcy już na mnie czekali. Znowu usiadłam pośrodku, tym razem pomiędzy Scottem a Sebastianem. Alec położył głowę na moim brzuchu, a Matt na moich kolanach. Na szczęście przedtem okryłam się kocem, więc nawet nie drażniły mnie włosy Matta. Sebastian włączył film, a Scott oparł głowę na moim ramieniu. Ja oparłam się o kanapę, przed którą siedzieliśmy.
Na ekranie telewizora pojawił się tytuł " Oszukać przeznaczenie". Domyśliłam się, że to Sebastian wybierał, ponieważ to był jego ulubiony film.
Scott, który siedział najbliżej stolika, podał każdemu odpowiedni talerz z kanapkami. Jedliśmy w milczeniu od czasu do czasu wykrzykując wyzwiska pod adresem głównych bohaterów.
Gdy zaczęły lecieć napisy końcowe, Matt, Scott i Alec już słodko spali.
W pokoju było ciemno, tylko telewizor dawał mdłe światło.Poruszyłam się lekko, ułożyłam głowę Scotta na kanapie, ponieważ boleśnie wbijał mi się podbródkiem w ramię, oddychając miarowo.
Przekręciłam się lekko i ujrzałam twarz Sebastiana, który wpatrywał się we mnie. Miał dziwny wyraz twarzy, którego zaspana, nie mogłam rozszyfrować.
-Hej, co robisz?-mruknęłam cicho, nie chcąc obudzić reszty przyjaciół.
-Zastanawiam się.-odpowiedział równie cicho.
-Nad czym.?
-Nad tym, kiedy to się stanie.
-Co się stanie?
Uśmiechnął się tylko smutno w odpowiedzi.
-Nie mogę ci powiedzieć.
-Proszę.
-Nie Alysso. Dowiesz się w swoim czasie.
- O czym się dowiem.?- coraz mniej rozumiałam z tej rozmowy.
-O czymś ważnym. Bardzo ważnym. Ale teraz śpij,mała.
Jeszcze raz uśmiechnął się smutno i pocałował mnie ciepłymi wargami w czoło. A ja odpłynęłam...
                                                              ~~~~~~~~
 Zamrugałam oczami gdy do pokoju wdarły się promienie słońca.
-O patrzcie, Śpiąca Królewna wstała.-powiedział ktoś.
Gdy otworzyłam oczy i usiadłam na łóżku, okazało się, że to mówił Scott. Chwila..W łóżku.?
-Jakim cudem ja się tu....-zaczęłam
-...znalazłam?.- dokończył Matt
-Przenieśliśmy Cię-odpowiedział Sebastian.
-Kiedy?
-Jak tylko się obudziliśmy i posprzątaliśmy.
-Posprzątaliście? -no, tego bym się nie spodziewała,
-No tak. Umyliśmy talerze,odłożyliśmy na miejsce koce i poduszki.
-I twojego brata też.- powiedział Matt z błyskiem w oku.
-Przenieśliście Aleca? Z dołu, na górę.?
-Tak, za ciężki to on nie jest.
-No dobra, ale która jest godzina?-zapytałam wciąz skołowana.
Matt spojrzał na zegarek na swoim lewym nadgarstku, po czym odpowiedział: Coś koło siódmej.
-Jasna cholera! - krzyknęłam tak głośno, że Sebastian spadł z mojego łóżka, na którym siedzieli wszyscy trzej.
-Błagam, obudźcie szybko Aleca.- zawołałam, po czym pobiegłam do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic, błyskawicznie wysuszyłam włosy i ubrałam się w dżinsowe spodenki i błękitny top bez ramiączek. Złapałam torbę i zbiegłam do kuchni. A to co tam zastałam, było po prostu genialne.
Sebastian w różowym fartuszku mojej mamy stał przy kuchence i smażył naleśniki sądząc po zapachu, Alec siedział przy stole z wilgotnymi włosami z Mattem, który karmił go jak małe dziecko naleśnikiem, co wyglądało komicznie. A Scott czekał na mnie ze śliniakiem w ręce.
-Chyba żartujesz. Skąd wziąłeś ten śliniaczek?-zapytałam wchodząc do kuchni i krztusząc się ze śmiechu.
Scott przybrał poważny wyraz twarzy i odpowiedział równie poważnym głosem.:
-Byłem w sklepie, pomyślałem, że ci się przyda.
Spojrzałam na niego rozbawiona i wybuchnęłam śmiechem.
W tym samym czasie, w którym Sebastian odwrócił się w moją stronę, ja pstryknęłam mu zdjęcie.
-Heeej! Bez zdjęć.!- zawołał udając oburzenie.
Zignorowałam go i ustawiłam go sobie na tapetę.
Chłopak próbował zabrać mi telefon, ale byłam szybsza, schowałam komórkę do kieszeni i pacnęłam go po rękach.
-Kurde- burknął.
Uśmiechnęłam się do niego niewinnie, zabrałam swoje śniadanie i zaczęłam jeść. Gdy skończyłam przegryzać ostatni kęs, wyrwało mi się:
-Jesteś Boski.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
Gdy został już zjedzony ostatni naleśnik (przeze mnie) zaczęliśmy się zbierać.
-Podrzucicie nas do szkoły?- spytałam Scotta.
-Jasne.
Wpakowaliśmy się do samochodu, tym razem to ja siedziałam koło kierowcy. Kilka minut później zatrzymaliśmy się przed gmachem szkoły. Wiedziałam że nie spotkamy się za szybko, więc kazałam chłopakom wysiąść. Najpierw przytuliłam Matta, później Scotta, a na koniec wpadłam w ramiona Sebastiana. Mocno objął mnie ramionami w talii i wyszeptał cicho do ucha
- Nieważne co się stanie, możesz zawsze do mnie zadzwonić. O każdej porze dnia i nocy. Przyjadę i się tym zajmę.
Pokiwałam głową, a on mnie pocałował. W usta. Ale to nie był żaden romantyczny pocałunek. Według mnie, przypominało to raczej całus pieska preriowego, który całuje się na pożegnanie. I wiedziałam, że Sebastian też to tak odczuwa.
Oderwaliśmy się od siebie. Ja, no cóż, niechętnie, ponieważ to było naprawdę miłe doświadczenie. Dopiero gdy odwróciłam się od Sebastiana, spostrzegłam że mamy widownię. Alec, Matt, Scott jak i również połowa szkoły, wpatrywali się we mnie i Zielonookiego zafascynowani.
Poczułam, że się rumienię, więc cmoknęłam resztę mojej kapeli w policzki i razem z Alec'kiem patrzyłam jak odjeżdżają. Nasza mała widownia się rozeszła i mogliśmy już spokojnie wejść do szkoły. Dopiero po dłuższym czasie Alec się odezwał.
-Wy się całowaliście- powiedział, jakby nie mógł w to uwierzyć.
-Pieski preriowe.- mruknęłam w odpowiedzi i weszłam do klasy.
Codziennie mieliśmy taki sam plan lekcji.
Chemia, Biologia, Literatura, Wos, Wf, Wf, Angielski i Historia.
Usiadłam w naszej ławce, tym razem od okna, chcąc uniknąć rozmowy z bratem. Jacob już siedział na miejscu, pośrodku.
Gdy tylko Wright zaczęła swój monolog, ja się wyłączyłam. Otworzyłam zeszyt do chemii na czystej stronie i zaczęłam szkicować.
Delikatne linie, lekkie wycieniowanie, mocniejsze kontury. To pomagało mi choć trochę uporządkować skołowane myśli. Gdy skończyłam rysować, byłam tak zaabsorbowana przyglądaniem się rysunkowi, że nie zauważyłam, kiedy Jacob nachylił się do mojego ucha.
-Pieski preriowe?-zapytał głębokim głosem.
Drgnęłam zaskoczona i pokiwałam głową. Faktycznie narysowałam dwa całujące się pieski preriowe.
Gdy po lekcjach wychodziliśmy z Alec'kiem ze szkoły, wciąż myślałam o Sebastianie. Nie w żaden romantyczny sposób, co to, to nie. Po prostu dziwiło mnie jego zachowanie.
Nigdy, z żadnym chłopakiem się nie całowałam, tym bardziej nie z żadnym z moich przyjaciół.
To się stało w jednej sekundzie.
W mgnienu oka dostrzegłam, że coś jest nie tak, odepchnęłam Aleca za siebie i przyjęłam uderzenie. Błysk świateł, huk i krzyk.
Upadłam na ulicę. Z głowy leciało mi coś ciepłego i mokrego.
Wiem, że ktoś krzyczał. Ktoś wzywał karetkę. Ktoś płakał. I ktoś trzymał mnie mocno za rękę.
I wtedy zwolnił się oddech. Klatka piersiowa przestała się unosić.Ból był niewyobrażalny. Zamknęłam oczy. Umarłam.

3 komentarze:

  1. Umarłam? Are you fuckin' kidding me?! To się robiło niezłe >___>

    OdpowiedzUsuń
  2. Umarłam? Are you fuckin' kidding me?! To się robiło niezłe >___>

    OdpowiedzUsuń
  3. TO się jeszcze nie skończyło ;)

    OdpowiedzUsuń